Deszcz niemal tu nie pada. Mieszkańcy łapią wodę prosto z mgły
Na Atakamie w Chile opady należą do najniższych na świecie. Mieszkańcy, zamiast wyglądać deszczowych chmur, czekają na mgłę. Na zboczach nad Pacyfikiem rozwieszają duże siatki, na których osadzają się drobinki wody. Kiedy krople spływają do zbiorników, woda może trafić do gospodarstw, upraw albo lokalnych systemów zaopatrzenia.

W niektórych miejscach z jednego metra kwadratowego siatki można zebrać do kilku litrów wody dziennie, choć w innych wydajność drastycznie spada. Sama mgła nie rozwiązuje problemu suszy, ale pozwala pozyskiwać wodę tam, gdzie brakuje innych źródeł.
Kilka kilometrów od brzegu
Na północy Chile pustynia dochodzi aż do wybrzeża Pacyfiku, a miejscami niemal pod same miasta. I choć opady występują tam rzadko, nad oceanem przez część roku utrzymuje się gęsta warstwa niskich chmur. To właśnie z tej mgły można pozyskać wodę.
Technika jest prosta. Specjalne siatki ustawia się prostopadle do kierunku napływającej mgły. Krople osadzają się na ich włóknach, łączą w większe skupiska i spływają do rynien, a następnie do zbiorników. Nie trzeba przy tym pompować wody spod ziemi ani od razu budować kosztownych instalacji odsalania. Wykorzystuje się wilgoć, która dociera nad pustynię.
Pomysł nie jest nowy
Pierwsze eksperymenty rozpoczęto w 1956 r. w rejonie Antofagasty. Kilka dekad później, w 1987 r., w El Tofo powstał duży system około 90 siatek, które dostarczały wodę trzystu mieszkańcom Chungungo. W 1992 r. do Chungungo doprowadzono rurociąg, którym woda z systemu trafiała do ponad stu domów.
Dzisiaj podobne instalacje powstają tam, gdzie warunki sprzyjają regularnemu występowaniu mgły. Jednym z takich miejsc jest okolica nadmorskiego Iquique, gdzie kolektory ustawiono na zboczach nad oceanem.
Ile naprawdę można jej zebrać?
W różnych punktach Atakamy z jednego metra kwadratowego siatki można zebrać od ułamka litra do kilku litrów wody dziennie. W La Chimba koło Antofagasty było to zaledwie 0,16–0,37 litra, w Alto Patache około 7 litrów, a w Morro Moreno już ponad 8.

Różnice wynikają między innymi z częstotliwości występowania mgły, jej gęstości, wiatru i położenia kolektorów. W jednym z badań w okolicach Antofagasty ponad połowę całej zebranej wody udało się uzyskać w zaledwie kilka dni.
Skalę możliwości pokazuje przykład El Tofo. Około stu dużych kolektorów dostarczało mieszkańcom Chungungo nawet 15 tys. litrów wody dziennie w sezonie mgłowym. W najlepszych dniach produkcja przekraczała 100 tys. litrów.
Sama mgła nie wystarczy
Siatki mają jednak swoje ograniczenia, a suchy klimat Chile wymaga szukania wody także w innych miejscach. Mgła pojawia się bowiem tylko w określonych porach roku i z różną częstotliwością. W zależności od lokalizacji może występować od kilku do kilkudziesięciu dni w roku, a jej intensywność też jest zmienna. Dlatego naukowcy traktują pozyskiwaną w ten sposób wodę jako źródło uzupełniające, a nie zamiennik tradycyjnych systemów zaopatrzenia.
Znaczenie ma nawet odległość od oceanu. W miejscach położonych kilka kilometrów od wybrzeża kolektory mogą zbierać kilka litrów wody z metra kwadratowego dziennie. Około 20 kilometrów dalej wydajność może spaść do zaledwie jednego litra.
Cena prostego rozwiązania
Technologia ma też pewne granice. Woda zebrana z mgły nie zawsze nadaje się bezpośrednio do picia. Badania w północnym Chile wykazały obecność między innymi arsenu i miedzi, a na jej skład wpływały także zanieczyszczenia związane z działalnością przemysłową i górniczą.
Mimo tych ograniczeń technika może być przydatna tam, gdzie brakuje innych źródeł. Woda z mgły jest wykorzystywana między innymi do lokalnych upraw, a najnowsze projekty w Chile próbują połączyć kolektory z rolnictwem i małymi systemami zaopatrzenia.
Źródła: Sustainability, Ambio, Revista Planeo, Journal of Arid Environments, Environ Sci Pollut Res Int
Chcesz znaleźć więcej inspirujących podróży, fascynujących odkryć i opowieści ze świata nauki? Skorzystaj ze specjalnej oferty prenumeraty magazynów National Geographic Polska i National Geographic Traveler.
Nasz autor
Kuba Stasiak Korespondent wojenny i wolontariusz. Od lat relacjonuje konflikty zbrojne, łącząc pracę reporterską z bezpośrednim wsparciem ludności cywilnej. W ostatnich latach przebywał na ukraińskim froncie, gdzie dokumentował rzeczywistość wojny i uczestniczył w ewakuacjach mieszkańców ze stref zagrożenia. Publikował m.in. podczas konfliktu w Górskim Karabachu w 2020 roku. Z wykształcenia dziennikarz, posiada przygotowanie z zakresu medycyny pola walki. W swojej pracy skupia się na doświadczeniu ludzi uwikłanych w konflikty oraz na granicy między pomocą humanitarną a reportażem. Obecnie mieszka w Ameryce Południowej, skąd publikuje i pracuje nad kolejnymi projektami reporterskimi.

