Na liście ukraińskich miast, których mieszkańcy są najbardziej zadowoleni z życia, Lwów od wielu lat jest liderem. Z sondaży wynika, że lwowianie są najszczęśliwszymi ludźmi w kraju nad Dnieprem. A ja się tych szczęśliwych ludzi naprawdę kiedyś bałem.

Po raz pierwszy przyjechałem do Lwowa, kiedy miałem 17 lat, w 1997 r. Radziecka propaganda, którą nas karmiono w dzieciństwie, wciąż jeszcze wpływała na moje postrzeganie świata. Pamiętałem więc historie o „strasznych lwowianach obcinających ręce wszystkim, którzy nie mówią po ukraińsku”.

Wychowałem się w centralnej Ukrainie, mówiłem z innym akcentem, więc po przyjeździe do Mista Łewa (Miasta Lwa – tak o Lwowie mówią miejscowi) martwiłem się trochę o moje kończyny. Mojemu zdziwieniu nie było końca, kiedy natknąłem się najpierw na starszą panią, która głośno mówiła po rosyjsku, a potem na grupę młodych mężczyzn rozmawiających po polsku. Każdy miał obie ręce i aktywnie nimi gestykulował. Odetchnąłem z ulgą i poszedłem w kierunku Wysokiego Zamku, a raczej ruin zamku królewskiego, wzniesionego przez króla Polski Kazimierza III Wielkiego. Do dziś, kiedy przyjeżdżam do Lwowa latem, zawsze tam się wspinam. Na porośniętej trawą i drzewami Zamkowej Górze można przyjemnie spędzić czas, w towarzystwie, ale i w samotności, sącząc zimne lwowskie piwo albo inny trunek. Tu są najpiękniejsze zachody słońca.

 

Dla ciała i duszy

We Lwowie kochają Polaków. Badania socjologiczne pokazują, że to właśnie Polacy są najbardziej lubianym przez Ukraińców narodem. We Lwowie nie trzeba daleko szukać, by się o tym przekonać. Wystarczy zajść do Pijanej Wiśni, niepozornej małej knajpki na Rynku. Ale niepozorna jest tylko z zewnątrz, w środku możecie kupić kieliszek lub całą butelkę wyśmienitej wytrawnej nalewki z pływającymi w niej wiśniami. Kiedy już jej skosztujecie, wystarczy uśmiechnąć się do osób przy stoliku obok, zaczepić ich pytaniem o miejsce warte zobaczenia, a oni natychmiast polecą wam najfajniejsze imprezy, klimatyczne dzielnice, modne knajpy i najsmaczniejsze restauracje. Przy okazji opowiedzą o babci czy dziadku Polaku, przyjacielu, który od lat pracuje w Polsce, i o tym, jak Polacy pięknie potrafili odbudować własny kraj.

Niewykluczone, że potem wszyscy razem wylądujecie w jakimś innym lokalu. Na przykład kultowej Kryjiwce, w której dla żartu już przy wejściu pytają, czy nie jesteście przypadkiem Moskalami, i częstują alkoholem. Taki jest Lwów – ironiczny, wylewny, otwarty i gadatliwy. Nawet ci, którzy posługują się tylko językiem polskim, dadzą tu sobie radę, ponieważ we Lwowie wszyscy mówią, albo przynajmniej myślą, że mówią po polsku.

Ceny przyjemnie zaskakują. Gdyby teraz ktoś postanowił ułożyć ranking miast według stosunku ceny do jakości, Lwów zajmowałby jedno z pierwszych miejsc. Misto Łewa oferuje luksusowe restauracje, w których w akwarium pływają homary, ale i tanie poradzieckie bary z bilaszami (to takie pączki, tyle że z mięsnym nadzieniem), w których najemy się do syta za kilka złotych. Nocować można w eleganckich hotelach, które cenowo przyjemnie się różnią od tych na zachodzie Europy, ale nie brakuje tanich hosteli. Można też zrobić tak jak ja – wynająć apartament. Mieszkania w odróżnieniu od hoteli pozwalają lepiej poczuć klimat miasta, spotkać się z sąsiadami na klatce schodowej, pogadać o życiu, polityce i korupcji (ulubionym temacie Ukraińców).

Warto pójść na zakupy na jeden z centralnych bazarów – Hałyckyj albo Dobrobyt. O tym drugim lwowianie żartobliwie mówią „miejsce, które prowadzi do dobrobytu”. Kupi się tu wszystko: futra z karpackich owiec, chińskie klapki, żelazka z Polski, papier toaletowy z nadrukiem twarzy Putina itd. Ale najwspanialsze są stragany z jedzeniem. Wiejskie gospodynie sprzedają tu przepyszny własnoręcznie robiony twaróg, marynowane prawdziwki, kiszony czosnek albo przywiezione z Chersonia słodkie ukraińskie arbuzy i melony. Tylko kupować i jeść!

A kiedy dusza zażąda czegoś więcej, można pójść na przykład do Lwowskiej Opery. Najtańszy bilet na przedstawienie kosztuje 50 hrywien, czyli ok. 8 zł. Tak, osiem złotych!

Do Lwowa już teraz przyjeżdża wielu gości. Za parę lat to miasto, które wielu osobom przypomina Kraków, będzie pękało w szwach od turystów z całego świata. Warto więc zdążyć wskoczyć do ostatniego wagonu, by zobaczyć autentyczne, jeszcze nieskomercjalizowane miejsce szczęśliwych ludzi, Misto Łewa.

 

Warto wiedzieć

Dojazd. Na polsko-ukraińskich przejściach granicznych można spędzić wiele godzin, więc podróż samochodem lub autobusem jest raczej dla odważnych. Alternatywą jest samolot, już teraz kilka linii lotniczych zapowiada nowe połączenia z polskich lotnisk ze Lwowem. Bezpośredni lot z Warszawy liniami LOT kosztuje ok. 550 zł w obie strony.
Można też dojechać pociągiem Intercity z Przemyśla do Lwowa za 28 zł w jedną stronę.

Nocleg. Za dobę w hostelu zapłaci się 10–15 zł.

 Żenia Klimakin