Selfie już na dobre weszło do naszej codzienności. Ale obok zwykłych zdjęć z przyjaciółmi i fotek w lustrze, istnieje też zupełnie nowa odmiana – extreme selfie. Lee Thompson, który jako pierwszy w historii zrobił selfie na szczycie figury Jezusa Odkupiciela w Rio de Janeiro podpowiada, jak zrobić zdjęcie idealne.

Brytyjski współzałożyciel firmy turystycznej Flash Pack zdobył miliony reakcji w mediach społecznościowych, gdy w 2014 roku jako pierwszy na świecie opublikował selfie ze szczytu głowy Jezusa Odkupiciela w Rio. Teraz, na łamach CNN Travel, podzielił się z czytelnikami swoimi wskazówkami.

 

Nie chodzi o niebezpieczeństwo

„Sztuką jest wymyślenie selfie, które nie było wcześniej zrobione” – mówi Lee Thompson i podkreśla, że „efekt WOW” nie musi wiązać się z ryzykowną wyprawą, a z oryginalnością pomysłu. Co prawda o to coraz trudniej. W dobie Instagrama większość z nas wybiera malownicze i zapierające dech w piersiach krajobrazy, żeby uwiecznić je na fotografiach z wakacji i zebrać jak najwięcej lajków i serduszek.

Inni wybierają ekstremalne wysokości albo mało popularne, za to interesujące destynacje, jak okolice Czarnobyla. Ale lepiej nie ryzykować zdrowia i życia dla zdjęcia. Zamiast tego pomyśl o tym, jak uchwycić znane miejsce w nowy sposób.

 

 

Chodzi o kąt

Selfie powinno się robić z góry, a nie od dołu czy od przodu – to prawda powszechnie znana.

„Trzymając aparat wyciągnij ramię tak daleko, jak to możliwe i na dużą wysokość. Z tej perspektywy  prawdopodobnie nie będziesz musiał nawet wciągać brzucha” – mówi Lee.

 

Rób wiele zdjęć

„Kiedy zrobiłem selfie z figury Jezusa,  zgromadziłem ponad 100 zdjęć. Pierwsze 10 ujęć było prześwietlonych na biało, ale jedna była idealna” – mówi Thompson.

Im więcej zdjęć zrobisz, tym pewniejsze, że pośród nich znajdzie się właśnie to jedno – idealne, którym zechcesz podzielić się ze światem.

 

 

Wybierz odpowiedni sprzęt

Choć większość z nas korzysta ze smartfona, z którym na co dzień się rozstaje, to dla chcących przejść na nowy poziom selfie, Thompson poleca aparat GoPro.

„Jestem przekonany, że to najlepszy aparat do selfie. Powodem tego jest to, że ma obiektyw typu rybie oko, dostosowuje się do twojej ręki i obejmie wszystko, czego potrzebujesz w tle. Minusem korzystania z GoPro jest to, że jeśli podejdziesz zbyt blisko obiektywu, skończysz z ogromną głową” – podkreśla selfie-ekspert.

Niektóre smartfony również wyposażone są w obiektywy typu rybie oko, ale nie tak profesjonalne jak w przypadku GoPro.

 

 

Kluczowe jest oświetlenie

Upewnij się, że światło znajduje się z przodu lub z boku, a nie z tyłu. Inaczej na zdjęciu nie będzie zbyt wiele, oprócz twojego wielkiego cienia.

Robienie zdjęć ze słońcem wymaga często patrzenia pod światło – to kolejny powód dla którego warto zrobić serię zdjęć zamiast jednego. W końcu selfie z zamkniętymi oczami i skrzywioną miną może nie wyjść tak, jak tego pragnęliśmy.

 

Schodź głębiej

„Użyj dużej głębi ostrości. Musisz upewnić się, że potencjalni odbiorcy twojego selfie będą widzieć tło” – radzi Lee.

Aby to osiągnąć w aparacie cyfrowym, musisz użyć mniejszej przysłony, która będzie miała większą liczbę w menu ustawień.

Stwórz atmosferę

Niekoniecznie piękne czy niespotykane, ale odpowiednio uchwycone na fotografii miejsce może wywołać u odbiorców pożądane emocje. A to właśnie to, co nas porusza, zapamiętujemy najlepiej.

Ale działaj z rozmysłem. Miej na uwadze cudze uczucia – szczególnie jeśli selfie może być odebrane jako komentarz do ważnych wydarzeń albo zjawisk. Wystarczy przypomnieć sobie burzę po fali selfie na terenie nazistowskiego obozu Auschwitz.

 

Unikaj kija do selfie

Choć ma pomagać, zdaniem Thompsona, kij do selfie w rzeczywistości może zniszczyć dobre selfie. A to dlatego, że zmienia perspektywę.

„Sekret mojego zdjęcia w Rio polegał na tym, że wyglądało na o wiele bardziej przerażające niż w rzeczywistości. Dziura w głowie (figury Jezusa), z której się wyłoniłem, była duża i bezpieczna, ale moje ujęcie sprawiło, że wyglądałem, jakbym chwiał się na krawędzi posągu” – wyjaśnia.

Ci, którzy później powtórzyli jego wyczyn, a do zdjęcia użyli pomocniczego kijka, pokazali jak duże w rzeczywistości jest miejsce na szczycie, a przez to fotografia straciła swoją „porażającą moc”.