Jest zima 2009 r. Od kilku dni przemierzam z plecakiem zbocza Beskidu Niskiego i Sądeckiego. A od wyniku tych zmagań zależy moje być albo nie być na kursie przewodnickim. Wraz z grupą współkursantów odwiedzam cerkiew św. Jakuba Młodszego Apostoła w Powroźniku. I od razu wiem, że jestem w miejscu zupełnie wyjątkowym. Takim, o którym powinno się uczyć w szkołach, które powinno trafiać na okładki przewodników po Polsce, być wyjątkowo chronione. Które powinno znaleźć się na Liście światowego dziedzictwa kulturalnego i przyrodniczego UNESCO (na razie jest na niej tylko 13 miejsc z Polski). Doczekam się tego latem 2013 r., kiedy to cerkiew w Powroźniku wraz z siedmioma innymi z Polski i ośmioma z Ukrainy trafi do tego prestiżowego grona. Drugiego takiego nie ma nigdzie na świecie – to podstawowy warunek, by zabytek trafił na listę UNESCO. Na zdj. cerkiew w Kwiatoniu. (Fot. Adam Brzoza) Choć dzisiaj świątynia jest kościołem rzymskokatolickim, stanowi doskonały przykład cerkwi zachodniołemkowskiej. Łemków łączył obrządek, ale dzieliły kilometry. O ich zróżnicowaniu świadczy m.in. architektura sakralna. Na zachodnich krańcach Łemkowszczyzny budowle te składają się z sanktuarium, nawy oraz wysokiej wieży kryjącej przedsionek. Stoję i podziwiam. Cała drewniana, pokryta gontem, otoczona wianuszkiem starych drzew. W okolicach Muszyny można znaleźć mnóstwo podobnych, jednak ta powroźnicka jest zupełnie wyjątkowa. Patrzę na charakterystyczne cebulkowate banie oraz wieńczące je żeliwne krzyże. Jeśli spojrzy się pod odpowiednim kątem, te układają się w linię prostą. Powroźnik szczyci się najstarszą cerkwią w polskich Karpatach. Choć na jednej ze ścian wyryto datę 1604 r., badania wykazują, że powstała w roku 1600. W XVIII w. dobudowano wieżę, a następnie – niestety wskutek powodzi – nowe dłuższe sanktuarium. W obawie przed całkowitym zalaniem przeniesiono cerkiew w bezpieczniejsze miejsce. Stare prezbiterium zostało wówczas zdegradowane do funkcji przybudówki. Jakże wielkie jest moje zdziwienie, kiedy okazuje się, że szalenie cenna polichromia figuralna zdobi teraz ściany zakrystii. Unikatowe malowidła z 1637 r. przedstawiają sceny biblijne. Pokrywają wszystkie ściany, łącznie z sufitem. Nie mogę oderwać oczu od wnętrza świątyni. Przede mną rysuje się zabytkowy ikonostas z obrazem Matki Bożej z Dzieciątkiem w centralnym miejscu. Na prawo od ołtarza ogromne malowidło przedstawiające Sąd Ostateczny. Właśnie rodzi się we mnie fascynacja wszystkim, co drewniane i cerkiewne. „Obiekt ma unikatową i uniwersalną wartość”. Na zdj. cerkiew w Brunarach Wyżnych. (Fot. Adam Brzoza)

 

Przystanek w wędrówce

Początek lipca w Bieszczadach charakteryzuje się głównie deszczem. Tym razem jestem zaopatrzona w przyzwoitą porcję wiedzy (właśnie trwa praktyczny egzamin na przewodników beskidzkich). Turzańsk miał być jedynie krótkim przystankiem w wędrówce, ale ostatecznie wraz z grupą zostaję tu dobrą godzinę. Właśnie przestało padać i można lepiej przyjrzeć się świątyni. Cerkwi patronuje św. Michał Archanioł. Choć wybudowana przez Łemków, zdecydowanie różni się od tej w Powroźniku. Reprezentuje tzw. typ osławicki (lub wschodniołemkowski): wieża-dzwonnica nie jest częścią bryły, a konstrukcja ma jeden wspólny dach, z którego wyrasta łącznie pięć baniastych hełmów. Budowle tego typu występują tylko w kilku wsiach skupionych w dolinach rzek Osławy i Osławicy. Zapewne ta unikatowość pomogła cerkwi z Turzańska znaleźć się na liście UNESCO. Na wzniesieniu, otoczona drzewami i kamiennym murem, z prezbiterium skierowanym ku wschodowi – usytuowana podręcznikowo. W środku imponują polichromie. Są bardzo zniszczone (na szczęście plany remontu i renowacji są zaawansowane), ale widać w nich motywy ludowe. Przedstawiają początki chrystianizacji Rusi. Krążę po rozległym terenie wokół budowli i próbuję odczytać inskrypcje na starych nagrobkach. Niestety dość słabo znam cyrylicę, a na pograniczu łemkowsko-bojkowskim nie posługiwano się innym alfabetem. Jeden z przyszłych przewodników właśnie opowiada o zawiłych losach mieszkańców tych ziem. A jest o czym mówić – zarówno Łemków, jak i Bojków przed kilkudziesięciu laty spotkał podobny los. Najpierw próby określenia tożsamości narodowej, potem przyglądanie się wojnie i potyczkom z UPA, a na koniec przesiedlenia i Akcja „Wisła”. Gdy zabrakło rdzennych mieszkańców, większość cerkwi w całym regionie zaadaptowano na kościoły rzymskokatolickie lub zniszczono. Ta w Turzańsku jest ewenementem, ponieważ korzystają z niej Łemkowie, którzy wrócili do domu w latach 50. Obecnie jest filią parafii prawosławnej w Komańczy. Figurka modlącej się z Powroźnika (Fot. Adam Brzoza)

 

Droga na skróty

Lato w Bieszczadach, tym razem dużo dalej na wschód, przy samej granicy z Ukrainą. Wraz z narzeczonym jeździmy na stopa od wsi do wsi i podziwiamy cerkwie. Ta w Smolniku nad Sanem daje nam popalić. Dostać się do niej jest nadzwyczaj łatwo – widać ją z dużej obwodnicy bieszczadzkiej, wystarczy nie przegapić betonowej drogi dojazdowej, et voilà! Ale dla nas to zbyt banalne, postanawiamy zdobyć ją z zaskoczenia. Mapa zdaje się być po naszej stronie. Tuż za przydrożnym krzyżem wchodzimy na łąkę, przekraczamy rzekę po zwalonym drzewie, pokonujemy pole pokrzyw. Przed nami już ostatnia prosta, ale wpadamy w ogrodzenie. A niech to! – całe hektary wokół drewnianej świątyni to ogrodzone pastwiska, więc prowadzi do niej tylko jedna droga. Po półtorej godziny pokornie udajemy się w jej kierunku. Ucinamy sobie pogawędkę z opiekunem cerkwi. On także narzeka na wszechobecne ogrodzenia. Na szczęście rekompensuje nam trudy opowieścią o smolnickiej perełce. Aż dziw bierze, że po tak burzliwych dziejach wciąż stoi i zachwyca nawet ekspertów UNESCO. Wybudowano ją w 1791 r., ale po 160 latach wskutek korekty granicy została całkiem sama w opuszczonej wsi. Zanim przeszła w ręce parafii rzymskokatolickiej, pełniła funkcję magazynu. W końcu doczekała się remontu. Jest najlepiej zachowanym klasycznym przykładem cerkwi typu bojkowskiego w Polsce. Obchodzimy ją dookoła, podziwiając archaiczną bryłę, która w niczym nie przypomina konstrukcji łemkowskich. Owszem, trójdzielna, ale to brzuchata nawa, a nie wieża dominuje nad pozostałymi częściami. Wchodzimy do środka, uderza skromny wystrój. Ikonostas został zniszczony wkrótce po przesiedleniu mieszkańców na Ukrainę. Paru odważnych parafian zdążyło w tajemnicy uratować najcenniejsze przedmioty. Wewnątrz ocalał jedynie fragment polichromii, ale elementy wyposażenia można zobaczyć w muzeach we Lwowie i Łańcucie. W drodze powrotnej znów łapiemy stopa i przypadkiem zabiera nas opiekun cerkwi. Rozmowy na jej temat trwają. Tym razem dowiadujemy się o pseudoturystach, którzy kiedyś rozpalali w środku ognisko, oraz o niedźwiedziu, który polował na pszczoły i zostawił ślady pazurów. Wraz z narzeczonym obiecujemy sobie przyjechać tu kiedyś na mszę świętą, która z braku prądu jest odprawiana przy świecach. Strzelista cerkiew św. Paraskewy w Kwiatoniu. Dzięki wpisaniu na listę UNESCO będzie teraz  lepiej chroniona.  (Fot. Adam Brzoza)

 

Warto wiedzieć: Cerkwie wpisane na listę UNESCO Polska

  • Brunary Wyżne - Cerkiew św. Michała Archanioła z 1797 r., obecnie kościół parafialny NMP Wniebowziętej. Typowy przykład cerkwi zachodniołemkowskiej o wyraźnej trójdzielnej budowie.
  • Kwiatoń - Cerkiew św. Paraskewy z II poł. XVII w., obecnie kościół filialny. Jeden z najlepszych przykładów cerkwi zachodniołemkowskich o strzelistej wieży.
  • Owczary - Cerkiew zachodniołemkowska Opieki Bogurodzicy z 1653 r., obecnie kościół filialny. Przykład autentycznej struktury zespołu cerkiewnego.
  • Powroźnik - Cerkiew św. Jakuba Młodszego Apostoła z 1600 r., obecnie kościół parafialny. Najstarsza cerkiew w polskich Karpatach.
  • Turzańsk - Cerkiew św. Michała Archanioła z lat 1801–1803, obecnie filialna cerkiew prawosławna. Zbudowana w typie wschodniołemkowskim, trójkondygnacyjna, z wolnostojącą dzwonnicą na osi.
  • Smolnik - Cerkiew św. Michała Archanioła z 1791 r., obecnie kościół filialny Wniebowzięcia Matki Bożej. Jedyna zacho­wana cerkiew typu bojkowskiego w Polsce.
  • Chotyniec - Cerkiew Narodzenia Przenajświętszej Bogurodzicy, obecnie filialna cerkiew greckokatolicka. Pochodzi z ok. 1700 r., jest przykładem rzadkich świątyń z galerią wokół kaplicy.
  • Radruż - Cerkiew św. Paraskewy, obecnie filia Muzeum Kresów w Lubaczowie. Jedna z najstarszych cerkwi drewnianych w Polsce (zbudowana ok. 1583 r.).

Ukraina

  • Użok - Cerkiew św. Michała Archanioła z 1745 r. Położona najdalej na południe cerkiew bojkowska, nietypowy przykład trójdzielnej cerkwi z dzwonnicą nad przedsionkiem.
  • Jasina - Cerkiew Wniebowstąpienia Pańskiego z 1824 r. Jedna z najstarszych i najlepiej zachowanych cerkwi typu huculskiego (na planie krzyża grec­kiego z jedną kopułą na środku).
  • Wierbiąż Niżny - Cerkiew Narodzenia Przenajświętszej Bogurodzicy z 1808 r. Przedstawia ewolucję cerkwi huculskiej, co jest ciekawostką w regionie.
  • Rohatyn - Cerkiew Zesłania Ducha Świętego z przełomu XV i XVI w., obecnie oddział Iwanofrankowskiego Muzeum Sztuki. Najstarsza cerkiew drewniana spośród ośmiu zgłoszonych z Ukrainy.
  • Drohobycz - Cerkiew św. Jerzego z drugiej poł. XVII w., obecnie stanowi część Regionalnego Muzeum Tradycji Ludowych w Drohobyczu. Zbudowana ponoć bez ani jednego gwoździa.
  • Żółkiew - Cerkiew św. Trójcy z 1720 r. z ośmioboczną kopułą i pełnym wyposażeniem. Najlepszy przykład wystroju wnętrza XVIII-wiecznej cerkwi.
  • Potylicz - Cerkiew Zesłania Ducha Świętego z 1502 r., najlepiej zachowana cerkiew drewniana w stylu archaicznym. Pokazuje początkowy etap budowania cerkwi kopułowych.
  • Matków - Cerkiew św. Dymitra (także Najświętszej Bogurodzicy) z 1838 r. Konstrukcja przypomina chińską pagodę i jest najlepszym przykładem architektury bojkowskiej

 

Joanna Stachowiak, 2013