Jego Walkabout to rowerowy trawers uchodzącej za najtrudniejszą na ziemi wytyczoną drogę - Canning Stock Route w Australii Zachodniej. Słynny szlak długości ponad 1800 km jest wyzwaniem nawet dla samochodów 4x4.
Prowadzi przez cztery pustynie. Z 51 studni wybudowanych kiedyś na szlaku woda jest zaledwie w kilku. Do tego dochodzą wysokie temperatury i „tarka” na drodze. Do tej pory Canning Stock Route przemierzyło samotnie zaledwie kilku rowerzystów, chociaż próbowało wielu. Mateusz Waligóra zmierzył się ze szlakiem najpierw w 2013, ale musiał zawrócić z powodu... intensywnych deszczów. Za drugim razem natknął się m.in. na pożar buszu, ale szczęśliwie dotarł do końca drogi. Co zainspirowało Cię do realizacji Twojego projektu? Walkabout to była najtrudniejsza rzecz jakiej się w życiu podjąłem. Na wielu płaszczyznach. Sama decyzja o wyruszeniu była trudna. W domu czekała na mnie żona Agnieszka z dwumiesięcznym synem. Odwaliła przy tym wszystkim kawał dobrej roboty, wcale nie łatwiejszej od tego, z czym musiałem zmierzyć się w buszu. Co zmieniło się w Twoim życiu? Wszystko. Zniszczyłem granice wyobraźni. Jestem wolny. Szczęśliwy. Czym jest dla Ciebie nominacja do Travelerów? Zauważeniem sukcesu. A „sukces” to potężne słowo. Myślę, że pułapki tego świata ukryte są w takich słowach. Tym razem się udało, ale muszę to wyraźnie podkreślić,  była to druga próba. W 2013 roku byliśmy w Australii razem z moją żoną Agnieszką. Na pustyni, przy studni nr 46 na Canning Stock Route zatrzymał nas deszcz. Deszcze o tej porze roku to zdarzenie niezwykle rzadkie, ale czy to w jakiś sposób zmieniało naszą sytuację? Rozmoczone tereny nie nadawały się do przejechania, a nasze zapasy nie pozwalały czekać na ich wysuszenie. Granica pomiędzy porażką i sukcesem jest nieraz niezwykle cienka. Jednak porażka, nawet ta najbardziej spektakularna, jest dużo mniej medialna niż sukces. Porażka jest tematem niewygodnym, jest przyznaniem się do słabości. Po prostu tabu. Tymczasem niepowodzeń nie ma tylko wtedy, gdy nie podejmuje się ryzyka. A sukces? Dla mnie sukcesem jest to, że udało mi się z buszu cało wrócić do domu. Dlaczego to Ty powinieneś wygrać? Powinienem? :) Trochę z przymrużeniem oka powiem, że trudniejszej rzeczy raczej w życiu już nie zrobię, więc to pewnie druga i ostatnia nominacja do Travelera (w 2013 roku byliśmy nominowani w kategorii „blog roku” za stronę www.nakrancach.pl). Marzę o podróży do... Niebezpiecznie pociągają mnie pustynie. Muszę coś z tym zrobić. W podróżach najbardziej lubię.... Wolność. Jestem potomkiem niewolników - moi dziadkowie pracowali w niemieckich obozach pracy. To, że każdego dnia mogę zrobić to, o czym tylko zamarzę, jest niewiarygodnie cenne. Moje miejsce w Polsce to... Cały czas szukam sobie „mojego miejsca” w Polsce. Kiedyś były to Tatry – obecnie chyba niestety nie ma takiego miejsca. Z perspektywy obcych krajów zawsze pozostanie nim dom.

Więcej o Travelerach przeczytacie tutaj.