Polako – to jedno chorwackie słowo odmieniło mój weekend w Dalmacji. A może i życie?

Plan na dwa dni miałem napięty: obejść wzdłuż i wszerz Stare Miasto, wjechać na górę Srð, by podziwiać panoramę Dubrownika, popłynąć na wyspę Lokrum, która stała się scenerią serialu Gry o tron, pooglądać statki, trafić na farmę ostryg, a jeśli tylko znajdę czas, to posiedzieć przy lampce wina (dopiero po zwiedzaniu, bez wyrzutów sumienia, gdy już dobrze poznam miasto i okolicę).

– To co, ruszamy? – rzuciłem na dzień dobry do Zuzanny Brusić, mojej przewodniczki po mieście, z którą umówiłem się w jednej z knajpek. – Usiądź, gdzie tak gonisz, polako! – odpowiedziała. To słowo słyszałem wcześniej wielokrotnie, idąc na umówione spotkanie. Zacząłem nawet rozglądać się wokół, zastanawiając się, skąd ci ludzie wiedzą, że jestem z Polski (nie używałem przecież brzydkich słów). Dobrze, że Zuzanna szybko mnie oświeciła: przecież polako oznacza tu powoli. – Przyjechałeś biegać po mieście czy odpocząć od Warszawy? U nas nikt się nie spieszy, zacznijmy od kawy, pogadajmy trochę – przewodniczka nie musiała mnie zbyt długo do tego namawiać. Przy okazji opowiedziała, jak każdy Chorwat zaczyna dzień: wstaje, doczłapuje do ulubionej kawiarenki i zamawia właśnie ulubioną kawę (małą z zimnym mlekiem, dużą z zimnym mlekiem albo dużą z ciepłym mlekiem). 

– Dla Chorwatów pogaduszki przy kawie są tak istotne, że spotykając dawno niewidzianego znajomego, przerywają wszelkie prace i siadają przy kawiarnianym stoliku, by zamienić z nim choć parę zdań. Rodzina, przyjaciele, znajomi są dla nas najważniejsi.  A pośpiech gubi ludzi – filozofuje Zuzanna. Nawet nie wiem, kiedy minęła nam na tych rozważaniach godzina jedna i druga. Jednak spaceru po Starym Mieście odpuścić nie mogłem...

 

W labiryncie historii

Dubrownik oglądam najpierw z góry, spacerując po miejskich murach. Okalają cały Stari Grad, ciągną się przez prawie 2 km, a ich grubość waha się od 1,5 do aż 6 m. Z nich najlepiej zobaczyć całe miasto, a później przepaść na dłużej w labiryncie kamiennych uliczek, zachwycając się każdym jednym kamiennym budynkiem, każdym detalem, każdą witryną z chorwacką biżuterią, każdą studnią, kościołem, które przetrwały nawiedzające ten region Europy trzęsienia ziemi.

I tak mijamy m.in. jedną z najstarszych aptek w Europie, założoną w XIII w. przez franciszkanów przybyłych do miasta. Zajmowali się ziołolecznictwem, produkowali napary i maści. Apteka działa tu także dzisiaj  i ma się znakomicie. To m.in. dzięki Azjatom, którzy ustawiają się w kolejce po krem z płatków róży – ponoć najlepszy do twarzy. – To dla nich pierwszy punkt podczas zwiedzania miasta, oni szaleją za tym mazidłem – opowiada przewodniczka. Ja zamiast kremu wolę jednak lody, o których słyszałem, że są najpyszniejsze na całym chorwackim wybrzeżu. Lodziarnię łatwo zlokalizować: jest dokładnie naprzeciwko kościoła Franciszkanów. Zamawiam cynamonowe i dostaję porcję jak na trzy osoby. Obiad mam z głowy!

 

Lekcja życia

Zwiedzamy bez pośpiechu. Niespiesznie, więc Zuzanna przybliża mi historię założonego w IX w. miasta. Powstało na jednym z ważniejszych szlaków handlowych ze wschodu na zachód. Najbardziej rozkwitło w XV i XVI w. – Szlachta dubrownicka miała bardzo zręczną politykę, zawsze unikała jakichkolwiek konfliktów z sąsiadami, dzięki czemu miasto świetnie się rozwijało – opowiada. Później przyszły czasy Napoleona, podporządkowanie Austrii, okres Jugosławii i wojna. Oblężenie Dubrownika trwało do maja 1992 r. Dzisiaj śladów wojny nie widać, Chorwaci też nie chcą do niej wracać. Zamiast tego wolą podziwiać swoje miasto z listy UNESCO, okrzyknięte już jakiś czas temu perłą Adriatyku. I spacerować Stradunem – główną ulicą Starego Miasta, zwłaszcza teraz, jesienią, gdy po wyjeździe turystów nie muszą czekać na wolny stolik w swych ulubionych kawiarniach. 

Niedzielę spędzam już zupełnie polako. Wypożyczonym autem jadę do miasteczka Konavle na obiad, który... mam zamiar sam ugotować. I to w wyjątkowym miejscu, jakim jest gospodarstwo agroturystyczne Kameni Dvori. – We wszystkim ci pomogę – zapewnia Stane, seniorka rodu Mujo, która prowadzi to miejsce wraz z synami, synowymi i wnukami. Gości karmią tym wszystkim, co wyhodują we własnym ogródku.  Sami też produkują doskonałe wino. Zanim jednak będę mógł wznieść nim toast, czeka mnie trochę pracy  w kuchni. Na szczęście oprócz Stane mam jeszcze do pomocy jej synowe: Nike, Katarinę i Helenę, które widząc moje nieporadne ruchy przy ugniataniu ciasta na chleb, biorą resztę gotowania na siebie. I serwują mi wyjątkowe danie, z którego słynie Konavle. To zelena menestra – kilka rodzajów mięsa z kapustą, idealne na chłodniejsze dni, a na deser podają padišpanj – najlepszy biszkopt, jaki jadłem w życiu. 

Po takiej uczcie mam ochotę już tylko na sjestę. Płynę więc na wyspę Lokrum, która podobnie jak Dubrownik zagrała w serialu Gra o tron (nie znam go, ale dla fanów serii organizowane są wycieczki śladami filmowców). Na tej wyspie odpoczywa sporo Chorwatów, jednak wieczorem muszą wracać na ląd – nie można tu zostawać na noc (wyjątkiem są pilnujący tego miejsca strażacy). Leżę więc na gorących kamieniach, kąpię się w Adriatyku, popijam świeży sok  z pomarańczy, korzystam ze słońca. I doceniam fakt, że wreszcie nigdzie mi się nie spieszy.

Po powrocie do Polski Zuzanna wysyła mi wiadomość: Miło było poznać, baw się dobrze i polako do przodu. Dostałem od niej dobrą lekcję korzystania z życia.

 

WARTO WIEDZIEĆ

Dojazd

Przez cały rok do Dubrownika z Warszawy lata LOT. Ceny biletów od ok. 500 zł; lot.com.

 

Nocleg

W Dubrowniku bez problemu znajdziecie niedrogi nocleg np. w pensjonatach, w których ceny pokoi zaczynają się od 
ok. 170 zł.

 

Jedzenie

Dubrownik słynie  z bardzo dobrych restauracji, w których kosztowałem nie tylko wspaniałych ryb. 

Koniecznie spróbujcie crni rižot, czyli czarnego risotta z kałamarnicy. Smaczny jest też brudet, czyli gulasz rybny. Ryba jest duszona z cebulą, sosem pomidorowym  i przyprawami. Gotuje się powoli przez kilka godzin. Do gulaszu dodawane są liście laurowe i papryka chili. Brudet jest zazwyczaj podawany z polentą. 

Street food

  • Pljeskavica
    Chorwacki burger (na zdj.): kotlet w bułce podawany z cebulą i kajmakiem (masłem  ze śmietaną), ajwarem  i w tradycyjnej bułce (lepinji). Porcja jest tak ogromna, że najesz się na cały dzień.
  • Ostrygi 
    Koniecznie popłyń na farmę ostryg w zatoce Mali Ston. Są przepyszne i podawane z doskonałym białym winem.
  • Mule  
    Nigdzie nie jadłem tak dobrych muli jak te podawane w restauracjach w porcie na Starym Mieście. ​

 

Zobacz więcej

Koniecznie wjedźcie kolejką linową na wzgórze Srđ i poczekajcie na zachód słońca (wjazd i zjazd kosztuje ok. 86 zł). Wcześniej możecie zarezerwować stolik w restauracji na szczycie, by zjeść owoce morza 
czy stek z tuńczyka. Jest tu taniej niż w restauracjach na Starym Mieście. 

 Pojedź do miejscowości Mali Ston i wypłyń w krótki rejs na farmę ostryg. Obsługa statku wyłowi je dla ciebie i poda z kieliszkiem białego wina (cena rejsu z posiłkiem 100 zł). 

Zobaczcie mury obronne w miejscowości Ston – to drugi najdłuższy mur na świecie po Wielkim Murze Chińskim.

Odwiedźcie Cavtat. Miejscowość leży 20 km od Dubrownika. Jest tu kilka muzeów i galerii oraz dom Vlaho Bukovaca, znanego chorwackiego malarza.

 

Tekst: Michał Cessanis