„Mój dziadek marzył, by tam wrócić” – 100 lat później wnuk Arkadego Fiedlera odwiedził tę samą wioskę na Madagaskarze
Ambinanitelo to wioska na Madagaskarze, która zyskała sławę dzięki Arkademu Fiedlerowi – niemal sto lat później znów stała się celem podróży. Tym razem na największą wyspę Afryki dotarł wnuk pisarza. Wszystko po to, by zrealizować niespełnione marzenie dziadka.

Spis treści:
- Wnuk Arkadego Fiedlera pisze do National Geographic Polska
- Dlaczego Arkady Fiedler chciał wrócić na Madagaskar?
- Ambinanitelo – wioska, która zapadła w pamięć Polakom
- Spotkanie z potomkami dawnych bohaterów Madagaskaru
- Trudne rozmowy i nieoczekiwane napięcia w Ambinanitelo
- Czy Ambinanitelo się zmieniło? Tak i nie
- Co w Ambinanitelo pozostało takie jak dawniej?
- Pożegnanie, które połączyło dwa światy
Madagaskar od zawsze rozpalał wyobraźnię podróżników i marzycieli. Dla Marka O. Fiedlera jednak ta wyspa to coś więcej niż egzotyczne pejzaże i wspomnienia z książek – to miejsce głęboko związane z historią rodziny. W ślad za dziadkiem Arkadym Fiedlerem, wyruszył do Ambinanitelo, by odnaleźć ślady jego obecności i zrozumieć, co tak bardzo przyciągało go do tej afrykańskiej wioski. To była podróż przez czas, przestrzeń i pamięć, w której przeszłość mieszała się z teraźniejszością.
Wnuk Arkadego Fiedlera pisze do National Geographic Polska
W styczniu 2008 roku – w dokładnie setnym wydaniu magazynu „National Geographic Polska” – opublikowaliśmy fotoreportaż zbudowany z większości niepublikowanych dotąd fotografii Arkadego Fiedlera z jego podróży na Madagaskar, którą podróżnik odbył w latach 1937–1938. Kiedy więc jesienią ubiegłego roku napisał do nas Marek O. Fiedler, wnuk podróżnika, wiedzieliśmy, że musimy tę historię pociągnąć.
– W tym roku udałem się do wsi Ambinanitelo na Madagaskarze – miejsca, które prawie dziewięćdziesiąt lat temu odwiedził mój dziadek, Arkady Fiedler – pisał w liście do redakcji Marek O. Fiedler – Podczas pobytu starałem się odtworzyć jego ścieżki, rozmawiałem z
mieszkańcami oraz wykonałem serię fotografii, zestawiając współczesny obraz tego miejsca z tym, jaki uwiecznił mój dziadek w swoich
czarno-białych zdjęciach.
Oto historia niezwykłej wyprawy śladami dziadka opowiedziana przez jego wnuka.
(wstęp do artykułu pochodzi od Łukasza Załuskiego, redaktora naczelnego National Geographic Polska).
Obejrzyj galerię zdjęć.
1 z 8

madagaskar marek o. fiedler
2 z 8

madagaskar marek o. fiedler
3 z 8

madagaskar marek o. fiedler
4 z 8

madagaskar marek o. fiedler
5 z 8

madagaskar marek o. fiedler
6 z 8

Marek O. Fiedler wyruszył na Madagaskar śladami sławnego dziadka.
7 z 8

Marek O. Fiedler wyruszył na Madagaskar śladami sławnego dziadka.
8 z 8

arkady fidler podróż wnuka
Dlaczego Arkady Fiedler chciał wrócić na Madagaskar?
Kiedyś mój ojciec opowiedział mi, że u schyłku życia, bardzo schorowany i słaby, mój dziadek – pisarz i podróżnik Arkady Fiedler – powiedział, iż gdyby mógł wyruszyć w jeszcze jedną, ostatnią wyprawę, wybrałby się właśnie do Ambinanitelo na Madagaskarze. Niestety, ostatnie marzenie odchodzącego podróżnika do nieznanego świata nie zostało zrealizowane. Dziadek zawsze powtarzał, że jeśli mamy szczere i prawdziwe marzenia, płynące prosto z serca, to staną się one rzeczywistością.
Nigdy nie miałem okazji go poznać – i to zawsze było dla mnie źródłem cichego smutku. By lepiej go zrozumieć, by zbliżyć się do niego choćby przez miejsca i wspomnienia, wyruszyłem na tę afrykańską wyspę z osobą, która jest mi bardzo bliska – z żoną Stefanią.
Dorastałem w jego domu, ze ścian spoglądały na mnie fotografie ludzi z różnych kontynentów, a między nimi pamiątki z dalekich wypraw – maski, figury, motyle, łuki, tkaniny, które pachniały przygodą i niosły w sobie tęsknotę za tropikalnym światem. Były dla mnie wrotami do innej rzeczywistości – świata bujnej puszczy, barwnych owadów, ludzi o innym kolorze skóry, mówiących niezrozumiałą mową, i kultur odległych od polskiej codzienności.
Ambinanitelo – wioska, która zapadła w pamięć Polakom
Ambinanitelo całkowicie pochłonęło mojego dziadka. W samej wiosce spędził kilka miesięcy na przełomie 1937 i 1938 roku. Zbierał owady dla warszawskiego Muzeum Przyrodniczego, a równocześnie szukał śladów Maurycego Beniowskiego – legendarnego awanturnika, który w XVIII wieku miał wznieść w okolicy Fort Augusta. Owocem tej podróży stała się książka „Madagaskar. Gorąca wieś Ambinanitelo”. To właśnie ona sprawiła, że przed wojną i później w czasach PRL ta niewielka wioska stała się jednym z najsłynniejszych miejsc na mapie wyobraźni Polaków.
W latach 80. Andrzej Waligórski napisał piosenkę satyryczną „Mały geograf”, w której pojawiały się aluzje do Arkadego Fiedlera i Madagaskaru. Tekst – dziś uznawany za obraźliwy – pokazuje, jak mocno nazwisko mojego dziadka kojarzono w Polsce właśnie z tą odległą, gorącą wyspą.
Ja sam od zawsze marzyłem, by zobaczyć Ambinanitelo i sprawdzić, jak wygląda niemal sto lat później. W końcu udało mi się zrealizować to marzenie.
Spotkanie z potomkami dawnych bohaterów Madagaskaru
Ambinanitelo, zamieszkane przez lud Betsimisaraka – jedną z największych grup etnicznych na Madagaskarze – przywitało nas z rezerwą. Najpierw do naszej obecności przekonały się dzieci, a dopiero później dorośli.
Po wiosce oprowadzał nas 63-letni burmistrz. Pokazał miejsce, w którym niegdyś mieszkał Fiedler. Oryginalny dom na palach nie przetrwał – zniszczyła go powódź. Rzeka Antainambalana co kilka lat zalewa dolinę. Dziś, przed nową chatą, stoi pomnik Arkadego Fiedlera, wykonany przez Alberta Ziębę – Polaka, prezesa stowarzyszenia Polska na Madagaskarze i odkrywcę właściwej lokalizacji Fortu Augusta.
To właśnie tam, przed popiersiem mojego przodka, w upalne popołudnie, zorganizowano dla nas spotkanie z mieszkańcami. Pokazaliśmy im fotografie wykonane przez Arkadego Fiedlera w 1937 roku oraz jego książkę. Przyszły tłumy. Malgasze byli poruszeni – wielu z nich po raz pierwszy zobaczyło obrazy sprzed niemal dziewięciu dekad. Zostawiliśmy we wsi reprodukcje zdjęć z 1937/38 roku i egzemplarz „Gorącej wsi Ambinanitelo”. Mieszkańcy poprosili, by książkę przetłumaczyć na język malgaski.
Trudne rozmowy i nieoczekiwane napięcia w Ambinanitelo
Ambinanitelo to wieś gościnna, ale ulega silnym emocjom, które potrafią wybuchnąć jak wulkan. Spowodowane jest to traumatycznymi doświadczeniami kolonialnymi.
Pamiętam spotkanie z młodym mężczyzną, któremu chciałem przybić piątkę – zwykły gest sympatii. On jednak zareagował gwałtownie i domagał się, abym go przeprosił. Zaskoczony, spytałem – za co? Odpowiedział stanowczo: „Za to, co Francja zrobiła Madagaskarowi.” Wyjaśniłem, że nie jestem Francuzem, lecz Polakiem. W jednej chwili napięcie opadło, a wrogość zmieniła się w serdeczność.
Razem ze Stefanią szukaliśmy instrumentów muzycznych i lokalnego rękodzieła, które moglibyśmy przywieźć do Muzeum Arkadego Fiedlera w Puszczykowie. W jednej z uliczek, między bambusowymi domami, zobaczyliśmy grupę mężczyzn wracających z pola z maczetami. Uradowany, zainteresowałem się jedną z nich – chwyciłem maczetę z nadzieją, że uda się kupić lokalny wyrób. Niestety, na ostrzu widniał wybity napis „Made in China”. Rozczarowany, odłożyłem maczetę.
Czy Ambinanitelo się zmieniło? Tak i nie
Dziadek pisał o „urokliwej, zdrowej dolinie, zbudowanej na czystym, białym żwirku”. I rzeczywiście – ten żwirek wciąż tam jest. Drogi nie są asfaltowe, ale błota nie ma – pod stopami wciąż ten sam jasny, suchy grunt. Mieszkańcy nadal zajmują się uprawą ryżu i żyją spokojnie, w rytmie natury.
Ale pewnych obrazów z książki Fiedlera już nie ma. W 1937 roku pisał:
Z ciemności przychodziły do nas przeciągłe, poważne głosy i wypełniały całą dolinę. Wypełniały jakby żałosną skargą, jakby prośbą o zmiłowanie, o zaprzestanie męki. O spokój. To lemury. Wyły do naszego światła.
Dziś lemurów w Ambinanitelo już nie słychać. Puszcza wokół wsi została wycięta, a zwierzęta – po prostu zostały zjedzone. Gdy Fiedler odwiedził Madagaskar w 1937 roku, wyspę zamieszkiwało 3,5 miliona ludzi. Dziś – ponad 32 miliony. Prognozy mówią, że do 2050 roku liczba ta sięgnie 53 milionów.
Zmieniła się także noc. Fiedler opisywał, jak rozwieszał białe prześcieradło na zewnętrznej ścianie chaty i oświetlał je lampą benzynową – z pól i puszczy nadlatywały tysiące owadów. Dziś Ambinanitelo ma elektryczność z paneli słonecznych. Na ulicach świecą chłodne lampy LED. Patrzyłem uważnie – owady wciąż lecą do światła, ale jest ich znacznie mniej niż w Polsce latem. I nie są już gigantyczne.
Co w Ambinanitelo pozostało takie jak dawniej?
Do wioski trafia pomoc charytatywna – paczki z ubraniami z Europy i Ameryki. Mieszkańcy chodzą więc w rzeczach z second-handów, ubierają się podobnie jak my. Własne wyroby uznali za coś gorszego, mniej wartościowego.
Jednak jedno pozostało niezmienne: bambusowe chaty, pola ryżowe i rzeka, w której codziennie toczy się życie. Tam ludzie kąpią się, piorą ubrania, myją naczynia i łowią ryby. Rzeka Antainambalana, podobnie jak przed blisko stu laty, wciąż jest sercem wsi – źródłem życia i miejscem spotkań. Tak samo jak wtedy, w użyciu pozostają kosze i okrągłe tace z rafii, służące do przesiewania ryżu – ręcznie wyplatane, trwałe i piękne w swej prostocie. Łodzie cały czas budowane są w taki sam sposób, jak robili to ich przodkowie.
Pożegnanie, które połączyło dwa światy
Na pożegnanie spotkała nas wielka niespodzianka. Mieszkańcy wręczyli nam prezent dla Muzeum Arkadego Fiedlera w Puszczykowie – dwie maski wykonane przez lokalnego ombiasę, tradycyjnego uzdrowiciela i strażnika dawnych wierzeń. Ten dar miał w sobie coś więcej niż tylko materialną wartość – był symbolem wdzięczności i mostem między dwiema kulturami. Z naszej wyprawy do Ambinanitelo można obejrzeć film na kanale YouTube: „Wabi nas Świat”.
Ambinanitelo marzy dziś o tym, by powstała tam polska szkoła. Ludzie prosili nas, byśmy jeszcze do nich wrócili. Ta podróż była dla mnie czymś więcej niż spełnieniem dziecięcego marzenia. To było spotkanie dwóch czasów – roku 1937 i 2025. Spotkanie z pamięcią dziadka i z żywą teraźniejszością. Ambinanitelo wciąż tętni życiem, wciąż żyją tam ludzie o otwartych sercach. Ale równocześnie widać, jak presja demograficzna i wycinka lasów zmieniają oblicze tej wioski – i całego Madagaskaru.
Dziadek nie wrócił, a ja wróciłem dzięki niemu.
Źródło: National Geographic Polska

