Tych zwierząt nie da się oswoić. Ale można sprawić, że będą ci jadły z ręki.

Jest siódma wieczorem, godzinę temu zapadł zmrok. Za mną długi dzień zwiedzania. Położony na wschodzie Etiopii Harar jest jednym z najbardziej fascynujących miejsc w Rogu Afryki. Zbudowany między VII a XI w., wpisany na listę dziedzictwa UNESCO, uznawany za czwarte święte miasto islamu – po Mekce, Medynie i Jerozolimie. W murach zjawiskowej białej starówki zachowało się ponad 90 meczetów (a jak twierdzą niektórzy – dokładnie 99, czyli tyle, ile imion Boga) i niezliczone kapliczki poswiecone świętym mężom. Niektóre znajdują się w prywatnych domach, do których bez większych problemów można wejść – wystarczy mieć znajomosci. Te nawiązałam chwilę wcześniej. Hajle jest chrześcijaninem, jak większość Etiopczyków, Ahmed muzułmaninem, jak większość harerczyków. Przyjaźnią się od lat, obaj są już studentami. To oni opowiedzieli mi o „Hyena-Manie”, czyli mężczyźnie, który codziennie pod murami Hararu karmi dzikie hieny. – Naprawdę o tym nie słyszałaś? Przecież reportaże robiły o nim najważniejsze zagraniczne telewizje, choćby CNN – dziwią się. Po czym dodają: – Musisz to zobaczyć! Wieczorem przechodzimy przez bramę Sanga i siadamy pod białymi murami Hararu. Powoli schodzą się gapie. Jest trójka zagranicznych turystów z kamerami,kilkoro etiopskich dzieciaków. Pojawia się i szczupły mężczyzna z wiaderkiem, w którym, jak się zaraz okaże, ma ochłapy mięsa. Zaczyna nawoływać.

– Każda hiena ma swoje imię – tłumaczy Ahmed. Najpierw słyszę charakterystyczny chichot, potem dostrzegam czerwone punkciki oczu. Czuję, jak skacze mi ciśnienie. Hieny wyłaniają się z mroku, szybko podbiegają do mężczyzny, chwytają mięso, które trzyma na kijku, i czmychają. Po chwili wracają, jest ich kilkanaście, kłębią się wokół niego, nie okazują strachu. On też wygląda na wyluzowanego. Karmi je prosto ze swoich ust. W pewnym momencie pokazuje, że i ja mogę je nakarmić. Pierwszy raz w życiu jestem tak blisko dzikich zwierząt, bez żadnego zabezpieczenia, ochrony, płotu. Zaskakuje mnie, jak są duże i – co tu kryć – niezbyt urodziwe. Jakby przykurczone tylne nogi, masywne szyja i głowa z wyjątkowo silnymi szczękami, o czym staram się zapomnieć. Nakładam mięso na patyk, wystawiam rękę. Jedna z hien skrada się do mnie… I szybko ściąga jedzenie. Na szczęście nie pomyliła mnie z wystawioną na kijku wołowiną! Za drugim razem jest łatwiej, za trzecim naprawdę zaczyna mi się podobać. Skąd wziął się zwyczaj karmienia hien w Hararze? Wersji jest kilka, tą opowiedzianą mi przez Hajle i Ahmeda jest historia wielowiekowej przyjaźni hien z harerczykami. To one mają ich ostrzegać przed zbliżającymi się klęskami, choćby głodu. Dziś pod murami zjawił się sąsiad i uczeń Yusufa Ahmeda, miejscowego rolnika, który nauczył się karmienia hien od swojego wuja.

– Kto wie, może ty będziesz następna – śmieją się chłopcy.

Anita Szarlik