Choć powszechnie przyjęło się uważać, że w ludzkim ciele jest 78 organów, w zależności od punktu widzenia danej specjalizacji, można by ich ogólną liczbę podnieść do ponad 300. Wystarczy osobno liczyć każdą kość czy ząb. Histolodzy znaleźliby pewnie jeszcze więcej.

Co rok odkrycie

Tylko w ostatnich latach odkryto w ludzkim ciele trzy nowe zespoły tkanek działające wspólnie w określonym celu (możliwie najbardziej ogólna definicja organu, podana np. przez prof. Lisę M.J. Lee, z wydziału biologii University of Colorado School of Medicine):

- w 2017 roku ogłoszono istnienie krezki. To błona wewnątrz jamy brzusznej utrzymująca na swoim miejscu jelita, naczynia krwionośne, jajniki, jajowody a także elementy układów nerwowego i wydalniczego;
- w 2018 roku pojawiła się informacja, że w naszym ciele jest śródmiąższe. Tak nazwano przestrzeń między tkankami;
- w 2019 roku naukowcy z Instytutu Karolinska w Szwecji znaleźli pod skórą narząd podobny do siatki. Zbudowany z wyspecjalizowanych komórek glejowych na granicy naskórkowo-skórnej może być odpowiedzialny za odczuwanie bólu mechanicznego. Nazwali go komórkami Schwanna.

Mamy więc 2020 rok i kolejny organ na horyzoncie. Wymienionej wyżej trójki nie odkryto nagle i ogłoszono natychmiast jeszcze w tym samym roku. Dobrzy naukowcy drążą swoje tematy, dochodzą powoli do wniosków a potem publikują. To zwykle wymaga czasu. Istnienie krezki podejrzewano np. od 2015 roku.

 

Niespodzianka

Holenderscy onkolodzy na gruczoły wpadli jednak przypadkiem i mieli wystarczającą wiedzę o anatomii, by w miejscu, w którym nie podejrzewano istnienia gruczołów, jakieś znaleźć. Tak przynajmniej twierdzi w komentarzu wysłanym do CNN  prof. Joy Reidenberg, wykładający anatomię w nowojorskim szpitalu akademickim Mount Sinai. Zacytował nawet słynną frazę Louisa Pasteura, że ”szczęście sprzyja przygotowanym”.

Matthijs H. Valstar jest chirurgiem na wydziale onkologii głowy i szyi Holdenderskiego Instytutu Raka. Jest głównym autorem badania (opublikowane w czasopiśmie ”Radiotherapy and Oncology” opisującego odkrycie dokonanego podczas badania tomografem (pozytonowa tomografia emisyjna, PSMA PET/ CT) głowy u pacjenta z rakiem prostaty. Powtórzono je potem na setce innych chorych.

fotHoldenderski Instytut Raka/ CC BY-NC-ND 4.0

Z nieznanych powodów na skanie zaświecił się obszar umieszczony w tylnej części nosogardzieli. Naukowcy nazwali go zespołem gruczołów ślinowych (śliniankami rurkowymi, ang. tubarial glands). Valstar i jego koledzy sądzą, że gruczoły te mogą być przyczyną powikłań u pacjentów onkologicznych poddawanych radioterapii. Lekarze tłumaczą, że promieniowanie może uszkadzać ten organ i prowadzić do problemów z połykaniem czy mówieniem.

 

Dokładne badanie

Jak tłumaczy Matthijs H. Valstar, wynik badania udało im się powtórzyć u różnych grup pacjentów. Istnienie gruczołów potwierdzono poprzez sekcję zwłok kobiety i mężczyzny. Co podkreślają Holendrzy, nie da się ich zobaczyć konwencjonalnymi metodami obrazowania jak ultrasonografia czy rezonans magnetyczny. Technika PSMA PET/ CT z której korzystali holenderscy onkolodzy to bardzo zaawansowane badanie z dziedziny medycyny nuklearnej. Jest precyzyjne i pozwala na dokładną diagnostykę nowotworu.

Podczas tomografii pozytronowej obraz rejestrowany jest na podstawie promieniowania wewnętrznego pochodzącego z różnych związków chemicznych oznakowanych izotopami promieniotwórczymi. Dopasowuje się je do każdego badania przed podaniem pacjentowi w zależności od obszaru obrazowania. Efektem działania jest jasne świecenie zmian nowotworowych. Lekarzom z Holenderskiego Instytutu Raka podczas badania zaświeciły się dwa obszary.

Fot. Holdenderski Instytut Raka/ CC BY-NC-ND 4.0

- Ludzie mają zasadniczo trzy pary dużych gruczołów ślinowych, ale nie w tym miejscu. O ile wiedzieliśmy, to jedyne istniejące gruczoły ślinowe czy śluzowe w nosogardzieli są mikroskopijne. Jest ich do 1000 i są równo rozłożone po powierzchni śluzówki. Wyobraźcie sobie więc nasze zdziwienie, gdy je znaleźliśmy – stwierdził w informacji dla prasy drugi współautor badania, onkolog Wouter Vogel.

 

Czy to jednak organ?

Podobnie jak w przypadku krezki, śródmiąższa czy komórek Schwanna, to czy nowoodkryte ślinianki rurkowe organem są czy nie pozostaje tematem debaty naukowców i lekarzy. Konieczne będzie np. dołączenie większej liczby wyników badań kobiet (stanowiły mniejszość wspomnianej setki pacjentów) oraz osób zdrowych.

Autorzy odkrycia sami wskazują, że ostatecznie może to po prostu stać się element systemu organów do którego należą wszystkie gruczoły ślinowe. – Nasze własne badania wspierają uznanie ślinianek rurkowych za samodzielny anatomicznie i funkcyjnie organ – czytamy w komunikacie Instytutu.

Niezależnie od rezultatu debaty, odkrycie dodatkowej pary ślinianek ma szansę poprawić komfort życia pacjentów onkologicznych. Skoro wiemy, że tam są i że źle reagują na promieniowanie, można będzie oszczędzić chorym potencjalnych powikłań. Trzeba tylko znaleźć sposób na chronienie tego miejsca podczas naświetlań.