Rozmowa o wyższości kawioru nad kaszanką. Albo odwrotnie. Prof. Jerzy Bralczyk opowiada, czym jest luksus, jak pojmowaliśmy go na przestrzeni lat i co decyduje o tym, czy mamy do czynienia z towarem luksusowym czy nie.

Hanna Gadomska: Panie Profesorze, co to jest luksus?

Jerzy Bralczyk.: Luksus kojarzy mi się z możliwością, jak najmniej ograniczonego wyboru. „Stać mnie na taki luksus” – tak mówimy czasami i to rozumienie jest mi chyba najbliższe. To nie jest tylko kwestia finansowa. Można mieć przecież luksus swobodnego sumienia czy dobrego samopoczucia, luksus braku winy, luksus braku konieczności zaangażowania politycznego.
Paradoksalnie luksusem może być to, że człowieka „stać na to”, żeby być ubogim w społeczeństwie, które dąży do jak największej zamożności. Luksusem jest korzystanie z wolnego czasu, ale nie wtedy, kiedy jest się skazanym na ten wolny czas. Jest więc możliwością wyboru: mogę kupić najdroższy zegarek i absolutny śmieć. Niczym nie jestem ograniczany, ani opinią ludzi, ani moim zasobem finansowym, ani nawet przymusem wewnętrznym.

Czyli luksus można zastąpić słowem wolność?

Z całą pewnością wolność może być luksusem. Czy luksus jest wolnością? Jakimś kawałkiem wolności pewnie. Luksus to znaczy móc więcej niż człowiek musi.  A nawet więcej niż chce. Po prostu może sobie pozwolić. Można być w opresji finansowej, ograniczeniu finansowym, a to ograniczenie to jest właśnie brak luksusu. Również kiedy środowisko wymaga, żebym jeździł Maserattim i niczym innym nie mogę, to to już nie jest luksus.

Ale ten samochód przecież nie przestaje być luksusowy. Ciągle ma skórzaną tapicerkę, jest szybki.

Sekret w tym, że luksusowe są rzeczy trudniej dostępne. Czy naprawdę czarny kawior jest smaczniejszy od kaszanki? No przecież nie! Czy drogie pantofle są wygodniejsze od moich kapci? Nie! Ale ja nie mogę przyjść na uniwersytet w kapciach, nie mogę tu siedzieć w dresach - na ten luksus mnie nie stać. Niedostępność jest w jakimś sensie rdzeniem luksusu.

Zastanawiam się, co w luksusie jest snobistyczne, a co, powiedzmy, prawdziwe?

Rzecz w tym, czy luksus jest pojmowany relacyjnie czy inherentnie. Czy to jest tak, że trzeba mieć poczucie luksusu, czy też luksus jest obiektywnie mierzalny. Czy luksus mieści się w mojej głowie, czy w tym przedmiocie. Przecież mówimy „artykuł luksusowy” i nie odwołujemy się do subiektywnych wrażeń. Mam na myśli elegancki jacht, brylant, dobre cygaro. O, cygaro to ja lubię!

Co decyduje o tym, że coś jest obiektywnie luksusowe?

Wierzę w to, że specjaliści (śmiech). Są pewne kryteria. Liczba karatów jest do zmierzenia, czasami szybkość, osiągi są mierzalne. Inne rzeczy wiążą się z unikatowości, np. bardzo krótkie serie albo dzieło nieżyjącego już mistrza. Inne rzeczy staja się luksusowe ze względu na opinię. To jest trzecie rozumienie. Pierwsze to moje wyobrażenie, poczucie luksusowości: zawsze chciałem mieć dobry fotel, w końcu mogę sobie na niego pozwolić, luksus. Drugie, powiedzmy „obiektywne”, to ręcznie wykonany fotel z dobrej skóry, a trzecie to to, że inni widzą, że ja w tym fotelu siedzę. To już kwestia prestiżu. I podziwiają, ale też zazdroszczą, bo nie mogą sobie pozwolić na taki luksus. Pojawia się zgrzyt. Więc luksus niezupełnie jest czymś pozytywnym. U nas przez wiele lat luksus miał konotacje mniej pozytywne. Kojarzył się z wystawnym trybem życia, z arystokracją lub burżuazją, a socjalistyczny punkt widzenia tego raczej nie dopuszczał. Luksusowość zaczęła mieć przełożenie na status społeczny. Często wiązano go ze złym stylem, bo luksus oznaczał dobra, które nie miały charakteru duchowego. Błyszczały, ale były puste w środku. Jest takie słowo: glamour. Mieści się w nim negatywny osad słowa „luksus”.

Panie Profesorze dziękuję za rozmowę. Życzę Panu tej możliwości wyboru, luksusu.

Dziękuję. O! Już wiem, co to jest luksus. To Wielki Gatsby.