Przekroczyłem bramę i poczułem się jak we Francji. Castel Mimi to jeden z najpiękniejszych pałaców Mołdawii
Castel Mimi to zabytkowa posiadłość winiarska w miejscowości Bulboaca, około 40 minut jazdy od Kiszyniowa. Pojechałem tam, aby zobaczyć jeden z najpiękniejszych pałaców Mołdawii, a trafiłem również na VinOpera – wieczór, podczas którego muzyka klasyczna spotyka się z historią i lokalną tradycją winiarską.

Spis treści:
- Pałac, którego nie spodziewałem się zobaczyć w Mołdawii
- Constantin Mimi chciał unowocześnić winiarstwo Besarabii
- W piwnicach Castel Mimi historia spotyka się ze współczesnością
- VinOpera. Gdy fasada pałacu zmienia się w operową scenografię
- Miejsce, w którym spotkali się europejscy przywódcy
- Czy warto odwiedzić Castel Mimi?
Mołdawia wciąż pozostaje jednym z najmniej oczywistych kierunków na mapie Europy. Wielu podróżnych kojarzy ją przede wszystkim z Kiszyniowem, separatystycznym Naddniestrzem i rozległymi piwnicami pełnymi beczek. Tymczasem niecałą godzinę drogi od stolicy znajduje się miejsce, które bardziej przypomina francuską posiadłość niż przemysłową winnicę. Castel Mimi jest jednocześnie zabytkiem, działającym zakładem winiarskim i eleganckim kompleksem turystycznym.
Pałac, którego nie spodziewałem się zobaczyć w Mołdawii
Do Bulboaki jedzie się z Kiszyniowa mniej więcej 40 minut. Sama miejscowość nie zapowiada jeszcze tego, co pojawia się za bramą Castel Mimi. Przed oczami wyrasta jasna, symetryczna fasada z arkadami i tarasami. Za nią rozciągają się dziedzińce, ogrody, basen oraz zabudowania należące do współczesnego kompleksu.
Pierwsze wrażenie jest zaskakujące. Castel Mimi bardziej przypomina południowoeuropejską rezydencję niż miejsce położone na terenie dawnej Besarabii. Nie jest jednak dekoracją stworzoną wyłącznie dla turystów. Od początku budynek był ściśle związany z produkcją wina. Jego bryła nie ma wież, blanków ani murów obronnych, dlatego polskie słowo „zamek” może być nieco mylące. Rumuńskie castel, podobnie jak francuskie château, bywa używane także w odniesieniu do reprezentacyjnej posiadłości. Najtrafniej byłoby więc nazwać Castel Mimi pałacem lub château winiarskim.
Constantin Mimi chciał unowocześnić winiarstwo Besarabii
Historia posiadłości rozpoczęła się w 1893 roku. Jej twórca, Constantin Mimi, był winiarzem, prawnikiem, politykiem i późniejszym gubernatorem Besarabii. Kształcił się między innymi w Montpellier we Francji, gdzie poznawał europejskie metody uprawy winorośli oraz produkcji wina.
– Po powrocie zaczął wprowadzać do miejscowego winiarstwa nowe odmiany winogron i rozwiązania techniczne. Zaproszeni przez niego włoscy specjaliści zaprojektowali w Bulboace budynek inspirowany francuskimi posiadłościami winiarskimi – opowiada mi Adrian Trofim, potomek Constantina, a dzisiaj zarządca Castel Mimi. Według oficjalnej historii Castel Mimi była to pierwsza budowla w Besarabii wykonana ze zbrojonego betonu, który pod koniec XIX wieku stanowił technologiczną nowość.
Winiarnia została pomyślana nie tylko jako reprezentacyjna rezydencja. Grube mury pomagały utrzymywać w piwnicach stabilną temperaturę, potrzebną do przechowywania i dojrzewania wina. Dziś znajdują się tam setki beczek, w większości wykonanych z francuskiego dębu.

Historia miejsca nie przebiegała spokojnie. Po II wojnie światowej majątek został znacjonalizowany, a w czasach Związku Radzieckiego podporządkowano go masowej produkcji. Kolejnym ciosem była rozpoczęta w latach 80. kampania antyalkoholowa Michaiła Gorbaczowa, która doprowadziła do niszczenia winnic w wielu częściach ZSRR.
W 1998 roku przedsiębiorstwo przejęła rodzina Trofimów. Kompleksowa renowacja Castel Mimi trwała od 2011 do 2016 roku. Projekt prowadził włoski architekt Arnaldo Tranti, łącząc historyczną formę budynku z nowymi przestrzeniami hotelowymi, restauracyjnymi i wystawienniczymi.
W piwnicach Castel Mimi historia spotyka się ze współczesnością
Podczas zwiedzania szybko przekonałem się, że odrestaurowany pałac jest tylko najbardziej widoczną częścią rozległego kompleksu. Trasa prowadzi przez historyczne pomieszczenia, współczesną winiarnię i piwnice, w których leżakują kolejne roczniki.
U podstawy budynku ściany osiągają około 1,5 metra grubości. Dzięki temu w piwnicach przez cały rok utrzymuje się temperatura wynosząca mniej więcej 12 stopni Celsjusza. Chłód, półmrok i zapach drewna przypominają, że reprezentacyjna fasada powstała przede wszystkim wokół produkcji wina.
Castel Mimi należy do regionu winiarskiego Codru, położonego w środkowej części kraju. Wina powstają zarówno z międzynarodowych odmian, takich jak cabernet sauvignon, merlot czy malbec, jak i ze szczepów kojarzonych z Rumunią oraz Mołdawią, między innymi fetească albă.
Castel Mimi nie jest jednak kameralną, rodzinną winnicą zatrzymaną w czasie. To duże przedsięwzięcie turystyczne z hotelem, restauracją, basenem, spa i przestrzeniami przeznaczonymi na wydarzenia. Można tu przyjechać na zwiedzanie i degustację, zjeść kolację, a także zostać na noc. Historyczny obiekt funkcjonuje dziś jako pełnoprawny wine resort.
VinOpera. Gdy fasada pałacu zmienia się w operową scenografię
Najbardziej niezwykły obraz Castel Mimi zobaczyłem wieczorem, podczas wrześniowego festiwalu VinOpera. Przed pałacem ustawiono scenę i rzędy krzeseł, a elegancko ubrani goście zajęli miejsca pod otwartym niebem. Kiedy zapadł zmrok, oświetlona fasada przestała być jedynie tłem – stała się częścią operowej scenografii.
VinOpera jest międzynarodowym festiwalem muzyki klasycznej organizowanym w Bulboace przez Fundację Constantina Mimiego. Jego dziewiąta edycja odbyła się 4 września 2026 roku i została poświęcona mołdawskiej sopranistce Valentinie Nafornițy, świętującej 15-lecie pracy artystycznej. Laureatka konkursu BBC Cardiff Singer of the World występowała między innymi w zespole Opery Wiedeńskiej.
Na scenie towarzyszyli jej ukraiński baryton Jurij Samojlov oraz miejska orkiestra Camerata Chișinău pod batutą Cristiana Spătaru. W programie znalazły się utwory między innymi Pucciniego, Verdiego, Rossiniego, Lehára, Kálmána i Enescu.

Tego wieczoru najlepiej zrozumiałem, jak umiejętnie Castel Mimi buduje opowieść o współczesnej Mołdawii. Opera, architektura, lokalna gastronomia i tradycje winiarskie zostały połączone w jedno doświadczenie, które nie sprawiało wrażenia muzealnej rekonstrukcji. Było żywe, eleganckie i bardzo świadome miejsca, w którym się odbywało.
Miejsce, w którym spotkali się europejscy przywódcy
O znaczeniu Castel Mimi najlepiej świadczy wydarzenie z 1 czerwca 2023 roku. To właśnie tutaj zorganizowano drugi szczyt Europejskiej Wspólnoty Politycznej. Do Bulboaki przyjechali przywódcy i przedstawiciele państw europejskich oraz instytucji Unii Europejskiej.
Wybór miejsca nie był przypadkowy. Castel Mimi miał zaprezentować zagranicznym gościom Mołdawię nowoczesną, europejską, ale jednocześnie świadomą własnej historii. W czasie, gdy kraj coraz wyraźniej kieruje się ku Unii Europejskiej, odrestaurowana posiadłość stała się jedną z jego wizytówek.
To interesujący kontrast. Budynek powstał w Besarabii należącej do Imperium Rosyjskiego, przetrwał dwie wojny światowe, nacjonalizację i okres radziecki, by ponad sto lat później gościć europejskich przywódców.
Czy warto odwiedzić Castel Mimi?
Castel Mimi jest jednym z miejsc, które warto uwzględnić podczas podróży po Mołdawii, zwłaszcza planując pobyt w nieodległym Kiszyniowie. Nie tylko ze względu na fotogeniczną fasadę. Najciekawsza okazuje się historia człowieka, który chciał zmienić winiarstwo całego regionu, oraz sposób, w jaki współcześni właściciele wykorzystali jego dziedzictwo.
Na zwiedzanie najlepiej zarezerwować co najmniej kilka godzin. Wymagana może być wcześniejsza rezerwacja, szczególnie jeśli planujemy degustację lub posiłek w restauracji. Aktualne godziny, warianty tras i zasady odwiedzin warto sprawdzić bezpośrednio na stronie obiektu.
Castel Mimi pokazuje też, dlaczego Mołdawii nie powinno się oceniać wyłącznie przez pryzmat stereotypów. Kraj ma własne tradycje, ambitną scenę kulturalną i miejsca o europejskiej klasie. Do Bulboaki przyjechałem zobaczyć piękny pałac. Wyjechałem z poczuciem, że zobaczyłem fragment opowieści o całej Mołdawii.
Źródło: National Geographic Traveler
Szukasz więcej inspirujących podróży, fascynujących odkryć i opowieści ze świata nauki? Skorzystaj ze specjalnej oferty prenumeraty magazynów National Geographic Polska i National Geographic Traveler.
Nasz autor
Łukasz Załuski
Od ponad 20 lat opowiada o świecie – jego historii, nauce i miejscach, do których warto wyruszyć z otwartą głową. Jest redaktorem naczelnym „National Geographic Polska” oraz National-Geographic.pl. Wcześniej kierował m.in. „Focusem”, „Focusem Historia” czy „Sekretami Nauki”, konsekwentnie rozwijając tematykę popularnonaukową i podróżniczą. Jest inicjatorem projektu pierwszej naukowej rekonstrukcji wizerunków władców z dynastii Jagiellonów. Po godzinach miłośnik gimnastyki sportowej, książek kryminalnych i europejskich stolic.

