Kościół powstał na mocy porozumień pokoju westfalskiego z 1648 r. (stąd nazwa), kończącego wojnę trzydziestoletnią, która odebrała śląskim ewangelikom prawo do odprawiania obrzędów religijnych. Pod naciskiem Szwecji katolicki cesarz Ferdynand III pozwolił im wreszcie na wybudowanie trzech świątyń w dziedzicznych księstwach Habsburgów. Powstały kościoły w Głogowie, Jaworze i właśnie w Świdnicy. Do dziś przetrwały dwa ostatnie. Zaprojektował je wrocławski architekt Albrecht von Sabisch na planie zbliżonym do krzyża greckiego.
 

Na mocy traktatu świątynie nie mogły mieć bryły przypominającej kościół, musiały być zlokalizowane poza murami miast, oddalone od nich na odległość strzału armatniego, nie mogły mieć dzwonnicy ani szkoły parafialnej. Co więcej, musiały powstać z materiałów nietrwałych (drewna, słomy, piasku i gliny), a okres budowy nie mógł przekroczyć jednego roku.
 

– Cesarz chciał upokorzyć ewangelików – wyjaśnia pastor Pytel. – To miała być prowizorka, która szybko się zawali.
 

700 aniołów
 

Dziś świdnicki Kościół Pokoju uznawany jest za największą barokową świątynię z drewna w Europie i od 15 lat figuruje na Liście światowego dziedzictwa UNESCO. Imponuje rozmachem wykonawczym, wystrojem wnętrza. Ma 27 wejść, 160 okien i jest w stanie pomieścić 7,5 tys. osób! Od malowideł, złoceń i rzeźb może się zakręcić w głowie. Wielkie wrażenie robi bogaty, kilkukondygnacyjny ołtarz. Postacie Mojżesza czy św. Piotra i Pawła wyglądają na kamienne, choć są z drewna. Zachwyca kasetonowy strop pokryty ornamentami roślinnymi, barokowa ambona i balustrady z cytatami z Biblii, wśród których da się wypatrzyć aż 700 rzeźbionych aniołów. Królewski przepych cechuje lożę rodziny Hochbergów, która w dużej części finansowała kościół.
 

Od 7 marca 2015 r. kościół jest siedzibą biskupa. Parafia istnieje dużo dłużej. – Pamiętam, jak w jakimś urzędzie pani zapytała mnie, od kiedy istnieje parafia. Odpowiedziałem, że od 1652 r., od kiedy luteranie dostali zgodę na budowę. A ona na to: Proszę tu sobie żartów nie stroić! Nie mogła uwierzyć, że działamy nieprzerwanie od tylu lat – wspomnia biskup Pytel.
 

Jeszcze w czasie drugiej wojny światowej msze odprawiane tu były dla tłumów; niemieccy ewangelicy stanowili zdecydowaną większość mieszkańców Świdnicy. Dziś z 17 tys. wiernych parafia skurczyła się do zaledwie 150.
 

Na terenie obiektu znajdują się też klimatyczny hotel Barokowy Zakątek, podobnie jak kościół zbudowany jako dom szachulcowy, i kawiarnia. Przez wiele lat bywali tu głównie gnani sentymentem turyści z Niemiec. Teraz się to zmienia.
 

– Gościliśmy ostatnio dwie ekipy telewizyjne z Japonii. Za nimi przyjechało wielu zwiedzających z tego kraju – opowiada pastor.
 

Ze względu na znakomitą akustykę Kościół Pokoju upodobali sobie muzycy. W lipcu cyklicznie odbywa się tu Międzynarodowy Festiwal Bachowski, gości tu też festiwal Wratislavia Cantans. Występowały grupy tej klasy co Kronos Quartet czy The Hilliard Ensemble.
 

Od kilku lat kościół i przylegający do niego cmentarz są intensywnie restaurowane. Donatorów przybywa, opiekę nad obiektem roztoczyło Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Choć o rządową dotację nie zawsze było łatwo. – W ministerstwie słyszałem: Gdzie się mieści księdza kościół? Na Dolnym Śląsku? A jakie to nasze dziedzictwo?! To przecież poniemieckie – opowiada pastor Pytel, który zawiaduje parafią od 1986 r.
 

Dopiero w ostatnich latach coś zmieniło się w myśleniu decydentów. Do końca prac jeszcze daleka droga, ale barokowa perła, jaką niewątpliwie jest Kościół Pokoju, lśni już blaskiem, na jaki zasługuje.
 

Tekst: Maciej Wesołowski