Episode I - jak się robi rekord świata

Bo Dream Walker to nie tylko skok. To przede wszystkim ludzie, którzy pozytywnie wpływają na Ciebie z godziny na godzinę, swoją pasją i nastawieniem do świata. Dużo wyniosłem z tej podróży, wielkie dzięki! Ah tak, swobodny lot podczas skoku Dream Jump, jeszcze przy takich krajobrazach - ekstremalne podsumowanie całej wyprawy, wisienka na torcie, ilość przeżytych emocji -  nie do opisania! Do zobaczenia na krawędzi!
To definicja Dream Walker Krzyśka Kujawy, jednego z uczestników projektu, która odbył się we Francji w Kanionie rzeki Verdon.

Jednak wszystko zaczęło się od naturalnej tendencji człowieka do doskonalenia swoich umiejętności. Od skoków na linach  z 7 metrów, w fosie głogowskiej. Metry szybko rosły w górę, wraz z umiejętnościami. 25m, 60m, 80m 120m. I w końcu -  222m,  najwyższa w Europie Wieża do skoków - Dream Tower. W Polsce wyżej się już nie da. Doskonalenie umiejętności trwało 14 lat. W międzyczasie skoki zostały opatentowane pod nazwą Dream Jump. To metoda skoków na linach dynamicznych i statycznych. Dzięki swojej innowacyjności pozwala na oddawanie skoków z dowolnego obiektu. I co najważniejsze dla skoczków, gwarantuje maksymalną długość swobodnego lotu. Do 90 % obiektu z którego oddawane są skoki. Cenne sekundy swobodnego lotu.

Dokładnie w listopadzie 2011 roku pojawił się Dream Walker. Szaro, zimno, ponuro. Skoczkowie uziemieni. Wiatry i temperatura regularnie i stanowczo mówią:

- Nie skoczysz. Trzeba czekać na wiosnę.
 Do wiosny daleko. Długie, zimowe wieczory standardowo zachęcają do planowania rzeczy wielkich.
- Zrobimy  rekord Świata!- decyzja zapadł szybko i stanowczo.
I tak rozpoczął się jeden z najodważniejszych projektów w dziedzinie sportów ekstremalnych. Pionierski w każdym aspekcie:

DREAM WALKER - W 80 SKOKÓW DOOKOŁA ŚWIATA

Wybór celu pierwszej, rekordowej edycji, natychmiast padł na Norwegię i ponad kilometrowej wysokości Górę Kjerag. Miejsce w którym spotykają się dwa Światy: ekstremalny i turystyczny.  Każdy z nich wysyła swoich emisariuszy. Jednymi są piechurowie  z plecakami z kanapkami i wodą,  drugimi skoczkowie B.A.S.E. z plecakami, w których mieści się całe ich życie. W maju 2012 na krawędzi stanęli również skoczkowie Dream Jump z Polski. Dołączyły do nich ekipy  z  Francji i Hiszpanii. Wieść o próbie pobicia rekordu świata, błyskawicznie  obiegła ekstremalnie wtajemniczonych. Aktualny rekord wynosił 280 metrów swobodnego lotu w skoku na linach i należał do sąsiadów z Ukrainy.

Wyprawę poprzedziły 5-miesięczne przygotowania. Lista niezbędnego sprzętu była bardzo długa. Pięć kilometrów lin o łącznej wadze 240 kg. Ponad tona sprzętu "twardego": karabinki, bloczki, uprzęże, raki, czekany, śruby, wiertarki, namioty, kuchenki, prowiant.... Emocje. Ekscytacja. Lęk. Nadzieja. Długie godziny spędzone na planowaniu, liczeniu, obmyślaniu: gdzie się wpiąć z linami, jak je rozciągnąć, jak powiesić, jak przeciągnąć...

Rzeczywistość. Samochód i przyczepa ze sprzętem, na początku maja docierają do Stavanger. Tam Norwegia pokazuje swoje srogie oblicze. Drogi nieprzejezdne. Coroczne odśnieżanie opóźnione, ze względu na przedłużające się nieustające opady śniegu. Temperatura w nocy ciągle spada dużo poniżej -5.  Odśnieżanie w Norwegii, nie ma nic wspólnego z odśnieżaniem w Polsce. Ilość śniegu to  ponad 2 metry. W miejscach wyjątkowo trudnych, gdzie śnieg przykrywa grubą warstwę lodu, do odlodzenia używane są ładunki dynamitu. Później przejeżdża pług drążąc tunel w odłamkach lodu i zwałach śniegu.
"Dogadane" z pługowym, rekordowe ekipy z wdzięcznością podążają tuż za ekipami odśnieżającymi. Oficjalnie od tego momentu, wiosnę  można uznać za rozpoczętą! Rozpoczyna się droga na szczyt
To były najtrudniejsze dni całej wyprawy. Przepisy parku narodowego w którym znajduje się Góra Kjerag, zabraniają użycia samochodu. Czegokolwiek zmechanizowanego również. Choć i tak najodpowiedniejszy byłby helikopter. Aby wnieść na górę tony sprzętu i kilometry lin, nie pozostawało nic innego jak kondycja fizyczna, wytrwałość, wiara we własne możliwości i wizja bliskiego sukcesu.
Droga na Kjerag jest bardzo wymagająca. W wielu miejscach pionowe podejścia asekurowane są  łańcuchami. Miała być wiosna jest zima. Ślisko, mokro. Po śniegu -  deszcz  i jeszcze bardziej zimno. Brak  taryfy ulgowej. Aby zrobić rekord świata, niezbędne były mocne plecy, i stalowe nogi. I obowiązkowo sztormiaki. Odzież żeglarska jako jedyna poradziła sobie z deszczami i wilgocią  Kjerag'u. Wszystko inne, wcześniej czy później przemakało.  Wnoszenie sprzętu trwało 2 tygodnie czasu. Na zmianę wnosiło go 8 osób.
3 godziny na Górę Kjerag, wchodzi standardowy turysta, który w plecaku ma kanapki. Plecaki ekipy Dream Walkera ważyły ok 40 kg. Pozwalały na jedno wejście dziennie.
fot. Piotr Sitnik Jednak Norwegia powoli pozwalała sobie na uśmiech. Coraz częściej srogie spojrzenie zamieniała na wesołe mrugnięcie okiem. Pierwszą miła niespodzianką było słońce, zachodzące o godzinie 24:00. Ta naturalna w tej szerokości geograficznej kolej rzeczy, pozwoliła na nadrobienie wcześniejszych opóźnień. Oficjalne pozwolenie jakie otrzymał projekt Dream Walker na rozwieszenie lin i zorganizowanie skoków kończyło się 10 czerwca. Cenna był każda godzina światła.
Szczyt Góry Kjerag wzbudza szacunek, skłania do zadumy, budzi lęk i równocześnie daje ogromny spokój.
"Cały ten współczesny świat - drogie telefony, Facebook, chwalenie się kto gdzie zjadł obiad na Instagramie, pogoń za modą, pieniędzmi, byciem fajnym, całe te nasze problemy egzystencji to jest wielkie nic, gdy się siedzi  tam - na Kjerag" - to wspomnienie z pobytu na krawędzi Kamila Przybylaka z Cam-L Studio -  oficjalnej ekipy filmowej Dream Walker'a.
Przepaść w konfrontacji z czekającym ekipę techniczną zadaniem, wyglądała nieosiągalnie. No bo jak, tak bez helikoptera? Czy to jest możliwe? Człowiek jest istnieniem tajemniczym. Czasami  proste wstanie z łóżka o świcie,  to misja  poza naszym zasięgiem. Ile razy w życiu powtarzamy sobie: " Nie dam rady. Nie potrafię. Nie poradzę sobie. " Postawmy Tomasza Zielińskiego  - kierownika technicznego projektu Dream Walker, nad kilometrową lub większą przepaścią, powiedzmy mu, że chcemy stamtąd skoczyć na linie. Co odpowie?
- Nie ma sprawy. Potrzebuję x km lin, sprzęt, wiertarkę, 4 ludzi do pomocy i 2 tygodnie czasu. Bułka z masłem." -
 Jak to mówią - trzeba tylko chcieć. Trzeba również potrafić.  Niezbędny jest talent  i wiara we własne siły. I oczywiście twardy charakter. Na kolejne 4 tygodnie Góra Kjerag zastąpiła dom całej ekipie technicznej. Kolorowe namioty wyglądały jak bombki na bożonarodzeniowej choince. W namiotach zimno i wilgotno. Śpiwory permanentnie mokre.  Posiłki - wiadomo nigdy nie smakują tak jak w plenerze. Czegokolwiek kucharz nie zaserwuje. W ciągu tego miesiąca, przez Górę przetoczyły się wszystkie pory roku. Były zamiecie śnieżne, ulewne deszcze. Kiedy wychodziło słońce , topiło śniegi. Gdy śnieg zniknął, nastało lato. Lub raczej -  nastawało, pomiędzy jedną ulewą a drugą. Budowa układu do skoków Dream Jump trwała. Ekipa podzieliła się na tragarzy, którzy przynajmniej raz dziennie schodzili do obozu i samochodowej spiżarni po prowiant i na budowniczych, którzy mierzyli, wieszali, naciągali liny.

28 maja 2013r. Tomasz Zieliński oddał pierwszy, testowy skok na zbudowanym układzie do skoków Dream Jump. Ten zadziałał bez zarzutu.
29 maja 2013r. Łukasz Miłuch oddał skok,  którym ustanowił NOWY REKORD ŚWIATA W DŁUGOŚCI SWOBODNEGO LOTU, PODCZAS SKOKU NA LINIE: 310M! Wspominając tą chwilę, ciarki biegają po całym ciele, wychodzi gęsia skórka, na twarzy pojawia się uśmiech. Tak, zrobiliśmy to. Zrobiliśmy rekord Świata!
2 czerwca na Górę Kjerag dotarli wszyscy partnerzy projektu. Postacie kluczowe, bez których rekordowa wyprawa na zawsze pozostałaby w fazie planów i westchnień. Wspierająca projekt, rekordowa szesnastka, rozbiła swoje namioty i rozpoczęła przeżywanie swoich własnych przygód, emocji i adrenaliny.
Fot. Krzysztof Bernaczek Skoczyli wszyscy. Niektórzy po raz pierwszy wżyciu, odciągnięci od biurek i codziennej rutyny  pewną wewnętrzną siłą ,  znamienną dla członków projektu Dream Walker.
Dołączyć do Projektu może każdy. Jednak Ci którzy dołączają,  okazują się zgodni charakterologicznie, połączeni tą samą pasją. I niekoniecznie jest to pasja do ekstremalnych przygód i wyczynów. Najważniejsza jest pasja do życia. Chęć rozwoju,  doświadczania czegoś,  co dla większości jest nieosiągalne ze względu na własne, wewnętrzne ograniczenia. Strach przed nowym i trudnym.
To właśnie wspólna pasja, wzajemne zrozumienie i świadomość  uczestniczenia w momencie historycznym dla sportów ekstremalnych, była jednym z motorów napędowych całego projektu. A  szczególnie jego momentów końcowych, podczas których wszyscy, ramię w ramię, przy jednej linie wciągali do góry skoczka, który w totalnej euforii i, nieświadom rzeczywistości , z oczami błyszczącymi od ogromnej dawki  adrenaliny, szczęścia i emocji po właśnie oddanym skoku, siedząc w uprzęży po raz kolejny przeżywał swój rekordowy lot, podziwiając krajobrazy nad Lysefjordem.
Widok tego wspólnego wysiłku,  należy zaliczyć do momentów magicznych:
Koniec rekordowej edycji Dream Walkera,  stał się jednocześnie początkiem dla całego projektu.
Projektu, który otworzył dotąd hermetycznie zamknięte drzwi do świata sportów ekstremalnych,  dla wszystkich. Który spogląda na Świat z zupełnie nowej perspektywy: perspektywy skoku.
Myślę, że najbardziej budujące jest to, gdy rzeczy wielkie tworzą zwykli ludzie. Wtedy wiadomo, że każdy może - i to jest piękne, pachnie nadzieją. Do ekipy Dream Walker trafiłam przez przypadek, i z własnej winy. Przypadkowo znalazłam w sieci informacje o pierwszej edycji w Norwegii, a dalej się już potoczyło.. I tak zupełnie normalnie, od 4 lat mieszkam i pracuje w Bergen w Norwegii, uwielbiam podróżować i poszukiwać pokładów pozytywnej energii, zarówno wśród ludzi jak i w tym co robię. Właśnie to odnajduję w skokach, każda wyprawa działa na mnie jak akumulator, takie skrzyżowanie pasji z niesamowitymi ludźmi. Dlatego tam wracam!!!!!!
Beata Kaleta. Uczestniczka DW Episode I i II