Narty w masywie najwyższej góry Australii? Niezły kontrast po wycieczce w tropiki.

THREDBO – AUSTRALIA
NA ANTYPODACH


Zwiedzanie wilgotnej puszczy znajdującego się w pobliżu australijskiego Darwin Parku Narodowego Kakadu trochę mnie zmęczyło. Miałam dość krokodyli i tym podobnych atrakcji, zamarzyłam o powrocie do „normalnych” temperatur.
Dwa dni później z parnej, tropikalnej scenerii przeniosłam się do Sydney, skąd już tylko rzut beretem („drobne” 500 km) dzielił mnie od najwyższej góry tego kraju-kontynentu.
Aussie, jak mawia się o Australijczykach, raczej nie wiedzą, kim był Kościuszko (w ich wersji to „Kozjusko”). Trzeba jednak przyznać, że na stronie internetowej Thredbo dokładnie opisali, jak to w XIX w. eksplorujący Australię Paweł Edmund Strzelecki widząc kopiastą górę, skojarzył ją z krakowskim Kopcem Kościuszki.
Oczywiście, na Górę Kościuszki, przez aborygenów nazywaną Tar Gan Gil, może wejść każdy, bo nie jest to żadna ambitna wspinaczka. Od górnej stacji krzesełek o dumnej nazwie, a jakże, „Kościuszko Express” w obie strony jest 13 km, pokonanie których wymaga parogodzinnej wędrówki.
Startujące z Thredbo wyciągi (w sumie 14) z poziomu 1 365 m docierają maksymalnie na 2 037 m. Większość nartostrad dedykowana jest dobrze jeżdżącym narciarzom, tylko 16 proc. to stoki przeznaczone dla początkujących. Najdłuższa trasa liczy prawie 6 km, osiągając 672 metry różnicy poziomów. Sezon rozpoczyna się mniej więcej na początku czerwca i trwa do pierwszego tygodnia października, przy czym jeśli trzeba, w ruch idą armatki zdolne zaśnieżyć ok. 25 proc. powierzchni stoków. W końcu trzeba dbać o to, by nazwa tutejszego łańcucha górskiego – Snowy Mountains, (Śnieżne Góry) – była adekwatna do rzeczywistości.
A co po nartach? Na przykład… narty. Dokładniej – nocne zjazdy, na które potrzebny jest dodatkowy karnet. Alternatywą dla szusowania po oświetlonym stoku są przede wszystkim bary. Malutkie Thredbo, które liczy 200 stałych mieszkańców, ma ponad 20 restauracji i 12 pubów! Co jak co, ale zabawić się lub choćby posiedzieć przy piwie Aussie lubią. Można też spędzić czas sportowo - halowo w Thredbo Leisure Centre, gdzie jest okazja poćwiczyć na siłowni, popływać, pograć w squasha. A potem... znów w tropiki. Albo na pustynię.
W autobusie powrotnym do Sydney myślę sobie o Kościuszce. Teraz już nie o górze, ale Tadeuszu. Ciekawe czy chciałby pojeździć na „swojej” górze, której zresztą nigdy nie widział?

No to w drogę - Australia

■ Waluta – dolary australijskie (AUS); 1 USD = 1,46 AUS, 1 AUS = 1,83 zł. ■ Lipiec–sierpień, czyli w czasie lata na naszej, północnej półkuli. ■ Trzeba ją załatwić przed wyjazdem. O wizę turystyczną na okres nawet roku można się starać, wypełniając wniosek w internecie. Szczegóły na stronie www.immi.gov.au. Na odpowiedź czeka się do 2 tygodni. ■ Z przesiadkami: w Europie (np. Frankfurt, Amsterdam) i Azji (np. Kuala Lumpur, Hong Kong). Bilet w dwie strony od 4 600 zł. ■ Samochodem: zarówno z Melbourne, jak i z Sydney mamy do Thredbo ok. 500 km, czyli ok. 6 godzin jazdy. Do stolicy, Canberry, jest ok. 180 km, co oznacza 2,5 godz. drogi.
■ Thredbo znajduje się na terenie parku narodowego, w którym za każdy dzień pobytu trzeba zapłacić 27 AUS od samochodu.
■ Połączenia autobusowe w sezonie zimowym są bardzo liczne. Za narciarski autobus kursujący między Thredbo i Sydney zapłacimy 135 AUS w dwie strony (dowozi pasażerów pod stok w godzinach rannych i po zamknięciu wyciągów zabiera w drogę powrotną; oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, aby zostać na kilka dni). ■ Skipassy: 1-dniowy 97 AUS, 3-dniowy 272 AUS, 6-dniowy 494 AUS.
■ Wypożyczenie sprzętu: za komplet narciarski (narty, buty, kijki) zapłacimy od 62 AUS za 1 dzień i 171 AUS za tydzień. Za sprzęt do snowboardu – 77 AUS za 1 dzień i 209 AUS za tydzień. Na miejscu można wypożyczyć także strój narciarski.
■ Oferty zorganizowane: 3-dniowy wypad na narty można kupić w Sydney za 285 AUS – w cenie jest dojazd, 3 noclegi (standard schroniskowy), śniadania i obiady. www.ski-thredbo.com.au
www.thredbo.com.au