– Nigdy nie byłem na ślubie. Na taką ceremonię stać tylko ludzi z najwyższej kasty – odpowiedział 20-letni Balijczyk, którego zapytałam, jaki prezent powinnam przywieźć na ślub siostrzenicy mojej nauczycielki z Dżakarty.

ZOBACZ GALERIĘ >>>

– Chyba nie musisz kupować prezentów. Tylko najbliższa rodzina czasami przynosi zdjęcie, materiał lub daje młodej parze pieniądze – tłumaczy.

Społeczeństwo balijskie, jako jedno z nielicznych na świecie, nadal jest podzielone na kasty. Do najwyższej grupy – brahmana, zwanej kastą kapłanów, zalicza się braminów, przywódców religijnych i świętych ludzi, którzy wykonują ważne obrzędy religijne. Druga – ksatryja - to warna wojowników. Trzecią grupę – vaishya - stanowią kupcy, handlowcy i urzędnicy. Najniższa grupa, sudra, to warna rolników.

Przynależność do kast jest dziedziczna. Wszystkie dzieci z jednej warny mają takie same imiona, przydzielane zgodnie z określonymi regułami. Kasta kapłanów nazywa swoich synów Ida Bagus, a córki Ida Ayu lub Dayu.

Balijczycy ściśle przestrzegają tradycji. Bardzo rzadko biorą ślub z osobą z innej wyspy. Jeszcze rzadziej – z niższej kasty. To skutkowałoby wydaleniem z wielkiej rodziny. – Moja siostrzenica, Ida Ayu, ma prawie 30 lat. Bardzo długo czekała na Balijczyka z tej samej kasty. Pół roku temu sąsiedzi poinformowali nas, że w innej rodzinie jest 32-letni Ida Bagus, który ciągle jest singlem. Spotykali się tylko 3 miesiące, a w tę niedzielę odbyły się oświadczyny – opowiada Yogi, nauczycielka indonezyjskiego, która zaprosiła mnie na ceremonię.

 

Przepisanie

Oświadczyny to wydarzenie, w którym uczestniczy nawet 200 osób – cała rodzina przyszłego pana młodego, dalsi krewni i sąsiedzi. Ceremonia nazywana Ngidih („przepisanie”) zaczyna się od pytania rodziny Idy Ayu przez rodzinę Idy Bagus o to, czy kobieta chciałaby poślubić ich syna. Goście przynoszą prezenty w postaci kóz, biżuterii, ubrań, butów – wszystkiego, o co Ida Ayu wcześniej poprosi. Popularnym prezentem są meble, które służą do dekoracji pokoju urządzonego specjalnie na miesiąc miodowy w domu pana młodego. Następnie Ida Bagus udaje się do kapłana, by ustalić najlepszy czas i miejsce ślubu, zgodnie z hinduskim kalendarzem oraz do szamana, by prosić o zatrzymanie deszczu w dniu ceremonii.

Przez kolejne trzy dni narzeczeni pozostają w swoich domach. Następny rytuał to dzień odbioru przyszłej panny młodej. Po modlitwie w rodzinnej świątyni, narzeczony i jego rodzina udają się do domu kobiety. – Podczas ceremonii pożegnalnej płakaliśmy. Wzruszyliśmy się, gdy Ida Ayu opuszczała dom rodzinny. Już nigdy do niego nie wróci, w przyszłości będzie nas tylko odwiedzała jako gość, kilka razy w roku w trakcie ważnych uroczystości – opowiada Yogi.

 

Ten dzień

W piątek o 9 rano w domu pana młodego ma odbyć się główna uroczystość, na którą jestem zaproszona. Po kilkunastu minutach błądzenia między wąskimi uliczkami Sanuru w południowo-wschodniej Bali, dostrzegam bramę z rozstawionych po obu stronach banerów. To życzenia ślubne, które przynoszą rodziny i przedstawiciele firm zaproszonych na ceremonię. Mają mniej więcej pół metra wysokości, ponad metr długości i stoją na wysokich sztalugach. Są lekkie, w większości wykonane ze styropianu i ciętych kwiatów. Na prawie każdej z kilkunastu ogromnych kart z życzeniami widnieje angielski napis „Happy Wedding”, a druga część życzeń napisana jest w języku indonezyjskim.

Zaraz za bramą ustawione są dwa rzędy siedzeń. To miejsce przeznaczone dla dalszej rodziny, która uroczystość ogląda na ekranach plazmowych telewizorów, rozstawionych w przedsionku. Wchodzę na podwórze i witam Balijkę, która sprawia wrażenie bliskiej parze młodej, ponieważ nadzoruje sprawy organizacyjne i kontroluje wydawane przekąski.

– Czy wiesz, gdzie jest Ibu Yogi? – pytam i zdaję sobie sprawę, że nie pamiętam nazwiska mojej nauczycielki. Nigdy dotychczas go nie użyłam i nie było mi potrzebne. W Indonezji ludzie zwracają się do siebie, używając zwrotów „Ibu” (z indonezyjskiego matka) i „Bapak” (ojciec) wraz z imieniem lub zawodem. Dotychczas mówiłam wyłącznie „Ibu Yogi” lub „Ibu Guru” (nauczycielka). Gdy wyobrażam sobie, jak wyglądałyby poszukiwania kobiety, której nazwiska nie pamiętam, na polskiej uroczystości na ponad sto osób, rozmieszczonych w kilku salach, jestem bliska rezygnacji. Po krótkiej naradzie z innymi uczestnikami ceremonii, kobieta odpowiada, że Ibu Yogi jest w drodze, spóźni się na ślub. „Jam karet” (gumowa godzina) – to określenie usprawiedliwia każde spóźnienie w Indonezji i jest jedną z nielicznych rzeczy, które jednoczą ten zróżnicowany kraj.

Bliżej głównego miejsca ceremonii siedzi para młoda, otoczona przez grono fotoreporterów i operatorów. Jeden z nich zaczepia mnie i krzyczy „Dari mana?” (skąd jesteś). To pierwsze pytanie, które obcokrajowiec usłyszy w Indonezji. Zwyczaj wziął się stąd, że Indonezyjczycy, jako naród kupców, musieli szacować, co dana osoba jest w stanie im zaoferować, skąd pochodzi i jak duży może być jej majątek. Gdy odpowiadam „Polandia”, po chwili namysłu słyszę – Proszę pozdrowić Roberta Lewandowskiego!

Po krótkiej pogawędce, w której (bezskutecznie) staram się wyjaśnić, że mimo że cała Polska liczy niewiele więcej mieszkańców niż sama stolica Indonezji, to nie jesteśmy aż tak małym krajem, żeby znać każdego, próbuję podejść bliżej ołtarza.

 

Sarongi, brokat i kryształy

Zatrzymuje mnie jedna z kobiet. Wskazuje na moją sukienkę, która wprawdzie mieści się w kanonie dozwolonych na tę uroczystość, bo ma długie koronkowe rękawy, ale nie jest to strój tradycyjny, w którym można uczestniczyć w ceremonii. Balijki z najbliższej rodziny mają na sobie kebaye, czyli tradycyjne koszule koloru zielonego, wykonane z jedwabiu, cienkiej bawełny lub półprzezroczystego nylonu, ozdobione brokatem lub haftami oraz różowe sarongi.

Kobieta prowadzi mnie za rękę do domu pana młodego, w którym jej krewna wyciąga z szafy swój sarong i każe mi go przymierzyć. W granatowej koronkowej górze od sukienki i różowo-złotym sarongu wyglądam już prawie jak Balijka. Kobiety, patrząc na moją nową stylizację, klepią się po ramieniu i krzyczą: „ciantik, ciantik” (piękna, piękna). Różni nas jeszcze tylko obuwie. Na ślubie wszyscy goście noszą klapki – zarówno sportowe japonki, jak i klapki koloru złotego, na kilkunastocentymetrowej szpilce.

Uwagę zgromadzonych przyciągają jednak wyłącznie buty panny młodej. To ręcznie robione, wykonane z prawdziwego srebra i kryształów Swarovskiego szpilki, ważące prawie 2 kilogramy. – Dostałam je w prezencie od męża. Były w zestawie z tym pięknym, wyrazistym naszyjnikiem. Mimo że ważą sporo, są naprawdę wygodne. Kosztowały fortunę, ale to najważniejszy dzień w naszym życiu, chciałam wyglądać jak prawdziwa księżniczka – przyznaje panna młoda. Stroje pary młodej są wykonane z songketu – tradycyjnego materiału w kolorze żółtym i czerwonym ze złotym połyskiem. Młodzi mają na głowach złote korony z prawdziwymi kwiatami.

 

Czerwony sznurek wierności

Po chwili oczekiwania, którą spędzam przy jedynym wiatraku w ogrodzie, ponieważ szaman spisał się na medal i nie tylko zatrzymał deszcz, ale również zapewnił pełne słońce i upał od samego rana, kapłan zaczyna przygotowania do uroczystości. Zakłada specjalne szaty i odprawia modlitwy. Razem z kobietami udaję się do świątyni, gdzie składane są dary, między innymi kwiaty i pióra.

Po powrocie kapłan zaczyna recytować modlitwy, które powtarzają za nim młodzi. Ceremonia ma ich oczyścić z negatywnych myśli i emocji. Matka panny młodej udziela parze rad i przykleja na twarze ryż – symbol dobrobytu. Młodzi składają krótką przysięgę, a symbolem ich wzajemnej miłości, jedności i wierności jest czerwony sznurek zawiązany na pierwszym palcu u stopy. Obie rodziny potwierdzają nowy status Idy Ayu – od dzisiaj należy ona do rodziny swojego męża.

Magiczną atmosferę ceremonii tworzą pachnące kadzidła palone na specjalnym podeście. Uroczystość urozmaica zespół grający gamelan, który składa się z szeregu gongów, bębna, cymbałków i rindik, instrumentu strunowego.

Po głównej ceremonii serwowany jest obiad w formie bufetu. W domu oraz na podwórzu nie ma stołów dla gości, więc jemy na ziemi lub na krzesłach, na których siedzieliśmy podczas uroczystości. Są dwa oddzielne miejsca, w których wydawane jest jedzenie. W pierwszym serwowana jest kuchnia indonezyjska – krewetki, kurczak, ryż, szpinak wodny. Podstawą kuchni jest ostry sos chili – sambal, dodawany prawie do wszystkiego. W drugiej części można spróbować kuchni balijskiej z akcentami imbiru, chilli i mleczka kokosowego.

Podczas obiadu na miejsce ceremonii dociera Ibu Yogi, która serdecznie mnie wita i nakłada na talerz wszystko, czego powinnam spróbować. – To „ayam betutu”, tradycyjne danie balijskie. Mięso kurczaka nacierane jest różnymi przyprawami, czosnkiem, trawą cytrynową, liśćmi limonki, imbirem, kurkumą, chilli. Obok są szaszłyki z wołowiny w sosie orzechowym. Do tego musisz spróbować lontong, czyli ciastek ryżowych w liściu bananowca.

Spotkania z rodziną i pogawędki przy daniach kuchni balijskiej i indonezyjskiej potrwają do wieczora. Zasada „SMP – sudah makan pulang” głosi, że jeśli najadłeś się do syta, możesz już iść do domu.

 

Dwa światy

Ceremonia weselna dla Balijczyków to najważniejszy dzień w życiu, który jest połączeniem materialnych i duchowych światów. Ślub złożony przez młodych jest święty, ponieważ słowa zostały wypowiedziane w obecności trzech świadków: bogów, istot podziemia i bliskich.

Od tej pory młodzi nabywają nowe prawa i obowiązki, stają się pełnoprawnymi obywatelami swojej wioski. Ida Bagus będzie odpowiedzialny za swoją społeczność, otrzyma prawo wypowiadania się na Banjar w sprawach istotnych dla wspólnoty, a jego obowiązkiem będzie uczęszczanie na ceremonie w świątyni. Potomstwo pary młodej będzie kontynuowało balijski styl życia w najwyższej kaście i zapewni swoim przodkom możliwość reinkarnacji. Balijscy hindusi wierzą, że dzieci, które przychodzą na świat, są wcieleniem ich zmarłych przodków.

Olivia Drost