Rozsmakuj się w pograniczu polsko-litewskim

Często słyszę, że leży na końcu świata i trzeba wiele wysiłku, by tam dotrzeć. Sama tak myślałam, zanim trafiłam na Suwalszczyznę po raz pierwszy. A potem wracałam tam, kiedy tylko mogłam, od 10 lat odwiedzam ją kilka razy w roku. Moją przystanią stał się Stary Folwark. Mieszkam zawsze w tym samym pokoju. Pory roku sprawiają, że zmienia się tylko widok za oknem. Lubię wiosnę, kiedy mogę policzyć, czy we wszystkich znajomych mi gniazdach są już bocianie pary, i lato, gdy te piękne ptaki budzą mnie klekotem. A kartacze lubię i wiosną, i latem.

Dieta to nie tu

Wcześniej, będąc na wiecznej diecie, nawet nie myślałam o jedzeniu pękatych ziemniaczanych klusek nafaszerowanych mięsem i skąpanych w skwarkach. Teraz nie ma możliwości, abym wyjechała stąd bez zjedzenia lokalnego rarytasu. Kartacze można dostać niemal wszędzie, ale nie wszędzie smakują równie dobrze. W Starym Folwarku wybieram kluchy w restauracji hotelu Holiday.

Wiele kilometrów potrafię przejechać, by dotrzeć na południowy brzeg jeziora Wigry, do serca Wigierskiego Parku Narodowego. Tu odkryłam Bryzgiel, a w nim kameralną restaurację Widok, w której po zjedzeniu dwóch kartaczy musiałam odpoczywać godzinę. Z panoramą na obsiane miniaturowymi wysepkami Wigry był to relaks iście królewski.

Po regionalne smaki zaglądam też do Sejn, do Karczmy Litewskiej. Są tu kartacze, kołduny w rosole, bliny wypełniane mielonym mięsem, barszcz z kibinem i świńskie uszy na ciepło, które podaje się do piwa. Rozczarowałam się tylko raz, kiedy zamówiłam chłodnik szefa, który okazał się kefirem ze szczypiorkiem w towarzystwie ziemniaków. Moja wina, mogłam zapytać.

Sejny są dobrym wyborem nie tylko na posiłek, ale też na relaks. Trudno się spieszyć w tym kameralnym miasteczku na kresach. W usadowionym centralnie parku na ławkach zasiadają Polacy i Litwini. Bo Sejny są dziś polsko-litewskie, przed wojną były również żydowskie. Niewielki rynek otoczony kamienicami zdążył już przyprószyć czas. Lubię zaglądać do dawnego klasztoru Dominikanów z kościołem Nawiedzenia NMP i cudowną figurą Matki Boskiej datowaną na mniej więcej 1400 r. Są jeszcze ratusz, synagoga i były kościół ewangelicki. Zebrane blisko siebie tworzą zaczarowany klimat tego miejsca.

Zrelaksowana wsiadam na rower. Cel? Suwałki. Jedzie się luksusowo. Zupełnie niedawno oddano tu do użytku ścieżkę rowerową. Teraz, pokonując 30 km, mogę w spokoju chłonąć widoki, obserwować, jak w mokradłach brodzą żurawie albo kormorany, które przesiadują nad jeziorami i suszą skrzydła na drewnianych palach. Czasami widzę płaskie pola, łąki, pastwiska i zdziczałe sady, innym razem zza zakrętów wyłaniają się pokryte gęstym lasem albo zupełnie łyse morenowe wzgórza, na których często stawiane są drewniane punkty widokowe. Krajobraz pieści oczy, a główną lokatorką jest tu cisza.

Po drodze mijam znak z napisem „Wigry”. Tego punktu nie mogę pominąć. Skręcam w lewo, by po chwili dojrzeć imponującą barokową sylwetkę kościoła. Klasztor Kamedułów w Wigrach wygląda, jakby znalazł się tu przez przypadek albo jakby ktoś zapomniał wybudować przy nim choćby niewielkie miasteczko. Zanim wdrapię się na kościelną dzwonnicę, po drodze mijam stragany wypchane miodami, marynowanymi kurkami zbieranymi w okolicznych lasach, lokalnym piwem, świeżymi twarożkami i serami podpuszczkowymi prosto od miejscowych producentów. Niektóre znajdują się na liście tradycyjnych produktów polskich, więc bez mrugnięcia okiem kupuję zgrabny kawałek i zabieram ze sobą do domu jako kulinarne wspomnienie z Suwalszczyzny.

 

Od strony wody

Zerkam na jezioro, które wygląda jak ujęte w ramy lasu zwierciadło. W oddali migoczą zielone plamy wysp, zatoczki, poszarpane brzegi. Można je wszystkie zobaczyć z bliska, wystarczy wsiąść na bujający się przy zielonym, drewnianym pomoście statek Kameduła. Rejs Szlakiem Papieskim, czyli tym, który w roku 1999 przebył Ojciec Święty Jan Paweł II, trwa godzinę.

Na ciągnących się wąską rynną o długości 17 km Wigrach, w zatoczkach na drewnianych łodziach siedzą cierpliwi wędkarze, po spokojnej tafli suną niewielkie statki, imponujące jachty i mnóstwo kolorowych kajaków. Spływy Czarną Hańczą, Rospudą, Marychą… wie o nich każdy, kto lubi przeżyć przygodę na wodzie. I choć na kajak wsiadam rzadko, lubię się przyglądać niektórym etapom spływu, szczególnie na zabytkowym, zbudowanym w latach 1824 – 1839 Kanale Augustowskim z ręcznie obsługiwanymi śluzami. Największe wrażenie robi na mnie konstrukcja Paniewo, jedyna dwukomorowa śluza na terenie Polski.

Moda na kajaki wraca, jednak ja zamiast nich wybieram wigierską wąskotorówkę. W dobry nastrój wprowadza mnie widok jej kolorowych wagoników, a na trasie uspokaja równomierny stukot kół. To staruszka, w tym roku skończy 100 lat. Do 1989 r. transportowano nią drewno, a dziś wsiadają w nią turyści, by przemierzyć trasę Płociczno – Krusznik.

Po drodze są przystanki na podziwianie z punktów widokowych wysokich brzegów Wigier i panoramy z wyspami jeziornymi Ordów i Ostrów. Z Płociczna niedaleko już do Suwałk, gdzie rządzą krasnale, albo do Augustowa, który nie do końca oddaje klimat Suwalszczyzny. Bardziej przypomina mazurskie Mikołajki. Lepiej zajrzeć do Puńska, który kolejny – po Sejnach – daje zastrzyk wielokulturowości. Aż 80 proc. mieszkających tu osób to Litwini. Są tu litewskie szkoły i urzędy, po litewsku obradują radni.

 

Meandrując leniwie

Zanim pożegnam się z Suwalszczyzną, serpentyną krętych dróg prowadzących polami i łąkami dotrę jeszcze do Stańczyków, by zobaczyć potężne mosty wzorowane na rzymskich akweduktach.
Schowane są wśród uroczych pagórków i łąk za wsią Stańczyki, na nieczynnej, rozebranej jeszcze przez Rosjan trasie linii kolejowej Gołdap–Żytkiejmy (31 km). Rozłożone na wysokości 36,5 m są najwyższymi kolejowymi mostami w Polsce. I wymarzonym miejscem dla amatorów bungee jumping, czyli skoków na linie.

W drodze powrotnej zerknę jeszcze na Górę Cisową (256 m), symbol Suwalszczyzny, by wyjechać z myślą, że nigdzie w Polsce życie nie smakuje tak jak na tym niewielkim regionie. Wyjeżdżam, ale jestem pewna, że niedługo tu wrócę odkrywać niespiesznie kolejne zakamarki

Marta Legieć

 

3 RADY TRAVELERA

■ Dojazd

Przez Suwałki prowadzą dwa międzynarodowe szlaki transportowe. Z Berlina przez Warszawę do Petersburga i z Warszawy do Helsinek. W mieście krzyżują się drogi krajowe i wojewódzkie.
Wygodny dojazd autobusem albo pociągiem.

■ Jedzenie

Na Suwalszczyźnie trzeba spróbować  ziemniaków przygotowywanych na wiele sposobów. Oczywiście kartaczy, ale też babki ziemniaczanej - talarki ziemniaków zapieka się w blaszce
z jajkiem, kawałkami kiełbasy i boczku. I mnogości lokalnych ryb.

 ■ Rozrywka

Do tej pory taka atrakcja kojarzyła się z wakacjami za granicą. Leptodora II to pierwsza na polskich wodach łódź z przeszklonym dnem. Cumuje w Starym Folwarku tuż przy Muzeum Wigier. Pojedź na Suwalszczyznę i koniecznie wybierz się na wyjątkowy rejs.