Wrocław aż kipi od atrakcji! Przedstawiamy nasze ulubione miejsca.

Miasto mostów

- Ludzie budują za dużo murów, a za mało mostów – mawiał Isaac Newton. Z pewnością nie odnosi się to do Wrocławia. Tutaj mostów jest więcej niż w każdym innym mieście Polski. W Europie wygrywają Wenecja, Amsterdam, Hamburg i Petersburg, ale Wrocław jest w pierwszej dziesiątce. Bylibyśmy na zwycięskim podium, gdyby eksperci uwzględnili również mosty krasnali. Przed II wojną światową były tutaj 303 mosty, dzisiaj jest ich ponad 100, do tego 33 kładki. Eksperci wciąż się spierają co do ostatecznej liczby. Ta zależy od tego, czy za most uznamy przeprawę nad kanałem, rzeką w parku czy może nad rowem melioracyjnym.

Najbardziej medialny most, mający największe ego, nazywa się Tumski. Zagrał w kilku filmach, serialach, a nawet w reklamach. Łączy Ostrów Tumski z wyspą Piasek. W pobliżu znajduje się ponad stuletnia Hala Targowa, w której można kupić wszystko.

Moim ukochanym jest most Pomorski. Łączy brzegi Odry ze znajdującą się pomiędzy nimi Kępą Mieszczańską. Aby móc nim zmierzać na biesiady odbywające się na Rynku, zamieszkałem przy ulicy Jagiellończyka, w kamienicy, a jakże. Wystarczyło wejść na dach, by mieć widok na Nadodrze, industrialną dzielnicę miasta, w której rzemieślnicy i bezpańskie koty sąsiadują z designerami i kultowymi knajpkami. Widok zabiera na chwilę myśli. Dachami kamienic można przejść kilkaset metrów, ale jest to oczywiście nielegalne. 

 

Po kocich łbach

W nieogrodzonych podwórkach Nadodrza, na starych ławeczkach, w syfie i pięknie rozłożonym blisko elektrociepłowni szukam wielkomiejskości. Na niektórych budynkach można dostrzec reliefy, uszkodzone płaskorzeźby, które zazwyczaj są jedynymi świadkami życia tych mieszkańców, których z miasta wygnała wojna. Więcej jest tutaj duchów Wrocławia niż w niedawno powstałych galeriach handlowych czy przy nowej obwodnicy, którą pędzą zmęczone auta. Gdzieniegdzie można trafić na ostrzelane budynki, a na kocich łbach widać promieniście uszkodzoną nawierzchnię, pamiątkę po wybuchu.

Za ulicą Krakowską, przy dawnej fabryce Polleny, płynie Oława. Rozlewisko pełne chaszczy i łabędzi jest rajem dla fotografa. Obok drogi szybkiego ruchu odsłania się tu natura, która udaje dziką.

W lasku, na wzniesieniu, pod naruszoną ziemią można wygrzebać skarby. Kiedyś było tutaj wysypisko śmieci z wojny, można wśród nich znaleźć małe żółte buteleczki z niemieckimi napisami.

Wszyscy poszukujący bardziej cywilizowanych atrakcji powinni udać się po wskazówki na ulicę Łokietka – pod nr. 5. znajduje się Infopunkt Nadodrze prowadzony przez Fundację Dom Pokoju.

Do Rynku zawsze szedłem wspomnianym mostem Pomorskim, w głowie miałem słowa Andrew Vachssa, pisarza, który twierdził, że: „Jeśli się już skoczyło z mostu, wszystko się uspokaja. Dopóki nie uderzy się w wodę”. Zniechęcające, dlatego spokoju szukałem na ulicy Włodkowica, do której zaraz dojdziemy. Z mojego mostu patrzyłem na rzekę i most Uniwersytecki. Po powodzi tysiąclecia w 1997 r. powstał tam pomnik zwany Powodzianką albo Bibliotekarką. Symbol ofiarności mieszkańców, którzy skutecznie ochronili cenny dorobek miasta – historyczne zasoby znajdującej się w pobliżu Biblioteki Uniwersyteckiej.

Z kolei przed witryną Dolnośląskiej Biblioteki Publicznej siedzi największy intelektualista wśród 250 wrocławskich krasnali – Bibliofil. Kto, będąc w mieście, go nie odwiedzi, temu kiedyś na głowę spadnie książka.

 

Dzielnica szacunku

Po przejściu przez mosty warto się posilić, najlepiej w restauracji Vega, położonej na samym Rynku, pod nr. 27a. Proszę zjeść kotlety ziemniaczane, ewentualnie gołąbki z sosem greckim. Do pracy lub w celu lansowania się trzeba usiąść za oknami Central Café przy ulicy Świętego Antoniego 10. Popijając napar z rokitnika i przegryzając bajgla, można podziwiać pięknych ludzi płci każdej, szczególnie jeśli trwa festiwal T-Mobile Nowe Horyzonty. Wychodzą grupami z pobliskiego kina. Tu jak nigdzie oglądałoby się Lulu na moście, głośny niegdyś film z Harveyem Keitelem.

Dla zmęczonych zachwytem pozostaje bar Karavan, pod nr. 40. na tej samej ulicy. Zamawia się tutaj dzbany cydru, a na ścianach widnieją turpistyczne rysunki, gotowe projekty tatuaży, nie tylko dla masochistów.

Tuż obok położona jest Dzielnica Wzajemnego Szacunku. Wizyta w czterech świątyniach – synagodze Pod Białym Bocianem i kościołach: ewangelickim, katolickim i prawosławnym – bywa antidotum na ksenofobię. To właśnie tutaj, przy Włodkowica 5, znajduje się kultowa klubokawiarnia Mleczarnia. Od wiosny do jesieni można usiąść na zewnątrz, przy stołach, na których stoją metalowe bańki na mleko zamienione w wazony.

W środku mrok rozjaśnia migoczące światło świec. Na dole znajduje się większa sala. Nieraz podczas Festiwalu Kultury Żydowskiej „Simcha” można tutaj usłyszeć wiersze deklamowane po polsku i w jidysz. Poza tym są pyszne tosty i orzechowiec.

Czas wracać do domu, mostem Pomorskim, a potem na Wyspę Słodową, jedną z 25, które leżą we Wrocławiu. Zagubione dusze spotkają tutaj innych zagubionych, spożywających różne trunki, prowadzących debaty o niebie gwiaździstym rozpostartym nad nimi.

I już za chwilę będzie można wdrapać się na wysokie piętro kamienicy, jeszcze tylko wizyta w piekarni przy Jagiellończyka 1. Czas się tutaj zatrzymał, a farba na ścianach ma kilkadziesiąt lat. Kiedyś o 4 nad ranem zapukałem tu, dostałem gorącą bułkę wrocławską – rozkosz.

Poza kamienicami, duchami i krasnalami odbywa się we Wrocławiu Bruno Schulz Festiwal i Międzynarodowy Festiwal Opowiadania, podczas którego prezentowane są opowiadania w języku oryginalnym z symultanicznie wyświetlanym tłumaczeniem. Co roku inna lokalizacja, scenografia, międzynarodowi goście, konkursy i warsztaty. Tutaj powstało monumentalne Narodowe Forum Muzyki i tutaj powołano do życia Nagrodę Literacką Europy Środkowej „Angelus”.

Nie dziwi, że to miasto obwołano Europejską Stolicą Kultury 2016.

No i zbyt dużo tu mostów, by nie znaleźć swojego.

 

Warto wiedzieć

NOCLEG

Od 300 zł za pokój dwuosobowy w Art Hotel w samym centrum, do 19 zł za noc w hostelu Kościuszko (przy Podwalu).

JEDZENIE

Warto zjeść w restauracji Złe Mięso, ul. Ofiar Oświęcimskich 19 – nie tylko dla wegańskiej pizzy.

ROZRYWKA

Spacer szlakiem murali zakończony pokazem przy fontannie multimedialnej.

Robert Rient