Chociaż zmienny poziom wody w weneckich kanałach nie powinien dziwić, to w ostatnim czasie wahania są wręcz drastyczne. Miejscowi przedsiębiorcy, dla których głównym źródłem utrzymania jest turystyka, są przerażeni. Najpierw interesy popsuła im powódź, teraz nagły odpływ.

Zaledwie dwa miesiące temu, w listopadzie, pisaliśmy o rekordowej powodzi, jaka nawiedziła Wenecję. Przypływ był największy od 50 lat. Poziom wody w mieście podniósł się do 187 cm i był najwyższy od 1966 roku, kiedy odnotowano 194 cm.

Tymczasem w ostatnim tygodniu woda z Wenecji dosłownie odpłynęła. Najniższy poziom odnotowano w środę i niedzielę. Jak podaje TVN Meteo, wyniósł on 50 cm poniżej zera wodowskazu.

Tak niski poziom wody sprawił, że część kanałów zamieniła się w błotniste korytarze odsłaniając dno. Co oczywiste, taki stan jest niekorzystny dla łodzi i gondoli, które nie mają jak poruszać się po mieście. Wiele z nich stoi zacumowanych i oczekuje na kolejny przypływ, podczas kiedy właściciele liczą straty.

W najbliższych dniach nie ma co liczyć na poprawę sytuacji. Według prognoz CPSM Venezia, czyli weneckiego centrum obserwacji przypływu, poziom wody może jeszcze spaść.

Wenecja zapowiedziała wprowadzenie specjalnego systemu Mose, który posłuży do ochrony miasta przed kolejnymi powodziami – rujnującymi architekturę oraz paraliżującymi życie miasta. Tym razem władze mają inny problem – jak ochronić miasto przed brakiem wody? Czy w tym przypadku także zadziałają wodne bariery, które pozwolą zatrzymać wodę w kanałach?

 

Katarzyna Grzelak