Zapomnij o zgiełku miast. Nieszawa to polska stolica „slow migration”
Nieszawa to jedyne w Polsce „wędrujące miasto”, które na królewski rozkaz zmieniło swoją lokalizację aż o 30 kilometrów. Dziś, zamiast statków ze zbożem, jej nabrzeża goszczą ekipy filmowe Wojciecha Smarzowskiego, a jedynym sposobem, by się tu dostać, jest kultowy prom napędzany siłą wiślanego nurtu. Poznaj historię miejsca, w którym czas płynie w rytmie „slow”, a każdy bruk opowiada o flisackiej potędze i artystycznych fantazjach Stanisława Noakowskiego.

Podróż wzdłuż Wisły to jak wędrówka przez czas – rzeka nie tyle płynie, ile pamięta. Każdy zakręt jej koryta to ślad dawnego miasta, flisaków, królów i poetów. Gdy zbliżasz się do Nieszawy w kujawsko-pomorskiem, mijasz rozległe łąki i pola wydeptane przez wiatr, a potem nagle przystajesz nad brzegiem. Nie ma mostu. Jest tylko prom, jeden z ostatnich tego typu w regionie, napędzany siłą nurtu i cierpliwości. Nieopodal czeka Ryszard Lewandowski, kustosz nieszawskiej filii Muzeum Etnograficznego i człowiek, który potrafi opowiedzieć to miasto jak sagę o przetrwaniu.
Miasto zrodzone z przesiedlenia
Nieszawa to miasto, które potrafiło się przemieścić. Obecne położenie to już jej trzecia lokacja w historii. Król Kazimierz Jagiellończyk, pod naciskiem potężnego Torunia, „przepędził” ją spod zamku w XV wieku, lokując tu, nad cichszym nurtem, wędrownych mieszczan z Dybowa. Dziś miasto znów zdaje się być w ruchu, choć to wędrówka wewnętrzna – między przeszłością a niepewną przyszłością.
— Zaczęło się od królewskiego folwarku Roskidalino — opowiada Lewandowski, prowadząc przez ciepłe wnętrze muzeum. — Król musiał znaleźć nowe miejsce dla ludzi wyrzuconych przez konflikty handlowe z Toruniem. I tak powstała „nowa” Nieszawa – z konieczności, z decyzji politycznej, ale też z potrzeby przetrwania.
W XVIII wieku tutejsze rejestry celne świadczyły o ogromnym ruchu – Wisła była kręgosłupem handlu, a Nieszawa jednym z jej głównych krwiobiegów. Dziś z nurtem płynie może jeden statek na kilka miesięcy, ale folwarczny spokój znów przyciąga ludzi. Mieszka tu około 1750 osób, jednak ta demografia przypomina tzw. slow migration: migrację w poszukiwaniu ciszy i sensu. — Wektory się odwracają. Kiedyś uciekano do miasta, teraz do natury — podsumowuje kustosz.
Miasto jako plan filmowy
Nieszawa to coś więcej niż miejsce – to gotowa scenografia. W jej murach, wyboistych brukach i labiryntach podwórek reżyserzy odnajdują prawdę, której nie da się wykreować w żadnym atelier. To tutaj kręcono „Wiosnę, panie sierżancie” – film, który zyskał już status kultowy.

— W tej sali, gdzie teraz rozmawiamy, mieścił się kiedyś filmowy posterunek milicji — wspomina Ryszard Lewandowski. — Nasza zasłużona mieszkanka, pani Frelichowska, w swojej epizodycznej roli wychylała się z okna pobliskiej kamienicy, by ogłosić narodziny dziecka w komedii Tadeusza Chmielewskiego.
Dziś ta scena brzmi jak metafora życia w miejscu, które nieustannie walczy o przetrwanie. Od tamtej pory Nieszawa regularnie powraca na ekrany. W „Weselu” Wojciecha Smarzowskiego oraz w serialu „Lipowo. Zmowa milczenia” zagrała rolę mrocznego miasteczka z trudną pamięcią i mroczną tajemnicą. Podczas zdjęć stara apteka zamieniła się w sklep zielarski, a lokalne muzeum po raz kolejny „wcieliło się” w rolę komendy. Ta unikatowa osada wciąż podejmuje intrygującą grę z wyobraźnią reżyserów – i z własnym wizerunkiem.
Paradoks Badtke
Na rynku nie pachnie już lipą i starym tynkiem – plac przeszedł gruntowną rewitalizację. Miasto, które niegdyś żyło z rzeki, dziś żyje przede wszystkim pamięcią o niej. To właśnie tutaj Marek Badtke, dziennikarz „Gazety Kujawskiej”, przedstawił przed laty śmiałą koncepcję Skansenu Wisły. Marzyło mu się miejsce, w którym ocalone zostaną dawne tradycje flisackie. Wówczas pomysł wydawał się zbyt „muzealny” dla tętniącego życiem miasta; dziś brzmi jak trafne proroctwo. — Może Nieszawa stanie się skansenem, ale na własnych zasadach — mówi Lewandowski z uśmiechem. — Skansenem, który wciąż oddycha.
To właśnie w tym może tkwić ratunek. W świecie pędzącym ku absurdalnej prędkości, Nieszawa staje się przestrzenią zatrzymania – enklawą, w której czas płynie w zupełnie innym rytmie. To żyjący skansen, w którym historia folwarku Roskidalino splata się z dziedzictwem wiślanych flisaków, filmowymi wspomnieniami oraz grafikami dawnego mistrza.
Gdzie kończy się rzeka
Po południu Wisła wydaje się niemal nieruchoma. Tylko prom przecinający lustro wody sprawia wrażenie, jakby łączył nie tyle brzegi, co odległe epoki. — My jesteśmy tylko skrawkiem na osi czasu — mówi Lewandowski. — Ale jeśli coś ma po nas zostać, to właśnie ta opowieść.
W świecie dążącym do unifikacji Nieszawa staje się mikrokosmosem globalnych lęków i nadziei. To miasto, choć niewielkie, opowiada o wielkich procesach: o migracji, sile pamięci i walce z zapomnieniem. Nie potrzebuje już potężnej gospodarki ani statków wypełnionych zbożem. Dziś wystarczy mu rola gospodarza, który przyjmuje wędrowca i pokazuje mu rzekę pamiętającą królów, poetów, flisaków i filmowe gwiazdy.
Miejscem naszej rozmowy było Muzeum Stanisława Noakowskiego, mieszczące się w dawnym domu artysty. Ten wybitny architekt, rysownik i historyk sztuki urodził się 26 marca 1867 roku, więc w tym roku przypada jego 159. rocznica urodzin. Noakowski słynął z tworzenia tzw. fantazji architektonicznych, w których pokazywał, jak obiekty mogłyby wyglądać w różnych epokach. Sama Nieszawa również zdaje się być taką fantazją – miastem, które wciąż zmienia swoje role i tożsamości.
Jeśli Nieszawa ma kiedyś stać się skansenem, niech będzie to skansen żywy – miejsce wolności, w którym można wysiąść z pędzącego pociągu nowoczesności i spokojnie spojrzeć w nurt Wisły. Bo tutaj rzeka nie tyle płynie, co trwa, czekając na tych, którzy zechcą odczytać jej bieg na nowo.
P.S. Panu Ryszardowi również życzymy stu lat – urodził się tego samego dnia co patron muzeum! (Przypominamy: prom wznawia kursy 1 maja).
Źródło: Powsinoga.com
Nasz autor
Michał Tadeusz Gajewski vel Powsinoga
Reporter i wędrowiec, który w codzienności szuka wielkich pytań o kondycję planety i jej mieszkańców. Związany z Kujawami, wierzy, że historie zmieniające świat najłatwiej dostrzec nie w wielkich metropoliach, lecz na wiejskich podwórkach i w gestach lokalnych społeczności. Badacz relacji między człowiekiem a naturą w dobie antropocenu.


