Sztokholmskie muzeum Vasa kryje niegdyś najpotężniejszy okręt wojenny świata. Zatonął przepłynąwszy zaledwie 1300 m
Mówiąc o statkach, które zatonęły podczas dziewiczego rejsu, zwykle przychodzi nam do głowy Titanic, który zatonął po niespełna pięciu dniach od wyjścia z portu. Mający symbolizować potęgę militarną Szwecji okręt Vasa nie miał nawet tyle szczęścia. Zatonął już w sztokholmskim porcie i spędził na jego dnie 333 lata. Gdy go w końcu wyciągnięto, zbudowano dla niego specjalne muzeum.

Spis treści:
10 sierpnia 1628 roku był spokojnym, idealnym na wodowanie dniem. Z południowego zachodu wiał lekki wiatr i wszystko wskazywało, że szwedzka marynarka wojenna zyskuje właśnie najpotężniejszą broń w swoim arsenale.
Pływająca forteca
Król Szwecji Gustaw II Adolf, kuzyn Zygmunta III Wazy, był entuzjastą artylerii. Dlatego jego flagowy okręt musiał być solidnie wyposażony w działa. W swój pierwszy rejs wyruszył z 64 działami. Jednak ze względu na opóźnienia w dostawie dział, osiem furt działowych pozostało pustych. Główne uzbrojenie stanowiło 48 dział 24-funtowych (historyczna kategoria) – potężnych, brązowych armat strzelających kulami o wadze około 10 kg. Na górnym pokładzie znajdowały się mniejsze działa: osiem 3-funtowych (1,25 kg) oraz sześć tzw. stormstycken – krótkich dział o cienkich ściankach, używanych do rażenia załogi przeciwnika na krótkim dystansie.
Jednorazowo działa Vasy mogły wystrzelić salwą burtową z aż 250 kilogramów amunicji – około cztery razy więcej niż typowy szwedzki okręt wojenny lat 20. XVII wieku i dwa razy więcej niż największe jednostki innych flot północnoeuropejskich. Gdy ciężkie żelazne kule opuszczały lufy, osiągały prędkość zbliżoną do prędkości dźwięku. Przez krótką chwilę Vasa był najpotężniej uzbrojonym okrętem na Bałtyku – jeśli nie na świecie. Był pływającą fortecą budzącą grozę od Tallinna (dawniej Reval) po Kopenhagę.
Błędy konstrukcyjne
Statek był też bogato zdobiony, miał specjalną komnatę królewską. Jednakże – jak niespełna trzy wieki później Titanic – jego piękno i potęga nie szły w parze z perfekcyjnością konstrukcji. Chociaż projektant statku, Henrik Hybertsson, był doświadczonym szkutnikiem, nie miał praktyki w budowie tak wielkich i potężnie uzbrojonych okrętów. W tamtych czasach nie istniały jeszcze metody matematyczne pozwalające przewidzieć stabilność statku – opierano się na doświadczeniu.

Górna część kadłuba Vasy była zbyt wysoka i za ciężka w stosunku do części podwodnej. Środek ciężkości znajdował się zbyt wysoko, przez co nawet lekki wiatr powodował groźne przechyły. Było to widoczne już w dniu katastrofy – a niektórzy podejrzewali to jeszcze przed wypłynięciem.
Dzień zwodowania okrętu rozpoczął się nabożeństwem. W całym mieści panowała świąteczna atmosfera. Po licznych opóźnieniach, problemach z dostawami dział i zmianie kapitana, świeżo wyposażona Vasa stała zakotwiczona poniżej sztokholmskiego zamku, z działami na pokładzie i załogą na stanowiskach. Nabrzeże było pełne ludzi, a woda roiła się od małych łodzi z widzami, którzy chcieli zobaczyć, jak potężna machina wojenna wypływa ze stolicy. Jednak to, co zaczęło się nabożeństwami i świąteczną atmosferą, zakończyło się wodnym grobem. Sam statek zwodowano wczesnym popołudniem.
Dziewiczy rejs
W dziewiczy rejs statku pozwolono załodze zabrać rodziny. Goście – w tym kobiety i dzieci – mieli wysiąść w twierdzy Vaxholm Fortress, zanim okręt popłynie dalej do letniej bazy floty na wyspie Älvsnabben. Tam miał pełnić funkcję okrętu flagowego eskadry rezerwowej, oczekując na rozkazy – czy wzmocnić blokadę Gdańska w wojnie z Rzecząpospolitą Obojga Narodów, czy dołączyć do sił chroniących Stralsund. Dopiero wtedy na pokład mieli wejść żołnierze piechoty morskiej – około 300 ludzi. Nigdy jednak tam nie dotarli.
Vasa odbiła od brzegu między godziną czwartą a piątą po południu. Ponieważ wiatr wiał z południa, statek musiał być przeciągany przy pomocy kotwic wzdłuż nabrzeża aż do miejsca znanego dziś jako Slussen. Tam mógł złapać prąd wodny prowadzący przez port. Gdy tak się stało, odwiązano ostatnie liny, postawiono cztery z dziesięciu żagli i oddano salut.
Pod klifami Södermalm wiatr był słaby – statek dryfował, słabo reagując na ster. Niewielki podmuch przechylił go na lewą burtę, ale powoli wrócił do pionu. Jednak gdy okręt minął przesmyk przy Tegelviken, silniejszy podmuch przechylił go tak bardzo, że woda zaczęła wlewać się przez otwarte furty działowe na dolnym pokładzie. Vasa zaczęła tonąć.
Na pokładzie wybuchła panika. Kapitan Söfring Hansson rozkazał zluzować żagle i zamknąć furty działowe. Wiceadmirał Erik Jönsson zbiegł pod pokład, by sprawdzić działa. Wielu ludzi rzuciło się do wody, inni próbowali wydostać się po przechylonych drabinach. W ciągu kilku minut statek spoczął na dnie na głębokości 32 metrów.

Maszty wystawały ponad powierzchnię – część ludzi chwyciła się ich, inni zostali podjęci przez łodzie towarzyszące. Niektórzy dopłynęli do brzegu wyspy Beckholmen. Zginęło około 30 osób, głównie uwięzionych wewnątrz statku. Był to triumf, który zakończył się sromotną porażką. W Sztokholmie zapanowała żałoba.
Szwedzki program Apollo
W kwietniu 1961 roku grupa nurków i archeologów zanurzyła się w czarnej mazi wypełniającej Vasę. Statek został opróżniony z wody przy pomocy trzech ogromnych pomp. Prace trwały dziesięć dni, a w ich trakcie nurkowie badali kadłub i uszczelniali przecieki. 4 maja okręt został odholowany do suchego doku Gustawa V na wyspie Beckholmen. Tam odłączono go od barek podnoszących i unosząc się już na własnym kilu, wpłynął do doku, osiadając na specjalnie zbudowanym betonowym pontonie.
Całą skomplikowaną i kosztowną procedurę media nazwały szwedzkim programem Apollo. Ponieważ podobnie, jak w przypadku Apollo, celem było dokonanie czegoś, co wielu uważało za niemożliwe: wydobycie w całości XVII-wiecznego okrętu wojennego z dna morza. Nawet dziś wiele osób pamięta, gdzie byli w chwili, gdy Vasa po 333 latach w ciemności w końcu wynurzyła się z głębin. Tym bardziej, że zupełnie jak w dniu zwodowania, wydobycie statku z dna przyciągnęło tłumy.
Wrak został przetransportowany do tymczasowej hali zwanej „Wasavarvet”, gdzie prowadzono jego konserwację przez kilkadziesiąt lat. Muzeum Vasa zbudowano dopiero w latach 80. ubiegłego wieku. Znajduje się ono przy Galärvarvsvägen 14, na wyspie Djurgården w Sztokholmie, nieopodal muzeum ABBA. Jest najczęściej odwiedzanym muzeum w całej Skandynawii. Tylko w 2024 roku odwiedziło je ponad 1,25 miliona gości. Bilet wstępu kosztuje 195–240 koron (76–94 zł), osoby poniżej 18. roku życia nie płacą.
Nasza autorka
Ewelina Zambrzycka-Kościelnicka
Dziennikarka i redaktorka zajmująca się tematyką popularnonaukową. Pisze przede wszystkim o eksploracji kosmosu, astronomii i historii. Związana z Centrum Badań Kosmicznych PAN oraz magazynami portali Gazeta.pl i Wp.pl. Ambasadorka Śląskiego Festiwalu Nauki. Współautorka książek „Człowiek istota kosmiczna”, „Kosmiczne wyzwania” i „Odważ się robić wielkie rzeczy”.

