Reklama

Spis treści:

  1. Granica biegnąca środkiem salonu
  2. Miasteczko oderwane od Stanów Zjednoczonych
  3. Niepasujące puzzle z Azji
  4. Notatka z historii – skąd się wzięły współczesne granice

Świat, jaki znamy, opiera się na ładzie, który wyznaczają akty prawne i normy społeczne. Podobnie działają granice państw, które – choć kojarzą się z porządkiem – często są efektem chaosu spowodowanego dawnymi wojnami czy kompromisami politycznymi. W rzeczywistości część granic nie ma nic wspólnego z naturą.

Granica biegnąca środkiem salonu

Baarle-Hertog jest miasteczkiem leżącym na pograniczu Belgii i Holandii, którego obszar obejmuje tereny obu państw. Sama linia demarkacyjna biegnie środkiem ulic czy sklepów, tworząc pejzaż miasta „na pograniczu”. Poszczególne rodziny jadają więc kolacje w jednym kraju, by następnie przenieść się do sypialni po drugiej stronie granicy. Niekiedy o tym, po której ze stron znajduje się dany lokal, decyduje to, w jakim miejscu właściciele postanowili postawić drzwi wejściowe.

Do prawdziwie absurdalnych sytuacji dochodziło w dobie pandemii. Właściciele lokali obserwowali, jak ich sąsiedzi z naprzeciwka zamykają hotele czy restauracje w związku z obostrzeniami, podczas gdy ich samych obowiązywały luźniejsze restrykcje, właściwe dla drugiego kraju.

baarle hertog
Ulica Pastoor de Katerstraat w Baarle-Hertog. Podczas gdy dla urzędników i polityków granice to poważne linie na mapach, dla mieszkańców tej belgijsko-holenderskiej mozaiki enklaw są one po prostu elementem przestrzeni do codziennej zabawy i spacerów. fot. Thierry Monasse/Getty Images

Miasteczko oderwane od Stanów Zjednoczonych

Podobnie wygląda sytuacja austriackiej miejscowości Jungholz, która z powodu niefortunnego położenia wymusza na mieszkańcach podróż przez Niemcy. Tym samym większość z nich żyje pomiędzy dwoma systemami gospodarczymi, korzystając z przywilejów obu państw.

Równie osobliwym przykładem granicznego zawirowania jest Point Roberts w Stanach Zjednoczonych – amerykańskie miasteczko położone na półwyspie, do którego można dojechać samochodem wyłącznie przez Kanadę. Tym samym dzieci jadące do szkoły, mieszkańcy robiący zakupy czy ratownicy medyczni wielokrotnie przekraczają granicę podczas zwykłych codziennych czynności.

Niepasujące puzzle z Azji

Pogranicze Indii i Bangladeszu przez lata stanowiło międzynarodową układankę wpływów i podziałów, które dyktowały warunki życia w setkach enklaw rozsianych na tych terenach. Osadnicy niektórych wiosek żyli na co dzień w kraju, który znajdował się w obrębie granic innego państwa, będąc częścią tej niekończącej się mozaiki.

Polityczny chaos przekładał się na problem z dostępem do szkół czy służby zdrowia, wrzucając mieszkańców na życiową karuzelę. To, co dla oficjeli stanowiło abstrakcyjne podziały na mapach, w praktyce utrudniało załatwienie najprostszych sprawunków. Sytuację tę uregulowano dopiero w 2015 roku poprzez historyczną wymianę terytoriów.

Notatka z historii – skąd się wzięły współczesne granice

Istotną rolę w kształtowaniu współczesnej koncepcji granic poprzez swoje rozległe podboje i tworzenie regionów przygranicznych odegrało Imperium Rzymskie. Jednak tym, co stanowiło faktyczne podwaliny pod współczesny system państw narodowych, było podpisanie pokoju westfalskiego w 1648 roku. Traktat ten zakończył wojnę trzydziestoletnią i ustanowił zasadę suwerenności terytorialnej.

Równie istotny był okres kolonialny, gdy mocarstwa europejskie dzieliły między siebie Afrykę, Azję i Amerykę. Hegemoni ówczesnego świata rzadko kiedy uwzględniali podziały etniczne czy kulturowe rdzennej ludności podbijanych krain. Pomimo upływu setek lat dziedzictwo granic kolonialnych do dzisiaj wpływa na geopolitykę i konflikty w wielu częściach świata.

Co ciekawe, im wnikliwiej przyglądamy się współczesnym granicom, tym mniej wydają się one trwałe. W ostatnich stu latach ciężko było uświadczyć dekady, w której dziesiątki państw nie znikałyby z map, tworząc miejsce dla nowych krajów, a całe regiony wielokrotnie zmieniały przynależność. Dla mieszkańców pogranicza oznaczało to często sytuację, w której nie opuszczając własnego domu, budzili się w innym państwie.

Źródło: National Geographic Polska

Nasz autor

Kuba Stasiak Korespondent wojenny i wolontariusz. Od lat relacjonuje konflikty zbrojne, łącząc pracę reporterską z bezpośrednim wsparciem ludności cywilnej. W ostatnich latach przebywał na ukraińskim froncie, gdzie dokumentował rzeczywistość wojny i uczestniczył w ewakuacjach mieszkańców ze stref zagrożenia. Publikował m.in. podczas konfliktu w Górskim Karabachu w 2020 roku. Z wykształcenia dziennikarz, posiada przygotowanie z zakresu medycyny pola walki. W swojej pracy skupia się na doświadczeniu ludzi uwikłanych w konflikty oraz na granicy między pomocą humanitarną a reportażem. Obecnie mieszka w Ameryce Południowej, skąd publikuje i pracuje nad kolejnymi projektami reporterskimi.  
Kuba Stasiak
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...