Reklama

Gdy w 2001 roku na ekrany kin trafiła pierwsza część trylogii „Władca Pierścieni: Drużyna Pierścienia”, świat zobaczył Nową Zelandię w zupełnie nowym świetle. Epickie plenery, wykorzystane przez reżysera Petera Jacksona sprawiły, że kraj stał się wizualnym ucieleśnieniem literackiego Śródziemia. Organizatorzy wycieczek szybko odnotowali rosnące zainteresowanie podróżami śladami bohaterów, a w latach 2000–2006 liczba przyjazdów turystów wzrosła o około 40%. Fani powieści z 1954 roku oraz kinowej trylogii zaczęli masowo odwiedzać miejsca znane z ekranu, w tym słynne „Shire”. Co istotne, efekt ten nie był chwilową modą – po ćwierćwieczu od premiery pierwszego filmu turystyka inspirowana „Władcą Pierścieni” nadal pozostaje jednym z filarów promocji kraju.

„Dom Śródziemia”. Jak „Władca Pierścieni” zmienił Nową Zelandię?

Kiedy trylogia „Władca Pierścieni” została przez Petera Jacksona nakręcona w całości w Nowej Zelandii, kraj zyskał coś więcej niż tylko rolę planu zdjęciowego. Stał się „Domem Śródziemia” – a to określenie na trwałe weszło do oficjalnej narracji promocyjnej państwa. Szacuje się, że w pierwszych latach po premierze od 6 do nawet 10% zagranicznych turystów wskazywało film jako główny powód przyjazdu. Oznacza to, że tysiące podróżnych wybierało kierunek wyłącznie po to, by zobaczyć na własne oczy krajobrazy znane z ekranu.

Symbolicznym centrum tego zjawiska stała się wioska Hobbitów w Matamata – filmowy Hobbiton, który przekształcono w stałą atrakcję turystyczną. Dziś to jedno z najczęściej odwiedzanych miejsc w kraju, generujące znaczące przychody dla regionu Waikato i całej branży turystycznej. Film idealnie wpisał się również w narodową kampanię „100% Pure New Zealand”, promującą dzikie, spektakularne i – w przekazie marketingowym – niemal nietknięte krajobrazy. Wizerunek surowych gór, rozległych łąk i dramatycznych wybrzeży, utrwalony w kinie, stał się wizytówką państwa.

Ekonomiczne skutki okazały się długofalowe. Turyści inspirowani filmem wydawali w Nowej Zelandii setki milionów dolarów rocznie, a sukces serii – wzmocniony później przez trylogię „Hobbit” – przyczynił się do rozwoju całego sektora audiowizualnego. Studia takie jak Weta Workshop w Wellington zyskały międzynarodową renomę, a przemysł filmowy zaczął przynosić gospodarce miliardy dolarów nowozelandzkich rocznie. Co więcej, ćwierć wieku po premierze pierwszej części zainteresowanie „Władcą Pierścieni” nie słabnie – a Nowa Zelandia wciąż korzysta z kapitału kulturowego, który narodził się wraz z filmowym Śródziemiem.

25 lat później: jak „Władca Pierścieni” wciąż napędza turystykę Nowej Zelandii?

Ponieważ twórcy trylogii „Władca Pierścieni” wykorzystali ponad 150 plenerowych lokalizacji w Nowej Zelandii, filmowa wizja Śródziemia trwale zrosła się z realnym krajobrazem kraju. W efekcie miejsca takie jak Park Narodowy Tongariro (utożsamiany z Mordorem i Górą Przeznaczenia) czy okolice Wellington (gdzie powstawały sceny z Isengardu) przestały być jedynie punktami na mapie, a zaczęły funkcjonować jako kultowe przestrzenie popkultury. To właśnie ta silna identyfikacja sprawiła, że wraz ze zbliżającą się 25. rocznicą premiery pierwszej części ponownie wzrosło zainteresowanie podróżami tematycznymi.

Skala tego zjawiska znajduje odzwierciedlenie w danych branżowych. Skoro kolejne pokolenie widzów odkrywa filmy na nowo (za pośrednictwem platform streamingowych i rocznicowych wydarzeń) rośnie także liczba zapytań o wyjazdy inspirowane sagą. Organizator Goway odnotował 97-procentowy wzrost zapytań o trasy związane z „Władcą Pierścieni” w drugiej połowie roku w porównaniu z analogicznym okresem 2024 r., a już około 20% programów do Nowej Zelandii zawiera elementy związane z filmem, w tym wizytę na planie Hobbitonu w Matamata. Jak podkreślił Anthony Saba z Goway: „Skutki oglądania tych filmów 10–20 lat temu są nadal odczuwalne i to właśnie dlatego ludzie dziś przyjeżdżają do Nowej Zelandii”. Dodał: „To dobra opowieść. A kto nie lubi dobrej historii?”.

W konsekwencji rośnie także frekwencja w najbardziej rozpoznawalnych lokalizacjach. Plan filmowy Hobbitonu odwiedziło w ubiegłym roku około 600 tysięcy gości, a – jak zapowiada jego dyrektor generalny Shayne Forrest – w roku jubileuszowym liczba ta ma utrzymać się na podobnym poziomie. Jednocześnie dane Tourism New Zealand wskazują, że co piąty Amerykanin odwiedzający kraj w 2025 roku deklarował inspirację serią fantasy przy podejmowaniu decyzji o podróży. Oznacza to, że filmowy impuls przekłada się bezpośrednio na realne przepływy turystyczne.

Co istotne, zainteresowanie nie ogranicza się wyłącznie do sentymentu wobec kina. Ponieważ film wyeksponował monumentalne, niemal nietknięte krajobrazy, turyści przyjeżdżają nie tylko „zobaczyć plan”, lecz również doświadczyć przestrzeni i natury, które stały się symbolem Śródziemia. Jak zauważa Rachel Cooper z Red Savannah, wzrost rezerwacji na 2026 rok (wyższy o 37% niż rok wcześniej) wiąże się z rosnącą fascynacją dziką przyrodą, parkami narodowymi (takimi jak Fiordland, Tongariro, Mount Aspiring czy Kahurangi) oraz potrzebą ucieczki od miejskiego stylu życia. W rezultacie fenomen sprzed 25 lat nie wygasł, lecz przekształcił się w trwały mechanizm napędzający turystykę – oparty na emocjonalnej więzi z historią, która dla wielu widzów wciąż pozostaje żywa.

Źródła: Travel Weekly, Egzotyka.tv, Cathay Pacific

Nasza ekspertka

Sabina Zięba

Podróżniczka i dziennikarka, wcześniej związana z takimi redakcjami, jak m.in. „Wprost”, „Dzień Dobry TVN” i „Viva”. W „National Geographic” pisze przede wszystkim o ciekawych kierunkach i turystyce. Miłośniczka dobrej lektury i wypraw na koniec świata. Uważa, że Mark Twain miał słuszność, mówiąc: „Za 20 lat bardziej będziesz żałował tego, czego nie zrobiłeś, niż tego, co zrobiłeś. Więc odwiąż liny, opuść bezpieczną przystań. Złap w żagle pomyślne wiatry. Podróżuj, śnij, odkrywaj”.

Sabina Zięba
Reklama
Reklama
Reklama