To tutaj powstał jeden z najsłynniejszych bohaterów świata. Region pozostał zaskakująco surowy
Wiatraki, muzea, hotele, nawet jedzenie. W regionie La Mancha wszystko ma związek z Miguelem de Cervantesem.

Spis treści:
- Wiatraki jak z powieści Cervantesa – które są oryginalne, a które to repliki?
- Żywy Don Kichot i Sancho Pansa – inscenizacja, która chwyta za serce
- Dulcynea, Casa de la Torre i smak La Manchy – śladami kobiety, która nie zauważyła Don Kichota
- Najbardziej wielojęzyczna książka świata? W El Toboso znajdziesz ponad 700 wydań „Don Kichota”
Juan Bautista raz w miesiącu wspina się na drewniane ramiona zabytkowego wiatraka w miasteczku Campo de Criptana. Jako młynarz i specjalista od wiatraków pracuje od 28 lat. Z białą płachtą przewieszoną przez ramię wygląda na pionowej ścianie trochę jak superbohater. Jego misja? Założyć żagle na wszystkie cztery ramiona. Dzięki temu nieruchomy szkielet za chwilę ożyje, o ile tylko pozwoli na to łaskawy podmuch.
Wiatraki jak z powieści Cervantesa – które są oryginalne, a które to repliki?
Juan Bautista, nim zaczął się wspinać, sprawdził wraz z bratem José Maríą kierunek wiatru i ustawił skrzydła w odpowiednią stronę. – Widzisz te trzy wiatraki z ciemnego drewna? Są zabytkowe, można je obracać – tłumaczy mi Susana z biura promocji miasta. – Reszta powstała w latach 50. To repliki, postawione, by zachować dawny krajobraz – wskazuje kilka smukłych wież. Niestety dziś prawie nie wieje, więc mimo wysiłków Juana Bautisty skrzydła ani drgną. Dla mnie to jednak niezwykła okazja, by móc wyobrazić sobie, jak wyglądało całe wzgórze pod białymi żaglami.
„Don Kichot spostrzegł z daleka ze 30 lub 40 wiatraków” – tak rozpoczyna się ósmy rozdział pierwszej części powieści Miguela de Cervantesa. Badacze nie mają pewności, gdzie dokładnie błędny rycerz zobaczył skrzydlate wieże, ale mogło to być właśnie w Campo de Criptana. Ze spisów katastralnych sprzed stuleci wiemy, że takich młynów znajdowało się tu aż kilkadziesiąt. – Cała okolica należała do zakonu św. Jakuba. W XVI w. tylko to zgromadzenie posiadało królewski przywilej budowania wiatraków – tłumaczy Susana. W innych zakątkach La Manchy, krainy nieopodal Madrytu, podobne konstrukcje pojawiły się znacznie później – choćby w mieście Consuegura, która też bywa łączona z powieścią Cervantesa. Tamtejsze wiatraki pochodzą jednak z połowy XIX w.
Żywy Don Kichot i Sancho Pansa – inscenizacja, która chwyta za serce
Turystów do Campo de Criptana przyciągają nie tylko wiatraki, z których jeden raz w miesiącu jest wprawiany w ruch przez braci Sanchez-Bermejo. Gdy rozmawiam z Juanem Bautistą, kątem oka dostrzegam, jak grupka gapiów gromadzi się wokół dwóch starszych panów w dziwnych strojach. Ten drobny i niewysoki dzierży lancę, a na głowie ma hełm w kształcie miski golibrody. To jedna z najbardziej charakterystycznych sylwetek w dziejach literatury.
Ale nie tylko za sprawą rekwizytów od razu rozpoznaję hiszpańskiego bohatera Don Kichota. Odgrywający go mężczyzna jest stworzony do tej roli – ma szczupłą, pooraną zmarszczkami twarz, nieobecne spojrzenie i ciepły, ujmujący uśmiech. Stoi cichutko z boku, podczas gdy rubaszny i rozgadany Sancho Pansa kokietuje widzów. Po chwili rozpoczyna się przedstawienie: inscenizacja fragmentu, w którym Don Kichot przypuszcza szarżę na „olbrzyma”, biorąc wiatraki za groźne giganty. Nie trzeba znać powieści o szlachcicu z La Manchy, by domyślić się, że ten atak nie może się udać.
Rycerz w rzeczywistości nazywa się José María Ortega i jest emerytowanym rolnikiem. Wspólnie z piekarzem Vicente Muñozem, powieściowym giermkiem, należą do opiekującego się wiatrakami stowarzyszenia, Asociación Hidalgos Amigos de los Molinos. José María i Vicente jako aktorzy amatorzy od ćwierćwiecza wcielają się w postacie z powieści Cervantesa. I choć czasem zapominają swoich kwestii, z odsieczą musi pospieszyć im suflerka, jest to najbardziej wzruszające przedstawienie, jakie mogłam sobie wyobrazić. Krucha postać Don Kichota w zestawieniu z majestatycznymi wiatrakami doskonale oddaje realia rozpaczliwie nierównej walki.
Dulcynea, Casa de la Torre i smak La Manchy – śladami kobiety, która nie zauważyła Don Kichota
Z areny przegranego pojedynku ruszamy w miejsce bliższe sercu błędnego rycerza – do El Toboso, gdzie mieszkała jego ukochana. Po obu stronach szosy aż po horyzont ciągną się równe rzędy winorośli i drzew oliwnych. Docieramy do miasteczka późnym popołudniem, gdy na kościelną wieżę padają ostatnie promienie słońca, a białe ściany domów odbijają niebieskawe światło dopiero co zapalonych latarni. W brukowanych uliczkach słyszymy tylko echo własnych kroków – niczym w mieście duchów, po którym błąkają się zagubione postacie z powieści.

Przyjechaliśmy zbyt późno, żeby zajrzeć do głównej atrakcji, czyli świetnie zachowanego Domu Dulcynei, gdzie przed wiekami mieszkał niejaki don Esteban z siostrą Aną. Według niektórych źródeł to ona miała być pierwowzorem damy serca Don Kichota. Okazuje się jednak, że miejsce, w którym spędzimy noc, także niewiele się zmieniło od czasów Cervantesa.
– Czujcie się jak u siebie – wita nas Isabel Fernández, właścicielka hotelu Casa de la Torre. Ma krótkie siwe włosy i ciemne, śmiejące się oczy. Na kolację założyła białą koronkową bluzkę i fartuch, co w chłodnych XVI-wiecznych murach wydaje mi się nie lada bohaterstwem; ja mam na sobie dwa swetry. – Jestem prawdziwą kobietą z La Manchy. U siebie nigdy nie marznę – śmieje się Isabel. W jej hotelu naprawdę można się poczuć jak w domu, choć dom to raczej zamożny. Zabytkowe wnętrze mojego pokoju ocieplają drewniane meble w stylu epoki.
Nas rozgrzeje zaś kolacja, którą gospodyni przygotowała sama. Na pierwsze danie gęsty sos pisto manchego. – To nic takiego, tylko pomidory i papryka z oliwą z oliwek. Ale przyrządzone wedle przepisu mojej babci: dużo cierpliwości i żeliwna patelnia – opowiada. Duszenie warzyw przez 8 godz. wymaga wytrwałości i jest jakby nie z tej epoki. Isabel podaje pisto ze świeżymi bułkami i sadzonym jajkiem kuropatwy; po nim na stół trafiają croquetas z szynki, mięsa z rosołu i beszamelu, a na koniec salpicón – mięsna potrawka z książki kucharskiej z czasów Filipa II. To za panowania tego monarchy żył Cervantes.
W hotelu wszystko wiąże się z hiszpańskim pisarzem. Nad długim stołem wisi portret Dulcynei pędzla Arsenii Tenorio. – Artystka przedstawiła ją pośród świń, jak zwykłą dziewczynę z La Manchy. Z książki wiemy, że Dulcynea była chłopką, że świetnie soliła wieprzowinę, a jak krzyknęła, to słyszała ją cała okolica. To ona zwoływała chłopów z pola. Kawał baby! – mówi z uznaniem Isabel.
Z jednej z opowieści Don Kichota wynika również, że gdy on ją ujrzał i zapamiętał na zawsze, ona wcale go nie zauważyła. Dlatego na obrazie rycerz przedstawiony jest jako ledwie widoczny cień za plecami bohaterki.
Z inicjatywy Isabel Fernández ukazało się kilka unikatowych wydań dzieł pisarza – choćby „Don Kichot” przepisany ręcznie przez znanych literaturoznawców oraz gości i przyjaciół Casa de La Torre, w przekładzie na 67 języków! Są w nim fragmenty po polsku, w keczua i w guarani, po kurdyjsku i aramejsku. 127 osób z całego świata usiadło, by wykaligrafować rozdziały wskazane przez pomysłodawczynię. Książkę wydano w 300 egzemplarzach; po jednym otrzymał każdy z twórców, pozostałe trafiły do kolekcjonerów.
Najbardziej wielojęzyczna książka świata? W El Toboso znajdziesz ponad 700 wydań „Don Kichota”
Isabel poza swoimi wydaniami ma też imponującą kolekcję dzieł Cervantesa w różnych językach w bibliotece obwieszonej rycinami i obrazami inspirowanymi „Don Kichotem”. To nie jedyny taki zbiór w El Toboso. Drugi, znaczenie starszy, znajduje się w Museo Cervantino. Przez drzwi z witrażem przedstawiającym błędnego rycerza wchodzimy do instytucji poświęconej jednej jedynej książce.
Pomysłodawcą placówki był burmistrz Jaime Martínez Pantoja. W 1926 r. napisał do ambasadorów różnych krajów w Hiszpanii z prośbą, by przesłali do jego rodzinnego miasta egzemplarz najsłynniejszego dzieła Cervantesa przełożonego na swój język. Jako że Don Kichot z La Manchy jest ponoć, zaraz po Biblii, najczęściej tłumaczonym dziełem na świecie do El Toboso zaczęły wkrótce spływać książki. Zebrało się ich ponad 700.
Ta wielość języków doskonale oddaje ducha epoki, w której Cervantes pisał „Don Kichota”. Choć działo się to już po wypędzeniu innowierców z Hiszpanii przez królów katolickich, Półwysep Iberyjski nadal był tyglem kultur, co znajduje odbicie w powieści. Dziś w La Manchy można już tylko szukać śladów tego świata. Choć region znajduje się obok Madrytu, pozostaje z boku turystycznych szlaków. Lekko zapatrzony w przeszłość, jest idealnym miejscem na odpoczynek.
Źródło: National Geographic Traveler

