Nagie szczyty strzelają na ponad 2,5 tys. m, poniżej rosną lasy sosnowe, jeszcze niżej rozciągają się piaszczyste plaże i turkusowa woda. Île de Beauté, czyli „wyspa piękności”, tak mówią o Korsyce Francuzi. A szczególnie urodziwe są góry. Przez ich najwyższe, najbardziej odludne i dzikie partie biegnie GR20 – legendarny szlak trekkingowy. Ma 200 km długości, uchodzi za najtrudniejszy w Europie i uwaga – za jeden z piękniejszych na świecie.

Chciałem się przekonać, czy to wszystko jest prawdą. Bo coś musi być na rzeczy, skoro Francuzi jeżdżą tam na trekking, mimo że mają pod nosem Alpy i Pireneje. Skoczyłem na głęboką wodę. To znaczy wybrałem się z kolegą na trudny północny odcinek szlaku, między Calenzaną a Vizzavoną. Wystarczy spojrzeć na profil tego terenu, żeby zrozumieć, o co chodzi. Przypomina rozciągnięty wykres elektrokardiogramu – to takie badanie sprawdzające, czy z naszym sercem jest wszystko w porządku. Strome podejścia na przemian z ostrymi zejściami – prawdziwy górski rollercoaster, który naprawdę może spowodować u niektórych przyśpieszone bicie serca.

Wyszliśmy z Calenzany. Tu większość trekkerów zaczyna swoją przygodę z GR20. Za plecami mieliśmy morze i portowe miasto Calvi, przed sobą kamienistą ścieżkę pnącą się monotonnie w górę. Nieśliśmy sprzęt biwakowy i trochę prowiantu. Był wrzesień, szlaku nie oblegały takie tłumy jak w szczycie sezonu, słońce nie miało tej mocy co w środku lata. Same plusy – mogliśmy w spokoju podziwiać widoki i mierzyć się ze swoimi słabościami. W nocy temperatura spadła poniżej zera. To była druga strona medalu tej wyprawy. GR20 nie schodzi poniżej 1000 m n.p.m. i gruby śpiwór jest jesienią nieodzowny.

Poza mrozem niespodzianką były też kozy wałęsające się przy naszym namiocie. W górach wszędzie tam, gdzie jest jakaś zieleń, pasą się też krowy i konie. Łatwiej spotkać na drodze zwierzę niż człowieka. I taka idea przyświecała przy tworzeniu szlaku – miał służyć tym, którzy szukali w górach samotności i dzikości. W latach 70. ubiegłego wieku zakochany w Korsyce alpinista Michel Fabrikant połączył istniejące od wieków pasterskie ścieżki i tak powstał słynny dziś GR20. Mimo upływu czasu nadal trzeba liczyć tam przede wszystkim na samego siebie. Warunki w schroniskach są bardzo surowe, ceny jedzenia wysokie, a wybór niewielki. Zależność jest prosta: im mniej się niesie w plecaku, żeby ulżyć ramionom, tym bardziej trzeba się trzymać za kieszeń. Kolejne dni trekkingu wyglądały podobnie. Pół dnia podejścia stromą ścianą, jak na nasze Rysy, pół dnia ostre zejście.

Trzeciego dnia, w drodze do Refuge de Carozzu, dopadł mnie kryzys. Jestem w naprawdę dobrej kondycji, a mimo to z trudem wyrabiałem się w czasach podawanych w przewodniku. Dzienne etapy rzadko liczą mniej niż 6 godzin marszu, zwykle jest to 7–8. Trzeba wstać wcześnie, żeby zdążyć przed zmrokiem do następnego schroniska. Trudno się wyłamać z tego schematu, bo biwakowanie na dziko jest zabronione. Poza tym jeśli jednego dnia przejdzie się zbyt krótki odcinek, następnego na pewno nie nadrobi się zaległości. Na GR20 trzeba mieć silne nogi i jeszcze silniejszą motywację. Jego przejście nie wymaga specjalnych umiejętności ani sprzętu, a jedynie obycia z górami i wytrzymałości. Na tym polega trudność tego szlaku.  

Według mnie Korsyka jest dobra dla tych, co przeszli Tatry wzdłuż i wszerz i szukają czegoś nowego, a nie chcą jechać w góry wysokie. Krajobrazy przypominają tatrzańskie – a czyż Tatry nie są piękne? Na jednym z etapów są jeziora łudząco podobne do Morskiego Oka i Czarnego Stawu. Niezwykłe wrażenie robi też jezioro Nino. Leży na płaskowyżu upstrzonym oczkami wodnymi, na którym pasą się konie i krowy. Cirque de la Solitude (Kocioł Samotności) wymaga skupienia – to najpoważniejszy fragment szlaku, gdzie trzeba wspinać się po łańcuchach, drabinie i skałach. Ale nie ma mowy o takim stopniu trudności jak na tatrzańskiej Orlej Perci. Na GR20 w ogóle nie ma takich ekspozycji.

Bez obaw, to nie szlak GR20, lecz kanioning przy kaskadzie Piscia di Gallu, na południu Korsyki. (Fot. BE&W)

Szlak nie jest zbyt dobrze oznakowany i łatwo się na nim zgubić. Właściwie od razu trzeba się na to przygotować. We mgle albo po ciemku trudno znaleźć biało-czerwone znaczki wytyczające drogę. Nie korzystam z GPS-u, ale na Korsyce ten wynalazek może oszczędzić nerwów. Ja też zabłądziłem. Zdarzyło się to podczas mojego drugiego pobytu. Był listopad, a ja chciałem dokończyć GR20 – samotnie pokonać jego południowy odcinek, między Concą a Vizzavoną. Szedłem we mgle z Refuge d’Asinau do Refuge d’Usciolu. Przekroczyłem asfaltową drogę i szukałem oznakowań po drugiej stronie szosy. Przez cztery godziny oglądałem w świetle latarki każde drzewo. Kiedy dwukrotnie wróciłem do punktu wyjścia, dałem sobie spokój. Dochodziła godz. 23. Miałem sprzęt biwakowy,
ale nie rozbiłem namiotu. Znalazłem w przewodniku numer i zadzwoniłem... po taksówkę. Asfaltową drogą, przy której błąkałem się tyle godzin, dojechałem do miasteczka Zicavo.

 

Mimo że była już północ, zostałem ugoszczony gorącą kolacją, za którą gospodyni nie chciała przyjąć zapłaty. Korsykanie naprawdę są bardzo gościnni względem przybyszów. Z jednym wyjątkiem: Francuzów. Mój kumpel motocyklista opowiedział mi kiedyś śmieszną historię. Na stacji, gdzie był zakaz płacenia kartą poniżej 100 franków, jakiś Francuz zatankował za 90. Właściciel stacji był nieubłagany – kazał mu iść 2 km do bankomatu. Kumpel, następny w kolejce, podszedł do kasy z duszą na ramieniu, bo też zatankował za kwotę niższą, a gotówki nie miał. Właściciel, ku jego zaskoczeniu, uśmiechnął się i powiedział, że zakaz obejmuje tylko Francuzów. Korsyka leży bliżej Włoch niż Francji, ale mieszkańcy nie identyfikują się z żadną z tych nacji. Myśl o niepodległości wyspy jest szczególnie żywa w Corte, dawnej stolicy. Pojechałem je zwiedzić, bo lało tak bardzo, że wyjście w góry nie miało sensu.

To bardzo ładne miasteczko we włoskim klimacie. Góruje nad nim cytadela, w której kiedyś stacjonował garnizon francuski. Teraz budynki służą turystom, ale poniżej twierdzy mieści się muzeum etnograficzne. Trzeba je zobaczyć. Zdziwiły mnie przezroczyste kabiny, wyglądające jak prysz­nicowe, do których zapomniano wstawić eksponaty. Wszedłem do jednej z nich i wtedy z głośników popłynęła korsykańska muzyka ludowa. Obejrzałem też wystawę o słynnych korsykańskich sportowcach. Nie sądziłem, że ta wiedza przyda mi się w tak bliskim czasie.

Korsykańskie miasteczka mają coś z klimatu włoskiego i południa Francji. (Fot. Sime/Free)

Dwa dni później dotarłem do schroniska Col de Bavella. Twarz jednego z odpoczywających tam trekkerów rozpoznałem od razu – widziałem ją na wystawie sportowców w muzeum w Corte. Siedział koło mnie człowiek legenda, najsłynniejszy miejscowy „taternik”: Jean-Paul Quilici. Urodził się na wyspie, został pierwszym korsykańskim przewodnikiem wysokogórskim. Wdaliśmy się w rozmowę. Odradzał mi przejście do następnego schroniska alpejskim wariantem szlaku.

GR20 ma w kilku miejscach dwie opcje drogi do wyboru – dłuższą, ale łatwiejszą, biegnącą niższymi partiami, albo alpejską – bardziej wymagającą, lecz znacznie krótszą. Tak jest na przykład na odcinku między schroniskiem Col de Bavella a Refuge d’Asinau, który miałem pokonać następnego dnia. Zamierzałem pójść trudniejszym wariantem, prowadzącym pod imponującymi skalnymi wieżami Aiguilles de Bavella. Wiedziałem, że mój rozmówca zna to miejsce jak własną kieszeń, urodził się w wiosce z widokiem na te iglice. Nie posłuchałem go. Nie żałowałem. Podejście nie było wyczerpujące, śnieg przewiany, fragment z łańcuchami mimo późnej pory roku nie był zalodzony. Pogoda dopisała i miałem doskonałą panoramę na okoliczne szczyty. Gdybym wybrał lżejszy wariant, brnąłbym kilka godzin w śniegu przez las, odcięty od pięknych widoków – o czym opowiadali mi napotkani później trekkerzy.

Za trzecim razem na Korsyce pojawiłem się na motocyklu. Taki sposób jej zwiedzania upodobali sobie zwłaszcza Niemcy. W moim przypadku przejazd przez wyspę był częścią dłuższej wyprawy ze znajomymi po Europie. Dopłynęliśmy promem z Sardynii do uroczego miasteczka Bonifacio i stamtąd ruszyliśmy na północ. Wybrałem dłuższy wariant – chciałem przeciąć wyspę w poprzek, zahaczając wcześniej o Ajaccio. To nie był dobry pomysł. Źle wyliczyłem czas i jechałem w nocy, w deszczu, wąskimi górskimi drogami, śpiesząc się na prom odchodzący z Bastii. Po tym mało przyjemnym doświadczeniu, jaki zafundowałem sobie na swoje własne życzenie, nie zmieniłem zdania o Korsyce. Uważam, że jest dobra na wszystko. Można ją zwiedzać. Na przykład stolicę Ajaccio, gdzie jest dom rodziny Bonapartów. Przyszły cesarz Francuzów przyszedł tu na świat w 1769 r. Na Korsyce można też nurkować. Można wylegiwać się na plaży – a te należą do najpiękniejszych nad Morzem Śródziemnym. Można bez wyrzutów sumienia zostawić leniuchującą na piasku rodzinę i pójść w góry. Odludne i dzikie.

Robert Sagan

Bonifacio – z cytadelą i mariną – potrafi zauroczyć, tak jak cała Korsyka. (Fot. Sime/Free)

 

No to w drogę:

INFO

■ Powierzchnia: 8680 km² (mniej niż woj. opolskie).
■ Ludność: ok. 250 tys.
■ Język: francuski i korsykański (corsu). Trudno się porozumieć po angielsku.
■ Religia: katolicyzm.
■ Waluta: euro.

KIEDY

■ Przez cały rok, ale najlepiej od wiosny do jesieni. Najbardziej odpowiednia pora na trekking GR20 to czerwiec–październik.

WIZA

■ Nie jest wymagana.

DOJAZD

■ Z Paryża można dolecieć do Ajaccio (stolica Korsyki) lub Bastii. Są także inne opcje, można na przykład dopłynąć promem z Sardynii lub z innej części Włoch.

KOMUNIKACJA

■ Na wyspie istnieją dwie linie kolejowe, które łączą Bastię z Ajaccio i Calvi. Kursują też autobusy. Strona corsicabus.org podaje rozkład jazdy autobusów i pociągów.

WARTO WIEDZIEĆ

■ GR20 to skrót od „Grande Randonée”, szlaku długodystansowego. Liczba oznaczała kiedyś numer departamentu – Korsyka była 20. departamentem Francji. Szlak ma 200 km długości, na jego przejście trzeba przeznaczyć dwa tygodnie, i to pod warunkiem, że codziennie będzie się maszerowało kilka godzin. Telefony komórkowe zazwyczaj nie mają zasięgu.

■ Schroniska na GR20 są otwarte przez cały rok, ale obsługa jest obecna od czerwca do września (później nie ma oświetlenia ani ogrzewania, możliwość kupienia jedzenia i prowiantu na szlaku jest bardzo ograniczona). Warunki są spartańskie – zwykle zimna woda i prycze. Nie ma możliwości ładowania baterii i akumulatorów.
■ W schroniskach zazwyczaj jest dostęp do kuchni. Przed wyruszeniem na trasę warto zrobić zakupy spożywcze w supermarkecie (np. w Porto-Vecchio, jeżeli się startuje na szlak od południa)– jedzenie i prowiant w schroniskach i sklepikach w górach są bardzo drogie, a wybór niewielki. Przykładowo baton Twix w górach kosztuje 1,5 euro, a sześciopak w supermarkecie 2 euro.
■ Jeśli komuś przyjdzie do głowy zabrać na szlak psa, to tylko ze specjalnymi psimi butami na vibramowej podeszwie.
■ Przez Korsykę biegną też inne godne uwagi szlaki trekkingowe, mniej wymagające niż GR20 i mniej od niego uczęszczane. Są to: Mare a Mare (Od Morza do Morza) oraz Mare e Monti (Od Morza w Góry).

 

JEDZENIE

■ Korsyka słynie ze swoich wieprzowych wyrobów wędliniarskich. Warto zapamiętać takie nazwy jak np. prisuttu (wędzona i suszona szynka), lonzu (polędwica wędzona) czy figatellu (kiełbasa z wątroby). Koniecznie trzeba spróbować lokalnych serów, owoców morza i piwa Pietra, które jest produkowane na bazie mąki z kasztanów jadalnych.

POCZUJ KLIMAT

■ GR20 Corsica. The High Level Route – Paddy Dillon, wyd. Cicerone. Lektura obowiązkowa dla ruszających na szlak. Opisy etapów, praktyczne informacje.
■ Les Randonneurs – francuska komedia z 1997 r. w reż. Philippe’a Harela – dla lubiących francuski humor. WWW

■ www.le-gr20.com/gb – oficjalna strona szlaku

■ gr20corsica.wordpress.com/aboutcorsica.forhikers.com/gr20 

 

Korsyka (Francja)

3 sposoby na Korsykę
Korsyka (Francja) Nocleg Jedzenie Rozrywka
Tanio We własnym namiocie przy schronisku w górach (opłata zazwyczaj 6 euro za namiot) albo w schronisku (ok. 11 euro od osoby). Własny prowiant zabrany w góry, np. korsykańskie wędliny. Po całym dniu marszu będą smakować jeszcze lepiej. Trekking w górach. Wydatki niewielkie, do tego dieta odchudzająca gratis.
Przystępnie Hotel U Castellu w Vizzavonie – pokój dwuosobowy w szczycie sezonu kosztuje 150 euro (bez śniadania). www.hotel-ucastellu.fr Korsykańska kuchnia wiejska w środku miasta – restauracja Le 20213 w Ajaccio. Wieczorami tradycyjna muzyka na żywo. www.20123.fr Rafting, kanioning, nurkowanie – dla tych, co lubią wodę. Najlepsze miejsca nurkowe to: Balagne, Scandola, Propiano, Bonifacio.
Luksusowo Hotel La Signoria w Calvi – pięć gwiazdek w otoczeniu pięknego parku. W szczycie sezonu pokój za kilkaset euro. www.hotel-la-signoria.com Ryby i owoce morza w restauracji La Caravelle w Bonifacio – w marinie, z widokiem na cytadelę. www.hotelrestaurant-
lacaravelle-bonifacio.com
Rejs wynajętym jachtem wzdłuż zachodnich wybrzeży wyspy – dzikich i niedostępnych. www.calvi-marine.com