Wydobywają miód z drzew, składają ofiarę polu, „przebierają” kamienie. Dlaczego Polesie wciąż jest tak tradycyjne?
Na Białorusi jest miejsce, w którym do dziś oddaje się cześć „kamiennym dziewczynkom” i składa ofiary polu żyta. To pozostałości tradycji, które jeszcze do niedawna były żywą częścią Polesia. Jak to się stało, że ta kraina przez tak długi czas pozostawała jednym z najsilniej związanych z tradycją miejsc w Europie?

Spis treści:
- Chaty jak w czasach starożytnych i ogniska pośrodku bagien
- Święty krzemień i chatki dla zmarłych
- Wiedźmy przetrwały przemiany
- Ostatnie tradycje
Polesie to podmokły region obejmujący południową Białoruś, północną Ukrainę i niewielki fragment Polski po Białą Podlaską. Przez wieki ziemia ta była odizolowana od sąsiadów przez samą naturę – nieprzebyte bagna i lasy. Często nawet dotarcie do sąsiedniej wsi wymagało całej wyprawy: podróży łodzią, tratwą, a czasem przeskakiwania z kępy na kępę przy pomocy drągów. Wszystko to przyczyniło się do zachowania wielu dawnych tradycji, obrzędów, rzemiosł i drewnianej architektury. Opowiadamy, czym Polesie zaskakiwało etnografów sto lat temu i które poleskie tradycje, zachowane do dziś, zostały docenione przez UNESCO.
Chaty jak w czasach starożytnych i ogniska pośrodku bagien
Etnografowie zaczęli badać Polesie w drugiej połowie XIX wieku. Często byli to sami mieszkańcy tych podmokłych terenów, jak Czesław Pietkiewicz. Nie brakowało jednak badaczy, którzy nie mieli z Polesiem żadnych związków – na przykład warszawianina Kazimierza Moszyńskiego. To właśnie jego ekspedycje z czasów II Rzeczypospolitej dostarczyły wielu informacji o życiu Poleszuków.
Moszyński opisywał, że na Polesiu mieszkano w archaicznych jednoizbowych chatach, podobnych do tych, które archeolodzy znajdowali na dawnych grodziskach wschodniosłowiańskich. Były to domy bez sieni, z jednym wspólnym pomieszczeniem, kryte dachem z cienkich desek pokrytych słomą lub trzciną, z niewielkimi oknami zamykanymi drewnianymi deseczkami. W takich chatach znajdowały się piece, w których palono „na czarno”, bez komina. Podobne domy, choć już rzadko, można było spotkać na Polesiu Wschodnim jeszcze w latach 70. i 80. XX wieku.

Poleszucy w pierwszej połowie XX wieku łowili ryby, polowali i hodowali zwierzęta. Rolnictwo na podmokłych terenach było trudne, ale również się nim zajmowano. Polscy etnografowie odnotowują, że stosowano archaiczną metodę żarową, wykorzystując pod uprawę zalesione wyspy pośród bagien. Najpierw wycinano wszystkie drzewa i je spalano, a powstały popiół wykorzystywano jako nawóz.
Święty krzemień i chatki dla zmarłych
Poleszucy są prawosławni, ale nawet w XX wieku zachowywało się u nich wiele elementów pogańskiego światopoglądu. Moszyński pisał, że mieszkańcy bagien czcili ogień jak boga, a także piec, ponieważ „jest w nim ogień”. Pietkiewicz opisywał przypadek z Polesia Wschodniego, gdy umierający starzec poprosił, by po raz ostatni spojrzeć na boży ogień ze świętego krzemienia. Po jego śmierci, zgodnie ze zwyczajem, do trumny włożono kamień, krzesiwo i hubkę.
Świadectwa innego dawnego zwyczaju można do dziś znaleźć na poleskich cmentarzach. Na niektórych grobach leżą długie drewniane kłody, często z konarem u wezgłowia. Z zapisków etnograficznych wynika, że dawniej na grobach zamożniejszych chłopów stawiano także „drewniane chatki”.
Być może na Polesiu istniały również zwyczaje, o których dziś trudno słuchać bez dreszczu. Rosyjski pisarz Władimir Korolenko w swojej powieści autobiograficznej wspominał, że w drugiej połowie XIX wieku przeczytał w gazecie opowieść starego Poleszuka o zwyczaju wywożenia starców do lasu i pozostawiania ich tam na śmierć.
Wiedźmy przetrwały przemiany
Polesie zaczęło się zmieniać w drugiej połowie XX wieku. Tradycyjny sposób życia Poleszuków niszczyły urbanizacja i migracja mieszkańców wsi do miast, ale przede wszystkim – zakrojone na szeroką skalę osuszanie bagien w latach 70. i 80. Melioracja całkowicie zmieniła przyrodę regionu, a wraz z nią rybołówstwo, hodowlę zwierząt i rolnictwo. Zmieniała się także architektura poleskich wsi. Stopniowo zanikały archaiczne zwyczaje.

Ale nie wszystko zniknęło. Białoruski etnograf Piatro Całka uważa, że to właśnie na Polesiu zachowało się najwięcej czarowników, szeptuch i znachorów. Leczą oni za pomocą chrześcijańskich modlitw oraz pogańskich rytuałów z wykorzystaniem ognia, wody i chleba. Co ciekawe, święto Nocy Kupały na Polesiu nazywa się Wiedźmi Iwan.
Dorze zachowało się również dawne rzemiosło – bartnictwo. To tradycyjny sposób pszczelarstwa, w którym pszczoły trzyma się bezpośrednio w dziuplach drzew lub w specjalnych kłodach imitujących drzewa. W 2020 roku bartnictwo zostało wpisane na listę niematerialnego dziedzictwa kulturowego UNESCO jako tradycja polska i białoruska. W Polsce jednak rzemiosło to było odtwarzane, natomiast na Białorusi – na Polesiu – tradycja ta nigdy nie została przerwana. Obecnie zajmuje się nią ponad 150 poleskich rodzin.
Ostatnie tradycje
Jeśli bartnictwo i ludowe znachorstwo to tradycje, które wciąż żyją w wielu częściach Polesia, to archaiczne obrzędy zachowały się już tylko w pojedynczych miejscach. Jedną z takich wsi jest Pohost. 6 maja, z okazji dnia św. Jerzego, odbywa się tam obrzęd Jurauski Karahod. Składa się on z wielu elementów, pieśni i tańców. Najważniejszym wydarzeniem jest jednak przejście przez wieś na pole, gdzie w ziemi zakopuje się wcześniej upieczony czarny chleb jako ofiarę za przyszłe plony. Obrzęd został wpisany na listę niematerialnego dziedzictwa kulturowego UNESCO. Jednak z powodu wyludniania się wsi jest zagrożony zanikiem.
W miejscowości Danilewicze zachowała się inna tradycja. Przed Wielkanocą mieszkańcy idą do kamiennego krzyża o imieniu Jewka, aby go „przebrać”. Miejscowi mówią, że to mała dziewczynka, którą Bóg, „kiedy jeszcze chodził po ziemi”, zamienił w kamień po tym, jak w gniewie zażyczyła sobie tego jej matka. Poleszucy przez cały rok przynoszą jej dary, a przed Wielkanocą spalają je, wypowiadając słowa: „Idź do Boga z dymem”.
Pozostałości poleskich tradycji przechowują przede wszystkim starsi mieszkańcy. Większość Poleszuków już dawno zintegrowała się ze współczesnym życiem. Jednak na przykład „usługi” szeptuch i znachorek wciąż cieszą się popularnością.
Nasz ekspert
Maksim Shults
Białoruski niezależny dziennikarz mieszkający w Polsce od 2022 roku. Zajmuje się tematyką społeczno-polityczną, a także pisze o historii, którą interesuje się od lat i w której ma wykształcenie. Współpracował z białoruskimi mediami na uchodźstwie, m.in. z MOST Media i Zerkalo.io, a także z Internews oraz OKO.press. W National Geographic Polska pisze o historii i kulturze Europy Środkowej i Wschodniej, ze szczególnym uwzględnieniem pogranicza polsko-białoruskiego.

