Ceremonie zaślubin należą do najważniejszych w każdej kulturze. Pełne są symboliki i wróżb na przyszłość. Bywają w tonacji białej, bywają też kolorowe. I nie wszędzie, tak jak w wybierającym wolne związki świecie Zachodu, grozi im marginalizacja.

W Kambodży w dniu wesela ani nowożeńcy, ani goście nie mogą się porządnie wyspać, bo ceremonia zaczyna się już wczesnym rankiem. Pan młody ze swoimi weselnikami wędrują do domu panny młodej, gdzie odbywa się uroczystość. Tu narzeczeni wymieniają pierścionki, rodzina obdarowuje się prezentami i przy muzyce wszyscy zasiadają do śniadania. Młodzi, wystrojeni w bogate, wysadzane złotem stroje, zajmują honorowe miejsca. Podczas dalszych ceremonii nie brakuje tradycyjnych, dziś już tylko symbolicznych obrzędów. Jest to np. podcinanie młodym włosów czy umycie nóg pana młodego przez narzeczoną – choć dziś panna młoda najczęściej tylko skrapia nogi przyszłego męża wodą kolońską. Wesele kończy się deszczem kwiatów, jakim goście obrzucają młodą parę, oraz tańcami do późnej nocy. Ulewny deszcz nie przeszkodził w gigantycznej ceremonii na Stadionie Olimpijskim w Seulu. 25 tysiącom par ślubu – zupełnie legalnego – udzielił Sun Myung Moon, założyciel Kościoła Zjednoczeniowego zwanego sektą Moona. Ten ruch religijny słynie z uroczystości masowych zaślubin. Wielu z nowożeńców poznaje się podczas ślubnej ceremonii, czasem mają problem z porozumieniem się, bo mówią różnymi językami. Moon osobiście kojarzy przyszłych małżonków na podstawie dostarczonych mu fotografii. Pochodzenie z innej części świata czy język, którym posługują się przyszli małżonkowie, nie są przeszkodą w zawarciu związku. Zgodnie z doktryną Moona pojednanie ludzi ma nastąpić poprzez małżeństwa i zakładanie idealnych rodzin, dlatego pośredniczy w doborze małżonków, którzy mają temu sprostać. Fantazyjne ornamenty wykonane henną na dłoniach i stopach panny młodej to jedna z najstarszych, liczących sobie już tysiące lat tradycji weselnych w krajach Bliskiego Wschodu, północnej Afryki i południowo-wschodniej Azji. Znana jest i praktykowana wśród wyznawców wielu religii – muzułmanów, hindusów, Żydów i chrześcijan. Nakładanie ornamentów z henny to cały kobiecy ceremoniał. Nawet kilka dni przed planowanym ślubem panna młoda spotyka się z przyjaciółkami i krewnymi płci żeńskiej, które ozdabiają jej stopy i dłonie, co ma przynieść szczęście. W niektórych regionach świeżo poślubiona małżonka nie powinna wykonywać żadnych prac do czasu, gdy wzory z henny same nie znikną z jej ciała. A nie jest to wcale krótki okres – malunki mogą utrzymywać się nawet do trzech tygodni. Białe kimono z rękawami tak długimi, że sięgają ziemi, zakładany na nie biały płaszcz, a na głowie specjalny biały czepek – to tradycyjny strój japońskiej panny młodej, podkreślający jej dziewiczość i niewinność. Ale biały to w Japonii również kolor żałoby. Ślub jest bowiem dla japońskiej panny młodej nie tylko radością i powitaniem nowego życia. To także rozstanie z domem dzieciństwa, symboliczna śmierć dla dotychczasowych najbliższych. Odtąd rodzinę dziewczyny będą stanowić bliscy męża i jego dom. Tradycja mówi, że oryginalne nakrycie głowy służy ukryciu „rogów zazdrości”, egoizmu i wszystkiego tego, co niepożądane w małżeństwie. To także znak dla rodziny pana młodego, że dziewczyna chce być dobrą żoną. Jej dobre intencje symbolizuje też biały makijaż pokrywający twarz, szyję, ramiona i ręce. W Maroku uroczystości weselne trwają nawet 7 dni – im rodzina bogatsza, tym są dłuższe i bardziej wystawne. I tym bardziej też wystrojona jest panna młoda: oczyszczona podczas poprzedzających ślub rytualnych kąpieli, z ciałem ozdobionym malunkami z henny, odziana w tradycyjnie, kolorowe stroje. Podczas weselnej ceremonii narzeczony obdarowuje ją symbolicznymi prezentami: cukrem – symbolem ich szczęśliwego wspólnego życia, mlekiem  –  oznaczającym czystość i niewinność oraz pięknymi jak sama jego wybranka kwiatami. Ciekawą tradycją jest tu tzw. berza – uroczystość, podczas której panna młoda jest przedstawiana gościom, niemal wystawiana do podziwiania przez liczną, równie jak ona kolorową publikę, która adoruje ją przy dźwiękach muzyki.