Reklama

Na zdjęciu satelitarnym widzimy 1,08 hektara amazońskiej ziemi – las bez wyrobiska, maszyn ani śladów działalności górniczej. Tymczasem dokumenty wskazują, że w latach 2018–2020 przypisano temu miejscu sprzedaż aż 776,68 kilograma złota. Chodzi o Permissão de Lavra Garimpeira (PLG), czyli specjalne pozwolenie na wydobycie w ramach tzw. garimpo, w gminie Itaituba w stanie Pará. To właśnie na tym niewielkim fragmencie amazońskiego lasu wydobyto według dokumentów kruszec warty miliony dolarów.

Greenpeace Brasil nie poprzestał na analizie dokumentów. Organizacja zestawiła dane dotyczące pozwolenia ze zdjęciami satelitarnymi. Następnie zleciła przelot nad wskazanym obszarem, żeby sprawdzić, co rzeczywiście znajduje się na miejscu. Nie znaleziono maszyn, dróg dojazdowych, hałd ani wyrobisk, które mogłyby świadczyć o działalności wydobywczej. Na papierze wszystko się zgadzało. W lesie nie było jednak miejsca, które mogłoby to złoto wydobyć.

I właśnie tak powstaje „kopalnia-widmo”. Nie trzeba fałszować pozwolenia ani dokumentów sprzedaży. Wystarczy, że nikt nie sprawdzi, czy złoto rzeczywiście zostało wydobyte w miejscu wskazanym w papierach. Legalny dokument staje się wtedy osłoną dla kruszcu, którego prawdziwego pochodzenia nie da się już łatwo ustalić.

Z dżungli na rynek

Greenpeace przeanalizował 187 podobnych pozwoleń na wydobycie w brazylijskiej Amazonii i znalazł nieprawidłowości w 98 z nich. Z tymi obszarami wiązała się deklarowana sprzedaż 25,3 tony złota, wartego według wyliczeń organizacji 18,4 miliarda reali, czyli około 3,4 miliarda dolarów. W 94% zakwestionowanych przypadków Greenpeace stwierdził cechy „kopalni-widma” albo wydobycia prowadzonego na skalę przemysłową.

Kiedy złoto trafia do autoryzowanego nabywcy, jego pochodzenie jest już zapisane w dokumentach. Kruszec może więc wejść do legalnego obrotu, nawet jeśli został wydobyty w innym miejscu, również tam, gdzie eksploatacja była zabroniona. Brazylijski Trybunał Obrachunkowy zwracał uwagę na słabość tego systemu: w przypadku PLG pochodzenie złota nie było odpowiednio weryfikowane, a legalne pozwolenia mogły służyć do ukrywania jego rzeczywistego źródła. W 2025 roku TCU nakazał Agencji Górniczej rozpoczęcie procedur prowadzących do anulowania nielegalnych pozwoleń oraz zinformatyzowanie dokumentów dotyczących sprzedaży i deklarowanego pochodzenia złota.

Tam, gdzie znika las

Dla ludzi żyjących na tych terenach historia złota zaczyna się w momencie, gdy na rzece pojawia się barka z dragą, czyli maszyną do wydobywania osadów z dna rzeki, a jej silnik zagłusza odgłosy lasu. Ziemia, która dla wydobywających jest źródłem kruszcu, dla zamieszkujących ją społeczności jest domem, miejscem polowań i upraw oraz częścią ich terytorium. Kiedy pojawiają się maszyny, zmienia się również sposób, w jaki ludzie mogą korzystać z wody i lasu.

Nielegalne wydobycie zmienia rzeki w mętne kanały, wycina las i wiąże się z użyciem rtęci do oddzielania złota od innych minerałów. Ta trafia następnie do środowiska, a wraz z rybami do organizmów ludzi, dla których ryby są jednym z podstawowych źródeł pożywienia. W badaniach prowadzonych wśród Yanomami wykazano podwyższone stężenie rtęci u zdecydowanej większości badanych osób.

Ale wraz z wydobyciem na te tereny wchodzą nie tylko maszyny i pieniądze, lecz także ludzie gotowi użyć siły, żeby utrzymać dostęp do złota. W 2021 r. w wiosce Munduruku Fazenda Tapajós, gdzie prowadzono nielegalne wydobycie, garimpeiros podpalili domy liderki Marii Leusy Kaba i jej matki.

A potem część tego złota trafia na rynek z dokumentem, który nie mówi już nic o miejscu, z którego naprawdę pochodzi. W sztabce nie ma śladu po rzece, z której wypłukiwano kruszec, ani po lesie, który został wycięty. Nie ma też nazwisk ludzi, których życie zmieniło się wraz z pojawieniem się wydobycia.

Chcesz znaleźć więcej inspirujących podróży, fascynujących odkryć i opowieści ze świata nauki? Skorzystaj ze specjalnej oferty prenumeraty magazynów National Geographic Polska i National Geographic Traveler.

Nasz autor

Kuba Stasiak Korespondent wojenny i wolontariusz. Od lat relacjonuje konflikty zbrojne, łącząc pracę reporterską z bezpośrednim wsparciem ludności cywilnej. W ostatnich latach przebywał na ukraińskim froncie, gdzie dokumentował rzeczywistość wojny i uczestniczył w ewakuacjach mieszkańców ze stref zagrożenia. Publikował m.in. podczas konfliktu w Górskim Karabachu w 2020 roku. Z wykształcenia dziennikarz, posiada przygotowanie z zakresu medycyny pola walki. W swojej pracy skupia się na doświadczeniu ludzi uwikłanych w konflikty oraz na granicy między pomocą humanitarną a reportażem. Obecnie mieszka w Ameryce Południowej, skąd publikuje i pracuje nad kolejnymi projektami reporterskimi.  
Kuba Stasiak
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...