Wygrana

Urodzić się Katarczykiem to jak trafić szóstkę w totka. Ten kawałek pustyni o powierzchni 11,5 tys. km² wcinającej się w wody Zatoki Perskiej od zawsze miał szczęście. Najpierw lokalne plemiona bogaciły się na poławianiu pereł, a kiedy koniunktura się załamała, odkryto tu jedne z najbogatszych złóż ropy naftowej, a potem gazu na świecie. A to w zaledwie kilkadziesiąt lat doprowadziło do niesamowitej metamorfozy tego kraju. Rybackie osady i namioty Beduinów zamieniły się na luksusowe wille, wielbłądy zastąpiły limuzyny i samoloty. Dziś liczba milionerów na metr kwadratowy jest tu największa na świecie. A benzyna tańsza niż woda.

Każdy ze 100 tys. rdzennych Katarczyków cieszy się rozlicznymi przywilejami. Nie płaci podatków, nie płaci też za prąd, jeżeli decyduje się na małżeństwo, dostaje od państwa ziemię, żeby mógł wybudować dom – opowiada mój znajomy Hindus, ekspat, który podobnie jak 90. proc. mieszkańców tego kraju przyjechał tu skuszony wizją ciekawej pracy, szybkiego sukcesu i bogactwa. Tu się nie oszczędza.
Doha, stolica Kataru, przypomina wielki plac budowy. Przez okno taksówki podziwiam strzelające w niebo wieżowce, które tworzą szklano-betonowy las. Ich skala oszałamia. Senna rybacka wioska przeistoczyła się w Manhattan na pustyni.

 

Szejkowie nie znają granic

Chcą uczynić z Dohy najpiękniejsze i najbogatsze miasto świata. Tutaj nie ma rzeczy niemożliwych, czego dowodem jest chociażby fakt, że Katar będzie gospodarzem mistrzostw świata w piłce nożnej w 2022 r. Aby zachwycić gości, budowane są olbrzymie stadiony, a pod ziemią drążone jest metro. W samej zatoce usypywane są sztuczne wyspy – z lotu ptaka przypominające sznury pereł – na których wyrastają rezydencje z prywatnymi plażami, luksusowymi centrami handlowymi, restauracjami i mariną dla najwspanialszych jachtów. Równolegle pieniądze inwestowane są w sztukę i kulturę.

Aby mieszkańcy Dohy mieli gdzie spędzać czas, szejk Tamim Bin Hamad Al Thani, emir Kataru, zbudował Wioskę Kulturalną Katara. Przewodnik z dumą pokazuje nam amfiteatr w stylu antycznym. Są tu też kino, opera, teatr. Na wyspie należącej do emira wybudowano Muzeum Sztuki Islamu. Niektórzy dopatrują się w jego sylwetce ukrytej pod hidżabem kobiety. Bogate zbiory ceramiki, tekstyliów, manuskryptów i innych przedmiotów można zwiedzać za darmo.

Ale sercem Dohy, jej najstarszą częścią, jest Suk Waqif. Tysiąc lat temu handlowano tu kozami, rybami i wełną. Dziś są tu setki sklepików. Labirynt uliczek podzielony jest na sektory. Jest tu więc złoty suk, gdzie kolie, bransolety i kolczyki potrafią ważyć kilka kilogramów, a biżuterię kupuje się na wagę. Jest część teks­tylna, z tkaninami z całego świata, z których krawcy od ręki mogą uszyć dla nas dowolną garderobę. Jest tu też bazar korzenny, gdzie od zapachu i mnogości przypraw dosłownie kręci się w głowie. Nigdzie nie widziałam tylu gatunków orzechów, fig czy daktyli. Tu dostaniemy też miód z Jemenu, najdroższy na świecie, czy szafran, który kosztuje więcej niż złoto, o słodyczach i innych rarytasach nie wspominając. Targ zwierzęcy rozbrzmiewa świergotem tysięcy ptaków, można tu kupić kanarki, kurczaki, papugi i rozczulające urodą perskie kocięta.

 

Powrót do korzeni

Główna ulica bazaru otoczona jest barami, restauracjami, kawiarniami. Można się poprzyglądać Katarczykom ubranym w thoub, czyli długie białe szaty z fantazyjnie wywiniętą guthrą, chustą przytrzymywaną obręczą. Ale ci na pierwszy rzut oka wyniośli panowie umieją się bawić – jestem świadkiem ich popisów podczas ardha, tradycyjnego tańca z mieczami przy akompaniamencie bębnów i piszczałek. Okazuje się, że to część ślubnej ceremonii. Równie dużo serca wkładają w inne swoje hobby – sokolnictwo.

Obok bazaru  znajduje się centrum sokolnicze, gdzie od rana do wieczora można spotkać szejków trzymających na rękach swoje sokoły. Katarczycy ubóstwiają te ptaki i za wyjątkowe okazy są zdolni zapłacić nawet milion dolarów. A kolejne miliony wydać na ich szkolenie, karmę i utrzymanie. W czasach Beduinów sokoły były skuteczniejsze niż strzały i dlatego pomagały im przeżyć na pustyni. Łowiły inne ptaki podczas wielkich migracji przez Półwysep Arabski. Dziś są ozdobą, rodzajem elitarnego sportu, a polowania organizowane są na pustyni. To kolejna atrakcja Kataru. Pierwsze wydmy zaczynają się już jakieś 40 min drogi za Dohą. Zjeżdżamy do obozu, gdzie czeka na nas beduiński namiot i lunch; pieczone kurczaki, sałatki, humus, pieczywo. Kiedy wracamy do miasta, mijamy dziesiątki samochodów jadących na pustynię. W końcu jest piątek, początek weekendu. I wszyscy ci bogaci ludzie zdają się uciekać od luksusu, by choć na kilka godzin wrócić do korzeni.

 

Zrób to sam

 ■  DOJAZD

Bezpośrednio do Dohy z Warszawy lata Qatar Airways. Hamad International Airport to port, z którego dotrzemy też do wielu różnych stolic Azji czy Ameryki, dohahamadairport.com. Można zorganizować sobie wycieczkę do miasta podczas międzylądowania.

■ TRANSPORT

Po stolicy najłatwiej przemieszczać się tanimi taksówkami. Wyprawa
na pustynię z kierowcą przewodnikiem to koszt ok. 400 euro.

■ NOCLEG

Nie jest tanio, dlatego warto poszukać okazji na booking.com.

Autor: Agnieszka Franus