Świat bije na alarm: wieczna zmarzlina zaczęła tajać. Lodowce topnieją. Ludzie będą mieli coraz mniej wody. A przecież w średniowieczu na Ziemi było równie ciepło jak dziś, kilka tysięcy lat temu – jeszcze cieplej. W dawnych interglacjałach warunki klimatyczne bywały różne, ale czasami nawet znacznie cieplejsze od obecnych.

Żyjemy w okresie interglacjalnym. Optimum klimatyczne tego interglacjału, czyli najcieplejsze warunki klimatyczne, mamy już za sobą – trwały od ok. 8 tys. do 4,5 tys. lat temu. W owym czasie bardzo podniósł się poziom światowego oceanu – na terenie dzisiejszej Polski Bałtyk sięgał aż po Malbork. Później przychodziły kolejno większe ochłodzenia i ocieplenia. I tak w średniowieczu w Europie było znacznie cieplej niż obecnie. W zachodniej Polsce rosła winorośl, a wikingowie pływali na Grenlandię i na Spitsbergen – pod późniejszymi osadami lodowcowymi znaleziono ich ślady. W połowie XIV w. doszło do wyraźnego ochłodzenia klimatycznego zwanego małą epoką lodową. Bałtyk zamarzł, a na Spitsbergenie nastąpiły wyraźne transgresje lodowców.

W połowie XIX w. mała epoka lodowa się skończyła. Notowany od tamtego czasu wzrost temperatur w opinii wielu naukowców wiąże się z nastaniem epoki pary. Błyskawiczny rozwój techniki oznaczał bowiem wypuszczenie w powietrze dwutlenku węgla. To on jest dziś powszechnie uważany za winnego globalnego ocieplenia. Przestańmy produkować CO2, a unikniemy katastrofy – alarmują ekolodzy.

Ale wśród uczonych zdania są podzielone. – Efekty cieplarniane są tylko jednym z czynników odpowiedzialnych za ocieplenie klimatu – mówi prof. Leszek Lindner z Uniwersytetu Warszawskiego. – Mała epoka lodowa skończyła się i wróciliśmy do warunków klimatycznych średniowiecza. Na to nałożyły się efekty cieplarniane. Za całość zmian klimatycznych w długim okresie odpowiedzialne są też inne czynniki, z których najważniejsze są astronomiczne. Według tzw. teorii Milankowicza zmianami klimatu na kuli ziemskiej rządzą cykle związane z ruchami globu, co powoduje, że promienie słoneczne w różnym czasie docierają do niego z różnym natężeniem. Co 90–100 tys. lat Ziemia zbliża się i oddala od Słońca, a zlodowacenia kontynentalne też pojawiają się co ok. 90–100 tys. lat. Mało tego – co mniej więcej 40 tys. lat oś obrotu Ziemi zmienia kąt nachylenia w stosunku do ekliptyki, czyli płaszczyzny, w której zawiera się orbita planety.

W takim samym czasie pojawiają się także kolejne cykle klimatyczne. Dodajmy do tego zmianę położenia osi naszej planety w wyniku precesji, następującą w ciągu 20–26 tys. lat. Rytm zmian klimatycznych wg Milankowicza pokazuje, że czeka nas powolne ochładzanie klimatu, a efekt cieplarniany ten proces jedynie nieco zaburzył. Ochłodzenie może jednak przyjść dopiero za 2–3 tysiące lat. Rola CO2 nie jest zatem aż tak wielka, jak się jej przypisuje, twierdzi profesor, zwłaszcza że wśród gazów cieplarnianych stanowi on zaledwie kilka procent. Ponad połowę udziału para wodna, która jest największym filtrem dla energii słonecznej.

Obecnie średnia temperatura na ziemi wynosi ok. 15°C, ale gdyby nie owe gazy cieplarniane i atmosfera, mielibyśmy też kilkanaście stopni, tyle że na minusie. Na zmiany klimatyczne duży wpływ ma również ocean, który rozprowadza ciepło po kuli ziemskiej. Gdyby nie Prąd Zatokowy, czyli Golfstrom, warunki klimatyczne w Polsce byłyby takie jak w północnej Kanadzie. (Są wśród uczonych zwolennicy teorii, która mówi, że dopływ wody z topniejących lodowców może ów prąd osłabić).

Cóż zatem robić? Bez wątpienia powinniśmy starać się wypuszczać mniej gazów cieplarnianych do atmosfery, ale nie demonizować efektu cieplarnianego. A jak ograniczać jego skutki? Przede wszystkim chwytać i gromadzić wodę wszędzie tam, gdzie to możliwe. Zajrzyj na forum NG, gdzie nasza społeczność wypowiada się o efekcie cieplarnianym. Przyłącz się do tej dyskusji.