Holenderskie władze zdecydowały się zaprzestać używania nazwy Holandia. W zamian stosowane będzie określenie Niderlandy. Kraj zaczyna w ten sposób proces odświeżania swojej globalnej marki. O ile tulipany i wiatraki w nowej wizji mają jeszcze miejsce, trawka i dzielnice z czerwonymi latarniami już nie.

Za rewolucją wizerunkową stoi wielki biznes, organizacje turystyczne i rząd centralny. Kolejne nowości zostaną ogłoszone do końca roku. – Rządzący chcą przenieść międzynarodową uwagę skupioną aktualnie na pewnych aspektach życia w Holandii, jak słynący z narkotyków i seksu Amsterdam, i skupić ją na ”lepszych”, związanych już z Niderlandami – czytamy w dzienniku ”The Guardian”

Konkurs Eurowizji będzie pierwszą publiczną prezentacją nowej twarzy kraju. Odejście od starego będzie łatwiejsze o tyle, że w maju 2020 roku imprezę organizuje Rotterdam. Dalszą promocję zapewnić mają sportowcy na olimpiadzie w Tokio. Zmieni się też nazwa narodowej drużyny piłkarskiej – w czasie transmisji ”pomarańczowi” będą reprezentować Niderlandy, nie Holandię.

- Chcemy zaprezentować się jako kraj ludzi otwartych, kreatywnych i niewykluczających nikogo. Dlatego unowocześniliśmy podejście – rzeczniczka ministerstwa spraw zagranicznych przekonywała media, że jej ojczyzna potrzebuje ”bardziej jednolitego i skoordynowanego narodowego brandingu”. Zapewnić go ma porozumienie zawarte m.in. główne partie, rząd, Niderlandzką Radę Targów i Turystyki oraz Konfederację Niderlandzkiego Przemysłu i Pracodawców.

Co na to sami Holendrzy? Jak donoszą autorzy badania opinii z programu ”Wat vindt Nederland?” (co myślą Niderlandy) 56 proc. obywateli będąc za granicą i tak mówi o sobie, że pochodzą z Niderlandów. O swoim kraju jako o Holandii mówi 42 proc. I jedni i drudzy myślą jednak o tym samym. Tylko 14 proc. z 2850 przepytanych wskazywało, że pochodzi z Niderlandów rozumianych jako historyczna kraina nizinna ciągnąca się od u ujścia Renu, Mozy i Skaldy do Morza Północnego, z czasem rozciągnięta również na Ardeny i sąsiednie wyżyny.

- Co drugi badany nie zgadza się z ideą zmieniania wizerunku poprzez usilne akcentowanie oficjalnej nazwy zamiast tej przyjętej powszechnie. Ich zdaniem nie uda w ten sposób zmienić opinii o kraju. Być może dlatego właśnie jedynie 1 na 5 pytanych Holendrów uważa, że to dobrze, że urzędnicy państwowi stoją za wizerunkową rewolucją. Aż 74 proc. sądzi, że pracownicy administracji państwowej nie powinni się przejmować tym, jaką nazwą jest ich kraj określany za granicą – czytamy w serwisie ”Hart van Nederland”.

Według wyliczeń holenderskiej izby turystyki, działającej dotąd w domenie Holland.com, do 2030 r. liczba turystów odwiedzających kraj każdego roku wzrośnie do 42 milionów. W 2018 r. było to 18 milionów. Największym magnesem, co przyznają sami eksperci od turystyki, są narkotyki i seks w Amsterdamie.

Jan Sochaczewski