Pływające miasto większe niż Gniezno czy Ełk. Czy gigantyczny statek na stałe zamieszka na oceanie?
Projekt gigantycznego statku firmy Freedom Cruise Line International zaczyna nabierać kształtów. Wielka maszyna ma być czymś więcej niż wycieczkowcem; jednostka stanie się pływającym miastem mieszczącym nie mniej niż 80 000 mieszkańców. Pomysłodawcy zapowiadają, że wizja wodowania promu-giganta nie jest wcale tak odległa.

Rejs statkiem wycieczkowym dookoła świata to jedno z tych marzeń podróżniczych, które najbardziej rozpalają wyobraźnię. Wielu z nas tęskni za długą podróżą między kontynentami. Co jednak, gdyby ruch fal stał się zupełnie nieodczuwalny, a na środku oceanu można byłoby poczuć się jak w tętniącej życiem europejskiej metropolii? Ekscytujące plany budowy Freedom Ship pokazują, że dla współczesnych podróżników nawet tak śmiałe wizje mogą wkrótce stać się rzeczywistością.
Miasto na wodzie
Zakładane rozmiary promu Freedom Ship, projektowanego przez firmę Freedom Cruise Line International, zdecydowanie bardziej przywodzą na myśl niewielkie miasto niż klasyczny wycieczkowiec. Ten morski gigant ma mieć około 1,6 kilometra długości oraz aż 30 pokładów. Na tak ogromnej przestrzeni zamieszka nie mniej niż 80 tysięcy osób (czyli więcej, niż liczą sobie np. Siedlce, Gniezno czy Ełk), z czego 50 000 stanowić będą stali mieszkańcy, 10 000 goście rejsowi, a pozostałe 20 000 – członkowie załogi. Kluczowym elementem projektu jest imponująca, samowystarczalna infrastruktura. Plany zakładają powstanie na pokładzie m.in.:
- hotelowych wieżowców,
- stadionu sportowego mieszczącego 15 tysięcy widzów,
- dwóch muzeów oraz parku wodnego,
- pełnego zaplecza edukacyjnego w postaci szkół,
- oddziałów banków i punktów handlowych,
- a nawet wewnętrznej sieci tramwajowej usprawniającej poruszanie się po statku.
Życie na statku
Plany zakładają, że Freedom Ship będzie znajdował się w bezustannym ruchu, podróżując dookoła świata. Według wstępnych założeń pełne okrążenie kuli ziemskiej zajmie mu od dwóch do trzech lat. Ta niezwykła jednostka ma bez przerwy opływać glob i nigdy nie zyska swojego tradycyjnego portu macierzystego.
Tak radykalne rozwiązanie to jednak nie tylko kwestia wizji artystycznej, ale przede wszystkim konieczność wynikająca z monstrualnego rozmiaru promu. Na świecie po prostu nie ma bowiem portu, który byłby w stanie przyjąć tak gigantyczną konstrukcję. W praktyce oznacza to, że Freedom Ship spędzi całe swoje życie wyłącznie na wodach międzynarodowych, a jego mieszkańcy i turyści będą zmuszeni docierać na stały ląd za pomocą flotylli mniejszych statków.
Problem z zasilaniem
Kontrowersje budzi sposób w jaki gigantyczny statek ma być zasilany. Pomysłodawcy zaznaczają, że Freedom Ship najprawdopodobniej będzie zasilany paliwem nuklearnym. W ten sposób ograniczony zostanie ślad węglowy, a jednostka osiągnie niezależność energetyczną. Póki co jednak eksperci zaznaczają, że dopuszczenie statku z własnym reaktorem jądrowym do wód terytorialnych wielu państw byłoby niezwykle trudne. Znaki zapytania stawiane są również obok spraw dotyczących bezpieczeństwa. Statek mógłby stać się celem wrogich działań, a jakakolwiek usterka techniczna groziłaby poważnymi następstwami.
Przyszłość miasta na wodzie
Premiera gigantycznego statku ma być bliższa, niż mogłoby się wydawać. Wizja stworzona w latach 90. przez amerykańskiego inżyniera Normana Nixona może się w końcu ziścić. Projekt oraz miejsce, w którym ma powstać kadłub jednostki, zostały już wyznaczone, a jedyną przeszkodą w realizacji przedsięwzięcia pozostaje – jak to zwykle bywa przy takich inwestycjach – finansowanie.
Dyrektor generalny firmy Freedom Cruise Line International, Roger Gooch zapewnia, że strona wykonawcza projektu nie budzi zastrzeżeń, jednak kluczowym warunkiem startu jest pełna kapitalizacja. Strategia finansowa zakłada pozyskanie środków ze zdywersyfikowanych źródeł: sprzedaży lokali na statku oraz działalności operacyjnej spółki czerpiącej zyski np. z pokładowego kasyna. Pozostaje jedynie wyczekiwać momentu, w którym to oceaniczne monstrum wypłynie po raz pierwszy na szerokie wody.
Nasz autor
Olaf Kardaszewski
Absolwent Instytutu Stosowanych Nauk Społecznych na Uniwersytecie Warszawskim. Obecnie student magisterskiego kierunku Studiów Miejskich na tej samej uczelni. Interesuje się społecznymi i kulturowymi aspektami zmieniającego się świata, o czym chętnie pisze w swoich pracach. Współprowadzący projekt „Podziemna Warszawa” w National Geographic Polska. Uwielbia podróże, w trakcie których zawsze stara się obejrzeć mecz lokalnej drużyny piłkarskiej.


