Magistrali Bajkalsko-Amurskiej (BAM) brak sławy, jaką cieszy się przeszło stuletnia Kolej Transsyberyjska. Choć jest o połowę krótsza (ok. 4 300 km), a pociągi kursują tędy rzadziej, jej wielkim atutem są dziewicze tereny i potężne rzeki, które przecina.

Magistrala urzekła mnie krajobrazami, które do czasu budowy zamieszkiwali niemal wyłącznie Buriaci, Ewenkowie, Jakuci. Już od początkowej stacji (Tajszet) jej trasa przebiega wśród gór, osiągających nawet 2 000 m n.p.m. Większość przystanków nosi oryginalne nazwy – Ikabiekan, Goudżekit, Cziapo-Ołogo. Są to niewielkie osiedla, za granicami których bezludne przestrzenie ciągną się aż po Ocean Lodowaty. W końcowym biegu BAM rozgałęzia się na kilka nitek pozwalających wrócić do „starego” Transsibu. Myśl o bezpieczniejszej, północnej nitce syberyjskiej kolei nabierała kształtu w początkach XX w., kiedy wojna rosyjsko-japońska wykazała niezbyt korzystną lokalizację Kolei Transsyberyjskiej. Realizacją idei „drugiego Transsibu”, bardziej oddalonego od granicy z Mandżurią, zajął się dopiero Związek Radziecki. Krótkie odcinki trasy, która miała umożliwić eksploatację bogactw Zabajkala, budowali często łagiernicy. Pełną parą prace ruszyły od 1974 r. BAM zyskał miano jednej ze sztandarowych budów komunizmu, a na bezludzia ściągali entuzjaści z całego ZSRR. Zmierzające naprzeciw siebie trakcje połączono po 10 latach budowy. Niemal każda republika objęła patronatem jakiś odcinek – świadectwem tego są dworce z charakterystycznymi elementami dekoracji. Radziecka propaganda uczyniła z BAM i jego budowniczych bohaterów. Jednak dziś trasą przewozi się mniej towarów, niż zakładały plany. Osiedla się nie rozwijają, dworce świecą pustkami. Magistrala umożliwia dotarcie do południowej Jakucji, dojechanie na północny kraniec Bajkału. Dla mnie była okazją do spotkania z ewenkijskimi myśliwymi i pasterzami reniferów. BAM daje szansę każdemu, kto marzy o eksploracji dziewiczych obszarów.