Powstaje kontrowersyjne lotnisko w Świętej Dolinie. Miało ułatwić podróże, wywołało protesty
Dotarcie do Machu Picchu nigdy nie było łatwe – i właśnie o to chodziło. Inkowie celowo umieścili swoją kamienną cytadelę wysoko w górach, na styku Andów i amazońskiego lasu mgielnego, by pozostała ukryta i odizolowana od świata. Ten naturalny filtr przez stulecia chronił miejsce przed nadmierną ingerencją człowieka. Teraz jednak planowana inwestycja infrastrukturalna może diametralnie zmienić sposób, w jaki podróżni docierają do świętej doliny – i wywołuje to gorącą debatę.

Podróż do Machu Picchu od zawsze była częścią doświadczenia. Tysiące osób każdego dnia dociera do Świętej Doliny Inków, aby zobaczyć jedno z najbardziej rozpoznawalnych stanowisk archeologicznych Ameryki Południowej. Jedni wybierają kilkudniowy trekking przez Andy, inni łączą przejazd samochodem z podróżą pociągiem i krótkim transferem autobusem serpentynami górskimi. Ten wieloetapowy dojazd dotąd ograniczał skalę ruchu turystycznego. Plan budowy nowego lotniska w regionie ma jednak skrócić drogę do zabytku i – według prognoz – zwiększyć liczbę odwiedzających nawet o 200%, co budzi sprzeciw części mieszkańców i ekspertów zajmujących się ochroną dziedzictwa kulturowego.
Port lotniczy Chinchero – skrócenie drogi do Machu Picchu czy początek sporów?
Wyprawa do najsłynniejszego, starożytnego cudu Ameryki Południowej wymaga czasu, dobrej kondycji i sprawnej logistyki, dlatego dla wielu podróżnych pozostaje trudna do zrealizowania. W odpowiedzi na te ograniczenia peruwiański rząd rozwija projekt międzynarodowego lotniska w Chinchero – andyjskiej miejscowości położonej na obrzeżach Świętej Doliny, znanej z silnie zakorzenionej społeczności tkackiej i ciągłości tradycji rzemieślniczych.
Plan zakłada, że nowy port lotniczy pozwoli turystom ominąć Limę, a często również Cuzco, skracając drogę do rejonu inkaskiej cytadeli o wiele godzin, a w niektórych przypadkach nawet o kilka dni. Ta inwestycja od dziewięciu lat funkcjonuje jako rozległy plac budowy – pierwotne terminy były już kilkakrotnie przesuwane, a obecnie zakończenie prac prognozowane jest na koniec 2027 roku.
Władze przedstawiają projekt jako narzędzie rozwoju dla rozległego, słabiej uprzemysłowionego regionu. Według Ministerstwa Transportu i Komunikacji koszt inwestycji szacowany jest na około 2,3 mld soli peruwiańskich (około 2,4 mld zł), a sama budowa wygenerowała ponad 5000 miejsc pracy. Docelowo korzyści ma odczuć blisko milion osób związanych bezpośrednio lub pośrednio z turystyką. Port zaprojektowano tak, by obsługiwał do ośmiu milionów pasażerów rocznie, co w ocenie rządu może zwiększyć napływ odwiedzających nawet o 200%. Ta skala wzrostu, choć atrakcyjna dla hoteli i operatorów wycieczek, budzi jednak poważne obawy.
Święta Dolina, wyrzeźbiona przez rzekę Urubambę i otoczona stromymi szczytami Andów, była duchowym i administracyjnym centrum imperium Inków. Do dziś funkcjonują tu dawne drogi, systemy irygacyjne, tarasy uprawne i stanowiska wydobycia soli, używane nieprzerwanie od stuleci. Przeciwnicy inwestycji (w tym społeczności rdzenne, archeolodzy i obrońcy przyrody) wskazują, że rozbudowa infrastruktury lotniczej może zaburzyć zasoby wodne, naruszyć siedliska dzikiej przyrody i osłabić integralność krajobrazu kulturowego, w którym dziedzictwo przedinkaskie i inkaskie pozostaje częścią codziennego życia mieszkańców, a nie wyłącznie atrakcją turystyczną.
Głosy sprzeciwu wobec lotniska w Peru
Wraz z postępem inwestycji coraz wyraźniej słychać głosy mieszkańców i przewodników, którzy obserwują zmiany zachodzące w peruwiańskiej dolinie na długo przed lądowaniem pierwszego samolotu. Luis Flores, związany z regionem od dzieciństwa przewodnik, podkreśla, że zagrożone jest przede wszystkim rolnicze dziedzictwo okolic Chinchero, czyli miejscowości Urquillos, nazywanej lokalnie „światową stolicą kukurydzy”. Uprawiana tu od stuleci kukurydza, występująca w dziesiątkach odmian i kolorów, rośnie na tarasach wzmacnianych oryginalnymi inkaskimi murami, które nie tylko kształtują krajobraz, lecz także chronią żyzną glebę przed erozją i utratą wilgoci.
Od momentu ogłoszenia budowy portu lotniczego wiele rodzin zaczęło jednak sprzedawać ziemię, widząc w tym szybszy zysk niż w wielopokoleniowej pracy na roli. W efekcie dawne pola ziemniaków, fasoli czy komosy coraz częściej ustępują miejsca zabudowie mieszkaniowej i inwestycjom komercyjnym, co zapowiada trwałe przekształcenie charakteru doliny. Zmiana nie dotyczy wyłącznie widoku: oznacza też osłabienie lokalnej samowystarczalności żywnościowej i zerwanie ciągłości tradycji rolniczych sięgających czasów prekolumbijskich.
Podobne obawy w rozmowie z BBC wyraża Lizbeth Lopez Becerra, przewodniczka z Cusco, która dostrzega potencjalne korzyści ekonomiczne, lecz zaznacza, że rozwój nie powinien wyprzedzać rzetelnej analizy skutków. Region już teraz zmaga się z przeciążeniem infrastruktury: jedyna główna droga bywa zakorkowana, część społeczności doświadcza niedoborów wody, a system gospodarowania odpadami działa na granicy wydolności. Wraz z napływem kolejnych inwestorów hotelowych presja na zasoby naturalne będzie rosnąć, co może pogłębić problemy sanitarne i środowiskowe. Co więcej, wieloletni mieszkańcy doliny zwracają uwagę na postępującą, chaotyczną urbanizację – szybkie wznoszenie hoteli i budynków usługowych odbywa się często bez spójnej wizji przestrzennej, przez co krajobraz kulturowy zaczyna tracić swoją historyczną czytelność.
Dodatkową warstwę niepokoju stanowi status Machu Picchu jako obiektu światowego dziedzictwa. UNESCO od lat monitoruje sposób zarządzania ruchem turystycznym w regionie, a obowiązujące limity wejść mają chronić delikatne struktury stanowiska. Przewodnik Efrain Valles Morales podkreśla jednak, że kluczowy problem nie sprowadza się wyłącznie do liczby odwiedzających, lecz do sposobu organizacji turystyki w całej dolinie. Wskazuje na potrzebę rozproszenia ruchu na mniej znane, lecz wartościowe miejsca – takie jak kanion Chonta, stanowisko astronomiczne Killa Rumiyoq czy tarasy w Surite – oraz inwestowania w szkolenia dla lokalnych przewodników. Tylko wtedy dochody z podróży będą mogły realnie wspierać społeczności, a presja na najbardziej wrażliwe obszary nie przekroczy granic, po których zmiany staną się nieodwracalne.
Nasza ekspertka
Sabina Zięba
Podróżniczka i dziennikarka, wcześniej związana z takimi redakcjami, jak m.in. „Wprost”, „Dzień Dobry TVN” i „Viva”. W „National Geographic” pisze przede wszystkim o ciekawych kierunkach i turystyce. Miłośniczka dobrej lektury i wypraw na koniec świata. Uważa, że Mark Twain miał słuszność, mówiąc: „Za 20 lat bardziej będziesz żałował tego, czego nie zrobiłeś, niż tego, co zrobiłeś. Więc odwiąż liny, opuść bezpieczną przystań. Złap w żagle pomyślne wiatry. Podróżuj, śnij, odkrywaj”.


