Na szczęście Polska jest nie tylko do różańca. My zapraszamy do tańca!

Najpierw słychać gwar. Śmiechy, rozmowy, odgłosy strojonych instrumentów. Po chwili przebija się rytm bębnów i przeciągłe brzmienia lir korbowych. Ktoś zaczyna śpiewać, dzieci ruszają w tan. Ośmieleni dorośli dołączają do korowodu, instrumentów przybywa, głosów też. Wszyscy zebrani zatracają się w pulsującej wielobarwnej muzyce. Wreszcie w czasie, gdy strudzeni muzykanci rzewnie przygrywają wschodzącemu słońcu… Powiecie „dziś już nie ma takich zabaw”. Gdzie tam! W dobie szczegółowo zaplanowanych masowych festiwali wciąż jeszcze jest miejsce na imprezy bardziej spontaniczne. Najwięcej takich zabaw odbywa się z końcem czerwca (noc kupały!), ale także lipiec, sierpień i wrzesień mogą zaoferować coś specjalnego. Zacząć warto na gościnnej Kielecczyźnie. Tam w Sędku, małej wsi, gdzie przecinają się szlaki piesze i rowerowe, przez cały tydzień od 4 sierpnia trwać będzie Tabor Kielecki organizowany przez Dom Tańca. Podczas siedmiu dni muzykanci uczyć będą wszystkich zainteresowanych gry na instrumentach, tańca i śpiewu. Po dobrej nauce przyjdzie też czas na sprawdzenie nowych umiejętności. W praktyce oznacza to dobrą zabawę, bo zarówno mistrzowie, jak i ich podopieczni to często grajkowie zaprawieni w boju i nie raz przeprowadzili roztańczoną gawiedź z objęć nocy w ramiona dnia. Po tygodniu takich harców warto złapać oddech, zwłaszcza, że już 24 sierpnia w Narolu, malowniczym miasteczku na Roztoczu, rozpocznie swe działanie Akademia Muzyków Wędrownych. I tak przez kolejnych siedem dni trzy kultury: polska, ukraińska i… hiszpańska prowadzić będą dźwiękowy dialog. Wśród zaproszonych wybitni lirnicy, np. Jacek Hałas czy Oscar Fernandez. Tym, co różni tę akademię od nobliwych uczelni, to brak sztywnych ram i konwenansów. Jak artyści raz zasiądą do grania, najczęściej odpuścić nie potrafią. Wystarczy wczuć się w rytm, bo potem dźwięki upoją na tyle, że dokazywać będzie się do utraty tchu. Łączenie wpływów z różnych regionów Europy jak najbardziej temu sprzyja. Sąd ten uzasadnia najmłodszy festiwal folkowy – debiutująca z początkiem września Pannonica. Impreza odbędzie się nieopodal Starego Sącza, w szczerym polu nad doliną Popradu. Sama nazwa nawiązuje do Pannonii, rzymskiej prowincji obejmującej swym zasięgiem Węgry, część Chorwacji, Bośni, Serbii i Rumunii. I właśnie muzykę z tych regionów usłyszeć będzie można podczas wielogodzinnych koncertów i hulanek. Dziś wiemy, że na Pannonice pojawią się Acoustic Acrobats, Michal Smetanka, Söndörgő, Dikanda czy Sokół Orkestar. Wybór miejsca jest nieprzypadkowy, Stary Sącz uchodzi za najbardziej węgierskie z polskich miast, dolina Popradu jest zaś starożytnym szlakiem wędrówek ludów, a więc i kultur czy idei. Pannonica ma ambicje, by stać się bramą dla południowej radości i żywiołu charakterystycznego dla tamtejszej kultury. Ponoć obudzić go łatwo. A potem pozostaje igrać z nim przy dźwiękach bałkańskich trąbek i polskich barabanów.