Światowa Organizacja Zdrowia wydała oficjalne ostrzeżenie dotyczące nowego koronawirusa z Chin. Nieznany do tej pory wirus wywołuje u chorych niewydolność oddechową.

WHO przygotowuje się na możliwość wystąpienia epidemii i przekazuje do szpitali na całym świecie specjalne wytyczne dotyczące kontroli zakażeń i postępowania w przypadku wykrycia lub podejrzenia wykrycia nowego, nieznanego dotąd koronawirusa pochodzącego z Chin.

Marie Van Kerkhove, szefowa oddziału nagłych chorób WHO, przyznaje, że nie opracowano planu leczenia nowego wirusa, ale można wykorzystywać leki antywirusowe.

– Według informacji, jakimi dysponujemy, możliwe, że dochodzi do zarażenia się wirusem pomiędzy ludźmi, potencjalnie wśród rodzin – dodaje.

WHO apeluje do podróżujących do Chin oraz Tajlandii o zachowanie ostrożności.

 

41 chorych, jedna ofiara

Do pierwszych zachorowań doszło na początku grudnia w mieście Wuhan, w prowincji Hubei. Mówiono wówczas o 27 zachorowaniach na „tajemniczą chorobę płuc”. Światowe media obiegła informacja o „nowym SARS”.

10 stycznia podano informację o pierwszej ofierze śmiertelnej wirusa – był to 61-letni mężczyzna z Wuhan. Lekarze przyznają, że mężczyzna – poza chorobą płuc wywołaną wirusem – cierpiał też na inne schorzenia. Znaleziono zmiany nowotworowe oraz chorobę wątroby.

Do tej pory wiadomo o 41 osobach, które zachorowały na nieznany rodzaj zapalenia płuc. Kilku pacjentów jest w stanie ciężkim, a dwie osoby opuściły szpital po skutecznym leczeniu.

W tym tygodniu odnotowano także pierwszy przypadek wirusa poza granicami Chin. Władze Tajlandii podały, że objęły kwarantanną Chinkę, która wykazywała objawy charakterystyczne dla wirusa – gorączkę, problemy z oddychaniem, zmiany w płucach.

 

Nieznany wirus

Według wstępnych analiz za nieznaną postać zapalenia płuc odpowiada nowy typ koronawirusa. Niektóre wirusy tego typu powodują niegroźne przeziębienia. Inne prowadzą do poważnych chorób dróg oddechowych takich jak SARS i MERS.

Zgodnie z danymi WHO nowy typ wirusa może prowadzić do niewydolności oddechowej.

Badania nad źródłem wirusa oraz drogą zakażenia wciąż trwają.

 

Katarzyna Grzelak