Raj? Nie dla mieszkańców. Co się dzieje na Jamajce?
Biel piasku i błękit Morza Karaibskiego są na Jamajce towarem luksusowym. I nie tyczy się to turystów, którzy za egzotyczne wakacje muszą zapłacić z własnej kieszeni. Coraz więcej plaż staje się niedostępnych dla ludności lokalnej, której więzi z linią brzegową są sukcesywnie zrywane.

Pamiętam swój wyjazd do Egiptu. Po dziesięciu dniach intensywnej wędrówki po pustyni i upalnych metropoliach skierowałem się w stronę Morza Czerwonego. Po dotarciu do Hurghady od razu ruszyłem ku wodzie, chcąc się schłodzić. Na mojej drodze stanął jednak najpierw jeden, a potem drugi hotelowy szlaban. Po kolejnej nieudanej próbie sforsowania resortowych zasieków zdecydowałem się wrócić do swojego apartamentu i zaznać kąpieli w basenie. Tego dnia nie było mi dane popływać w Morzu Czerwonym.
Sytuacja w tamtym regionie egipskiego wybrzeża do złudzenia przypomina realia linii brzegowej Jamajki. Z tą różnicą, że na karaibskiej wyspie problem z zażyciem kąpieli mają nie tylko turyści, którzy nie nocują w jednym z nadmorskich hoteli, lecz także miejscowa ludność – związana z wodą na długo przed tym, zanim wylano pierwsze fundamenty pod turystyczną rewolucję.
Rajskie plaże nie dla lokalnych mieszkańców
W ostatnich latach Jamajka wyrosła na jedną z najpopularniejszych destynacji turystycznych na Morzu Karaibskim. W 2024 roku wyspa gościła aż 4,3 miliona turystów, z których większość spędzała czas na rajskich jamajskich plażach. Problem w tym, że tereny zaanektowane przez przybrzeżne, ekskluzywne hotele trudno dziś nazwać wspólną własnością Jamajczyków. W praktyce obywatele Jamajki nie mogą korzystać z dużej części wybrzeża, jeśli nie są gośćmi jednego z nadmorskich resortów.
Według danych zbieranych przez Jamaica Beach Birthright Environmental Movement (JaBBEM), jedynie 0,6% całej, liczącej 1022 kilometry linii brzegowej Jamajki stanowią publiczne plaże dostępne dla wszystkich. Oznacza to, że mniej niż jeden procent plaż na Jamajce jest dostępny dla lokalnych mieszkańców, którzy chcą popływać, uprawiać sport lub spędzać czas z rodziną.
Jak podkreśla Monique Christie z JaBBEM, w całym Montego Bay – największym ośrodku turystycznym Jamajki – funkcjonują dziś zaledwie cztery publiczne plaże. Większość miejsc, które przez lata były częścią codziennego życia Jamajczyków, została sprywatyzowana i znajduje się obecnie w rękach hoteli, restauracji oraz beach barów.
Prywatyzacja jamajskich plaż
Obecne realia jamajskiej linii brzegowej są, zdaniem wielu, pozostałością po czasach kolonialnego panowania nad wyspą. Na tropikalnej Jamajce nadal obowiązuje dokument z 1956 roku – Beach Control Act (ang. Ustawa o Kontroli Plaż), na mocy którego państwo jest formalnym właścicielem wybrzeża, a obywatelom nie gwarantuje się publicznego prawa do pływania ani swobodnego korzystania z plaż. W praktyce oznacza to, że władze mogą przekazywać nadmorskie tereny w prywatne ręce, często zagranicznym inwestorom.
Proces gwałtownej prywatyzacji terenów przybrzeżnych znacząco przyspieszył w ciągu ostatnich pięciu lat. Pod koniec 2025 roku, po tym jak huragan Melissa dotkliwie zniszczył znaczną część zachodniej i południowej Jamajki, władze zdecydowały się na intensywną promocję turystyki. Hasła w rodzaju: „najlepszym sposobem, by pomóc, jest powrót” miały zachęcić zagranicznych turystów do przyjazdu na wyspę. Pojawia się jednak pytanie, czy zwiększony ruch turystyczny rzeczywiście przekłada się na odbudowę jamajskiej gospodarki.
Jak podaje dziennikarka Lebawit Lily Girma w artykule dla BBC, jedynie 40% z 4,3 mld dolarów przychodów z turystyki pozostaje w kraju. Większość środków trafia do prywatnych właścicieli hoteli typu all inclusive, którzy kontynuują inwestycje. Do końca dekady na Jamajce ma powstać około 10 tys. nowych pokoi hotelowych, z czego wiele – w tym duże kompleksy w Montego Bay – zostanie zlokalizowanych bezpośrednio przy linii brzegowej, jeszcze bardziej ograniczając przestrzeń dostępną dla mieszkańców.
Jak podróżować po Jamajce?
Devon Taylor, prawnik związany z JaBBEM apeluje, aby przed przyjazdem na Jamajkę dokonać rozeznania, czy wydawane przez turystów pieniądze trafiają do lokalnych społeczności. Jednym z miejsc, które wciąż opiera się galopującej prywatyzacji, pozostaje Seven Mile Beach w miejscowości Negril na zachodzie kraju. Tamtejsze wybrzeże zapewnia dostęp do wielu publicznych, ogólnodostępnych plaż, a większość działających w okolicy obiektów noclegowych prowadzona jest przez rdzennych Jamajczyków, którzy od lat rozwijają własne biznesy turystyczne.
Inne miejsca polecane przez JaBBEM to m.in.:
- Treasure Beach – czarne, publiczne plaże na południu kraju,
- Winnifred Beach – dzika, wschodnia plaża o silnych związkach z lokalną społecznością,
- Bob Marley Beach – ukryta plaża, na której w przeszłości mieszkał i tworzył Bob Marley, ikona reggae.
Nasz autor
Olaf Kardaszewski
Absolwent Instytutu Stosowanych Nauk Społecznych na Uniwersytecie Warszawskim. Obecnie student magisterskiego kierunku Studiów Miejskich na tej samej uczelni. Interesuje się społecznymi i kulturowymi aspektami zmieniającego się świata, o czym chętnie pisze w swoich pracach. Współprowadzący projekt „Podziemna Warszawa” w National Geographic Polska. Uwielbia podróże, w trakcie których zawsze stara się obejrzeć mecz lokalnej drużyny piłkarskiej.

