Dlaczego na Riwierze Tureckiej czuję się jak królowa życia? Lubię na moment zanurzyć się w tę turecką wersję luksusu, w hotelu jak pałac sułtana z serialu „Wspaniałe stulecie”, który kapie zewsząd złotem i kryształami. A ogrody z altanami pachną różami i przypominają te z haremu. Powracam tu co roku po energię i drobne przyjemności, które niżę jak perełki. Oczami fotografuję widoki, rankiem na tarasie popijam kawę po turecku, potem wygrzewam się na słońcu, a późnym wieczorem, kiedy nawoływanie muezina do ostatniej modlitwy rozdziera gwar kurortu, ruszam w miasto pobawić się przy tureckich hitach.

Mój przewodnik Özgür Aldemir tym razem obiecuje mi jednak ucieczkę od turystycznego zgiełku, przeludnienia i blichtru Alanyi i Side. Zgadzam się, ale upieram, by choć na chwilę połazić po Antalyi, bo lubię tu wracać. Zatapiam się w beztroską włóczęgę do cytadeli Kaleiçi, gdzieś pomiędzy Żłobkowanym Minaretem a Bramą Hadriana, w sznurze sklepików zakochuję się przez witrynę w koralowo-złotym obrusie w tulipany. Sprzedawca z rozmachem rozrzuca połać tkaniny, obrus szlachetny, godny sułtana! Ja rozpoczynam targowanie, on sztukę wzbudzania litości w turyście. Wypijam trzy szklaneczki jabłkowej herbaty. Wychodzę jednak bez obrusu, może znajdę jeszcze bardziej wytworny...

Özgür zabiera mnie do swojej ulubionej Parlak Restaurant – jednej z najlepszych w mieście. Tutaj turecka gościnność i przedobrzanie w dogadzaniu osiągają apogeum. Zamawiam skromnie rybę z rusztu, a na stole lądują na pokusę: kalmary, krewetki, małże, szpinak z jarmużem. Kelner pokazuje jeszcze kolorowe sałatki do wyboru. Słucham opowieści Özgüra o planowanym weselu. Na razie podarował narzeczonej trzy złote bransoletki po 4 tys. lir (tyleż samo złotych), ale w posagu powinien dać 10! A wesele musi być na tysiąc gości. Zastanawiam się w duchu, czy znalazłabym po swojej stronie chociaż pięciuset biesiadników?

O świcie ruszamy w ponad 100-kilometrową trasę serpentynami z Antalyi do Demre. Zatrzymane kadry starożytnej Licji: strome klifowe wybrzeże w kolorze écru skrzącym w słońcu, mroczne jaskinie, błękitne laguny, rajskie, dzikie, piaszczyste plaże, a za delikatną mgiełką majaczą góry Taurus. W Demre (Kale) zwiedzamy kościółek św. Mikołaja, który sprawował tu w IV w. funkcję biskupa. Pomimo tego, że z pustym grobem, to sporo Rosjan pielgrzymuje tu do swojego patrona: kupców, dzieci i żeglarzy. Wreszcie nadchodzi czas na moją wymarzoną żeglugę na wyspę Kekova, do zatopionego miasta z II w.

Fotografuję poszarpaną linię brzegową, małe zatoczki, jest kameralnie, relaks i historia. Ale rejs to nie tylko błogostan, wyobraźnia pracuje: z wody wystają starożytne ruiny, sterczą grobowce licyjskie. Wokół statku pływają żółwie, a my w dozwolonym miejscu próbujemy snorklingu. Co za orzeźwienie!

Wieczorem w Parku Narodowym Olympos wchodzimy na wzgórze Chimera, by poczuć mit na własnej skórze. Wdrapujemy się po kamienistej ścieżce i wreszcie widzę ten fenomen natury! Spod drobnych szczelin w skale wydobywa się metan, który w wyniku  połączenia z tlenem zapala się w naturalne płomienie. W starożytności ten płomień służył jako latarnia morska i ostrzegał statki przed niebezpieczeństwem. Stąd prawdopodobnie wziął się grecki mit o Chimerze, ziejącym ogniem potworze, którego zabił Bellerofont dzięki pomocy Pegaza – skrzydlatego rumaka. Na pożegnanie Özgür zaprasza mnie na swoje wielkie tureckie wesele. Oczywiście nie odmawiam. Znów szukam biletów na Riwierę Turecką.

Olga Dębicka

 

WARTO WIEDZIEĆ

Najprostszy dolot będzie jedną z linii czarterowych obsługujących z Polski (różne lotniska) różne połączenia. Bilet w dwie strony kosztuje od ok. 1 tys. zł, jednak w sezonie letnim ceny skaczą nawet do 2,5 tys. zł.

Najbardziej opłaca się pobyt organizowany przez biuro podróży – od 1,5 tys. zł od osoby z przelotem, noclegami i wyżywieniem HB, czyli ze śniadaniami i obiadokolacjami.

Zaplanuj urlop w Turcji

Zobacz najciekawsze oferty: