Reklama

Spis treści:

  1. Miód z Zagori jak naturalny antybiotyk – pszczoły mają tu swój Eden
  2. Trafiłem na grecki kraniec świata
  3. Turkusowa rzeka, dzikie zwierzęta i górskie ścieżki tylko dla wytrwałych
  4. Tajemnicze źródła Papingo i skalna studnia ukryta wśród drzew
  5. Jak zaplanować podróż do Epiru

Nie widziałem ani jednej łodzi rybackiej. Zamiast bielonych domów mijałem chałupki z kamienia przykryte łupkowym dachem. Nie zamówiłem nawet pół talerza kalmarów, ale próbowałem za to aromatycznej koźliny. Trafiłem do Grecji alternatywnej. W akompaniamencie dźwięków krowich dzwonków i aromacie dymu ulatującego przez kominy wiejskich domów zanurzam łyżkę w miseczce z miodem.

Zagori to inna Grecja

Jestem w Epirze, rejonie Zagori, na północno-zachodnim skrawku Grecji. Bliżej mu do Alp niż do rozbawionych wakacyjnymi imprezami wysp Hellady. To kraina gór, lasów, niedźwiedzi i poobijanych pikapów przewożących po krętych drogach ule pełne pszczół. Pszczelarstwo jest tu bowiem tradycją kultywowaną od setek, jak nie tysięcy lat. – Epir, a szczególnie geopark Vikos, słynie z bioróżnorodności – mówi Eleni Plachoura, która wraz z partnerem, Vassilisem, ma całkiem pokaźną liczbę uli. – Rosną tu setki roślin, ziół i kwiatów. Dla pszczół to Eden!

Epir to kraina gór, lasów, niedźwiedzi
Epir to kraina gór, lasów, niedźwiedzi fot. Shutterstock

Na potwierdzenie wyjątkowości miodu z Zagori Eleni ma papiery – sprzedawany przez nią produkt został zbadany na uniwersytecie w Tesalii i okazało się, że miód ma najwyższy z możliwych poziom przeciwutleniaczy oraz składników o działaniu zbliżonym do antybiotyków. Inaczej mówiąc, to bomba zdrowotna. – To nie dotyczy wyłącznie naszych miodów, ale większości z tych, które pozyskiwane są w tych górach – mówi Eleni. – Kluczowe bowiem są warunki, w których żyją pszczoły. A Zagori to wciąż jeden z najmniej zmienionych przez cywilizację rejonów Grecji, a może i Europy.

Trafiłem na grecki kraniec świata

Jeszcze w latach 50. ubiegłego wieku nie było tu żadnych utwardzonych dróg, korzystano jedynie ze ścieżek puszczonych nad potokami łukowatymi mostami z kamienia. Nazwa regionu ma zresztą słowiańskie pochodzenie i wywodzi się od „za gori”, czyli „za górami”, sugerując, że przez setki lat te ziemie znajdowały się z dala od szlaków oraz zainteresowania świata.

Nawet za czasów otomańskich Epir zachował sporą niezależność. Tureccy najeźdźcy szybko zdali sobie sprawę, że tych gór nie da się w pełni kontrolować. Nie bardzo więc wtrącali się w życie miejscowych, wiedząc, że jeżeli ci zechcą sięgnąć po broń i zaszyją się w tutejszych dolinach i gęstych lasach, będą mogli odpierać ataki w nieskończoność.

Góry, ciągnące się aż od Albanii, są częścią masywu Pindos, drugiego pod względem wysokości po Olimpie łańcucha górskiego w Grecji. W obrębie wytyczonego parku narodowego, na powierzchni ponad 200 tys. ha, mieszka zaledwie ok. 4 tys. ludzi. Większość żyje w 46 tradycyjnych wioskach w regionie Zagori.

Gdy siedzę przy śniadaniu na tarasie butikowego, działającego w zrównoważony sposób hotelu, patrząc na wysokie szczy Astraki w oddali oraz skąpaną w ciemnej zieleni drzew szczelinę wąwozu Vikos, tę pustkę czuję niemal namacalnie. Zagori jest oazą pozwalającą odpocząć od miejskiego zgiełku, pośpiechu, tłumów i hałasu. Sunę wzrokiem po wygiętej w łuk linii kanionu, wyłapując w oddali kamienne zabudowania. Gdzieś tam kryją się też Drakolimni – Smocze Jeziora, oraz rzeka Voidomatis. Małe akweny są reliktami polodowcowymi, stawami o głębokości ok. 5 m leżącymi na dnie dolin. Rzeka przecinająca wąwóz uważana jest natomiast za jedną z najczystszych rzek w Europie.

Vikos ma długość 20 km, szerokość 400 m i głębokość dochodzącą do 1600 m. Przewodnicy podają często informację, że to najgłębszy kanion na świecie, w rzeczywistości jednak Vikos dzierży miano lidera tylko wtedy, gdy weźmie się stosunek szerokości do głębokości. Niezależnie od rekordów jest jednak miejscem imponującym. Patrzę na niego z oddali, myśląc o siłach natury, które przez mniej więcej 150 mln lat kształtowały to miejsce. O uporczywym działaniu czasu, wiatru i wody – rzeźbiarzy tej głębokiej szczeliny, którą można przemierzyć podczas kilkugodzinnego trekkingu.

Turkusowa rzeka, dzikie zwierzęta i górskie ścieżki tylko dla wytrwałych

Park Narodowy Vikos-Aoös w całości skrojony jest na potrzeby pieszych. Przez ostatnie dziesięciolecia przybyło tu co prawda dróg i ulic, wciąż jednak do wielu miejsc i wiosek można się dostać wyłącznie na własnych nogach. Drogowskazy często podają zresztą nie dystans, jaki dzieli cię od określonego punktu, lecz czas, jaki zajmie ci jego pokonanie pieszo. Zamiast kilometrów na tych tabliczkach widnieją godziny.

Rano przy tablicy w Monodendri, będącej umownym początkiem szlaku, Znak wskazywał, że czeka mnie 5 godz. marszu. Z doświadczenia wiedziałem jednak, że te liczby nie uwzględniają zazwyczaj postojów na odpoczynek. Realnie więc na przebycie tych 12 km potrzeba 6–7 godz.

Grecja, której nie znacie. Przedstawiamy mniej znane kierunki, które idealnie nadadzą się na aktywny urlop
Region Zagori w górach Pindus fot. P. Merakos

Kamienista ścieżka poprowadziła mnie prosto do kanionu. Poczułem się jakbym nurkował w utkaną z zieleni głębinę. Stoki wąwozu porasta las słynący z jednej z największej różnorodności gatunków drzew w Europie. Na obszarze, dającym się objąć kilkoma spojrzeniami, rosną klony, jesiony, dęby, leszczyny, lipy, sosny, jałowce i buki. W Vikos pojawiają się niedźwiedzie brunatne, ale też wilki i rysie.

Dnem wąwozu, do którego docieram po chybotliwym, trudnym w pokonaniu rumoszu, biegnie jedna ścieżka. Prowadzi mnie wzdłuż koryta rzeki, której poziom latem jest bardzo niski. Moje plany zanurzenia się w chłodnych wodach Voidomatis spełzły więc właśnie na niczym. Nawet przy takiej suszy widać jednak, że rzeka mieni się turkusowym kolorem. W nurcie odbijają się niebo i zieleń drzew, ale intensywny kolor nadaje przede wszystkim wapienne podłoże.

Tajemnicze źródła Papingo i skalna studnia ukryta wśród drzew

Przez kolejne kilka godzin ścieżka kluczy, kreśląc łuki, kilka razy wspina się na wzniesienia, by po chwili z nich opaść. Nie jest trudna, ale wymaga uwagi, podłoże w większości jest kamieniste i niestabilne, kroki trzeba więc stawiać ostrożnie. Pod koniec wędrówki docieram do rozwidlenia. Po lewej, wysoko w górze, jest mój cel, wioska Vikos, do której prowadzi stroma dróżka. Po prawej druga, idąca do źródeł Papingo, o czym informuje drewniana tabliczka. Dzieli mnie od nich zaledwie 5 minut marszu, postanawiam więc nadłożyć drogi i odbijam na chwilę z głównego szlaku.

Docieram do piętrowych skalnych półek, pośród których przeciska się potok Rugova. Chcąc iść dalej, muszę zdjąć buty. Wędruję po zalanym wodą kamieniu, mając po obu stronach schodkowe ściany porośnięte drzewami. Nie ma tu nikogo, a ja się czuję, jakbym wkraczał w jakąś baśniową przestrzeń. Kilka razy przeskakuję rzeczkę, a chłód jej wody wbija mi się drobnymi igłami w stopy. Przekraczam niskie kaskady, nasłuchuję dudniących gdzieś w pobliżu wodospadów. Woda rozlewa się na kilka naturalnych basenów obramowanych przez łupkowe skały.

W końcu docieram do zwężenia – ściany napierają na siebie, a kaskady zielonego mchu pokrywają kamienny klif wraz z pędami bluszczu zwieszającymi się długimi ramionami. Widok nieba przesłaniają schylające się ku sobie drzewa. Jestem w naturalnej studni, w której słyszę jedynie bębnienie wody i buszujące gdzieś w zaroślach ptaki. Stoję przez chwilę bez ruchu i myślę o tym, że widzę świat, który niewiele zmienił się od setek tysięcy lat. W końcu odwracam się, by ruszyć ku Vikos, a wąska kamienna ścieżka poprowadzi mnie ku współczesności.

Jak zaplanować podróż do Epiru?

Szlak

  • Trasa Monodendri – Vikos: 12 km
  • Czas: 6 godzin

Kiedy

Wąwóz Vikos dostępny jest przez cały rok, jednak zimą wędrówka może być trudna ze względu na śnieg i lód. O tej porze roku trzeba się liczyć z wolniejszym tempem marszu, na przejście całego dystansu potrzeba więc o 2–3 godz. więcej. Najlepsza pora na trekking to koniec wiosny lub wczesna jesień, gdy jest ciepło, a turystów niewielu.

Transport

  • Trasa nie zatacza pętli, trochę problemów nastręcza więc transport z miejsca docelowego – w okolicach nie ma co liczyć na żaden transport publiczny. Przejście całego dystansu z powrotem może być zbyt męczące, pozostaje więc albo liczyć na złapanie stopa (w sezonie nie powinno być to trudne), albo zamówienie taksówki.
  • Pomocą w zorganizowaniu transportu służą właściciele hoteli i pensjonatów. Koszt takiego to zazwyczaj ok. 50 euro.

Nocleg

  • Agriogido – Wille Rupicapra, to mały pensjonat w Megalo Papingo oferujący przestronne pokoje z pięknym widokiem. Niezwykle gościnny gospodarz prowadzi też na miejscu kawiarnię. Ceny od ok. 350 zł za dwójkę.
  • Zelinia to tradycyjny pensjonat w Monodendri będący idealnym miejscem wypadowym do pieszych wędrówek po okolicach. Właściciel, Petros, dzieli się poradami dla wędrowców. Za noc zapłacisz od ok. 250 zł za pokój.

Warto wiedzieć

Choć wąwóz Vikos można pokonać samemu, rozważ też wycieczkę z przewodnikiem. Wykupienie takiej usługi rozwiązuje zazwyczaj problem transportu, a podczas wędrówki będziesz miał zapewniony tradycyjny grecki lunch oraz pomoc osoby znającej teren jak własną kieszeń. Cena to ok. 350 zł za osobę za całodzienną wycieczkę.

Źródło: National Geograhic Traveler

Nasz ekspert

Michał Głombiowski

Dziennikarz, pisarz, podróżnik. Związany z polską redakcją „National Geographic” od kilkunastu lat, autor kilkuset tekstów publikowanych na łamach magazynu „National Geographic Traveler”. Laureat nagrody „Magellana” za najlepszą książkę podróżniczą. Miłośnik długich podróży, wypraw rowerowych i trekkingu. Pisze głównie o ciekawych kierunkach, ale interesuje go także kultura, wpływ człowieka na środowisko oraz historia.

 

[/highlight-box]

Reklama
Reklama
Reklama