Autostrady o sześciu pasach w jedną stronę i sześciu w drugą, ogromne ślimaki skrzyżowań, ponad dwieście drapaczy chmur wznoszących się ponad 100 m w górę. A wokół – pustka: ubite piaszczyste place czekające na zabudowę, pustynia stojąca tuż u progu miasta, wdzierająca się do środka z wiatrem, ziarenko po ziarenku. Kiedy spaceruję po dzielnicy finansowej Dubaju, wśród wież biurowców wbijających się w bezchmurne niebo, uderza mnie, jak powierzchowna jest szklana nowoczesność tego miasta. Na tyłach wieżowców, drogich hoteli i ekskluzywnych restauracji nie ma nic. Piach. To nie paryskie Champs-Élysées, za którymi rozciągają się ulice pełne kunsztownych kamienic, czy nowojorska 5th Avenue z upakowanym zapleczem Upper East Side. W Dubaju za cienką warstwą ultranowoczesnych budynków jest tylko pełna wiatru przestrzeń.

Dubaj to prawdziwa oaza nowoczesnych technologii pośrodku pustyni. (Fot. FPM) Miasto dla kierowców Jak wielkie jest to miasto, przekonuję się, jadąc metrem. By przemieścić się 52 km czerwoną linią z jednego końca metropolii na drugi, potrzeba godziny. Wybieram „złoty” wagon dla VIP-ów. Za cenę niemal dwukrotnie wyższą niż ta, którą trzeba zapłacić za zwyczajny bilet, można przejechać się w luksusie: skórzane fotele, mało ludzi. Konduktor sprawdza w wejściu, czy pasażerowie mają odpowiedni bilet – ale kontroluje tylko tych, co nie wyglądają na VIP-ów. Eleganckie kobiety w dizajnerskich kostiumach i sznurach pereł na szyi wsiadają przez nikogo niezatrzymywane. Wielką zaletą wagonu dla VIP-ów jest to, że znajduje się na czele pociągu i przez ogromną przednią szybę (dubajskie metro jest sterowane komputerowo) można w czasie jazdy podziwiać widoki. Większość trasy znajduje się bowiem nie pod ziemią, a nad nią. Przejażdżka tym supernowoczesnym metrem to atrakcja sama w sobie – a przy okazji najlepszy sposób przemieszczania się po mieście. W Dubaju czasem nie wiadomo, czy lepiej, kiedy nie ma korków (a potrafią być potworne), czy kiedy są – bo wtedy przynajmniej nikt nie jeździ ulicami 200 km na godzinę. Z poruszaniem się na piechotę też bywa ciężko. Latem problemem jest niebotyczny upał. Zimą temperatury są przyjemne (około 25 stopni) i spacerować można, ale poza starą częścią Dubaju, Deirą, za bardzo nie ma gdzie. To nie jest miasto dla pieszych. Przekonuję się o tym, kiedy próbuję przejść z centrum finansowego do najwyższego wieżowca świata, 160-piętrowego Burdż Chalifa. Otóż – przejść się nie da. Po drodze jest wielkie skrzyżowanie, bez chodników, bez kładek, a ruch ogromny. W końcu zmuszona jestem wziąć taksówkę. Przejeżdżam nią ledwie kilkaset metrów, ale kierowca nie jest szczególnie zdziwiony. W Dubaju mało co kogo dziwi.


Burdż Chalifa zapiera dech. Jest strzelisty, ogromny, jakby wyjęty z innej skali. Kiedy próbuję sobie zrobić zdjęcie u jego podstawy, okazuje się, że dopiero aparat położony na ziemi obejmuje cały budynek w kadrze. Na szczyt wieży, po widoki na miniaturowy Dubaj w dole, pędzi się 10 m na sekundę najdłuższą windą świata. Ale uwaga: bilety na ten przejazd trzeba rezerwować sporo wcześniej – czasem warto i na dwa tygodnie w przód. Jak przystało na Dubaj, jest i opcja dla niecierpliwych posiadaczy grubych portfeli – można wykupić wjazd na taras widokowy bez kolejki. Kosztuje to, bagatela, 340 zł od osoby, czyli niemal trzy i pół razy tyle co normalny bilet. Wieczorem zaś, u podnóża Burdż Chalifa, czeka mnie wyjątkowy spektakl: tańczące w rytm muzyki fontanny. Miejsce do obserwacji mam super. Siedzę w restauracji Baker & Spice na brzegu rozległego sztucznego jeziora, na skraju promenady, po której spacerują mieszkańcy Dubaju: mężczyźni w białych tunikach diszdaszach, a kobiety w czarnych luźnych abajach. Przedstawienie zaczyna się od muzyki. Arabska melodia rozlewa się po jeziorze, załączają się światła i nagle powierzchnia wody unosi się strzelistymi słupami w górę, ponad 150 m ku niebu, faluje, tańczy, zniża się i wynosi zabarwiona ponad sześcioma tysiącami świateł. Choreografia w rytm muzyki jest tak wyśmienita, że mam wrażenie, iż to nie fontanna, a zrobieni z wody tancerze unoszący się na powierzchni jeziora.

 

Zmruż oczy Następnego dnia wybieram się do starej dzielnicy Dubaju, Deiry. Choć „stara” to niezbyt odpowiednie słowo dla opisania okolicy, której historia nie sięga dalej niż kilkadziesiąt lat wstecz. Jak na Dubaj jednak to niemal prehistoria. To tu na początku XX w. kwitł handel perłami, a później – przemyt złota. To tu przybijały statki perskich i hinduskich kupców. Dziś na kanale Dubai Creek wciąż jest pełno barek obładowanych towarem, a wąskie ulice suków przesyca zgiełk handlarzy. W ofercie jest wszystko: od kiczowatych chińskich zabawek, przez podróbki torebek Chanel i oryginalne kaszmirskie paszminy, po aromatyczne przyprawy i misternie haftowane, skórzane pantofle. A do pantofli, dla chętnych, są jeszcze bardziej misternie haftowane suknie – tak wysadzane cekinami, koralikami i wszelkiej maści świecidełkami, że nie pogardziłaby nimi żadna Disnejowska królewna. W Złotym Suku, jak przystało, jest na sprzedaż tyle złota, że od blasku mrużę oczy. Łańcuszki, pierścionki, wisiorki, kolczyki, bransolety – co kto chce i na co kogo stać. Dla najzamożniejszych są tak ogromne i ciężkie złote kolie, że trudno uwierzyć, by ktokolwiek mógł je nosić, nie narażając kręgów szyjnych na złamanie. Wielu z kupujących to Hindusi zwabieni na targ dobrymi cenami i gwarancją jakości – dla nich złoto to inwestycja.

Restauracja Al-Mahara w hotelu Burdż al-Arab oferuje ryby i na żywo, i do jedzenia (Fot. Czarny Kot) Od wielbłąda po maybacha Ze złotego suku kieruję się dalej w przeszłość Dubaju, do najstarszej dzielnicy miasta, Bastakii. Aby tam dotrzeć, muszę się przedostać na drugą stronę kanału. Najszybszym i najbardziej klimatycznym środkiem transportu po Dubai Creek są małe drewniane łódki – abry. Chybotliwe, obładowane są autentycznym duchem przeszłości miasta z czasów, kiedy nie było tu metra, autostrad, maybachów. W porównaniu z sukami Bastakiya to oaza ciszy. Wszystko tu jest w jasnokarmelowym kolorze – wąskie ulice, murowane domy i zdobiące je wieże wiatrów, tradycyjne systemy wentylacji. Tu też znajduje się najstarszy zabytek Dubaju, mur obronny z 1800 r. Choć „mur obronny” to zbyt wielkie słowa na opisanie niziutkiej ścianki ze starych kamieni, o którą – gdyby nie była ogrodzona – można by się potknąć i iść dalej. Oryginalnie miała 2,5 m wysokości, a jej zadaniem była ochrona mieszkańców przed najeźdźcami. Dziś to wyjątkowo ciekawy zabytek właśnie dlatego, że jest tak niezabytkowy. Przypomina, jak daleko Dubaj zaszedł w ledwie kilkadziesiąt lat.


Jeszcze w latach 60. XX w. był zapyziałą mieściną na pustyni, gdzie samochody dzieliły wąskie drogi z osłami i wielbłądami – pierwszy asfalt wylano w 1960 r. Dwa lata po odkryciu ropy, czyli w 1968 r., Dubaj miał ledwie 65 tys. mieszkańców (z czego jakieś 25 tys. to Persowie). Dziś mieszka tu ponad 2 mln osób. Asfaltu nie brakuje. Współczesny przepych Dubaju uderza mnie ze wzmożoną siłą kolejnego dnia, kiedy wybieram się do słynnych galerii handlowych. Zaczynam od Dubai Mall, największego centrum zakupowego świata pod względem powierzchni (548 tys. m²; znalazł się przez to w Księdze rekordów Guinnessa). Znajduje się tu 1200 sklepów oraz 160 restauracji i kafejek. No i oczywiście słynne dubajskie akwarium, w którym chętni mogą ponurkować z rekinami z gatunku tawroszy piaskowych, które osiągają do 3,5 m długości i w naturze zdarzało się, że atakowały ludzi. Oszczędni mogą za darmo podziwiać przez największy panel akrylowy świata (również w Księdze rekordów Guinnessa) 140 gatunków stworzeń – od gigantycznych płaszczek i rekinów po... nurków z butlami na plecach.

Dla tych, co wolą wodę w jej stałej postaci (śnieg), w kolejnej ogromnej dubajskiej galerii handlowej, Mall of the Emirates, jest Ski Dubai, czyli największy zadaszony stok narciarski na świecie (oczywiście – w Księdze rekordów Guinnessa). 6 tys. ton śniegu i 400 m zjazdu, wyciągi zupełnie jak w Alpach i spory tłum ludzi w identycznych strojach narciarskich z logiem Ski Dubai. Pogoda – zachmurzenie z opadami. Zażywających sztucznego alpejskiego szaleństwa można podziwiać przez ogromne szyby rozciągające się przez wszystkie poziomy centrum. Najbardziej jednak zaskakuje mnie to, że wokół pełno jest sklepów sprzedających zimowe ubrania: puchowe kurtki, czapki uszatki, rękawiczki na futerku. Jakby na zewnątrz wcale nie było plus 30 stopni, a tak z minus 30.

Na plaży Dżumajra chętni mogą przejechać się na wielbłądzie. (Fot. Czarny Kot) Palma nad wodą Trzeci dzień to wycieczka na drugi koniec miasta, do Dubai Marina. Przyznaję – jestem w sporym szoku, kiedy odkrywam, że po kilku kilometrach niskich budynków: willi, salonów samochodowych, małych centrów handlowych, wypiętrza się w Dubaju kolejne ogromne centrum pełne szklanych wieżowców. Dzielnica mieszkalna Dubai Marina wzorowana jest na kanadyjskim Vancouver, wybudowana wokół sztucznego (jak przystało na Dubaj) kanału. Większość apartamentowców wznosi się tu od 250 do 300 m w górę, niektóre nawet na 400. Tu buduje się drapacz chmur The Pentominium, który po ukończeniu ma być najwyższym budynkiem mieszkalnym świata (122 piętra). Lokatorzy penthouse’u nie będą mogli zapraszać do siebie znajomych cierpiących na lęk wysokości. Promenadę między brzegiem morza a budynkami mieszkalnymi wypełniają drogie restauracje i butiki (można nawet kupić sobie futro bez rękawów, w sam raz na lato). Po drogach zaś wolno suną – tak by wszyscy zdążyli się przyjrzeć – superluksusowe auta: ferrari, maybachy, porsche.

 

Pełno Rosjan z twarzami zaczerwienionymi wylegiwaniem się na plażach tutejszych pięciogwiazdkowych hoteli. Zero pośpiechu, relaks. Z Dubai Marina biorę taksówkę na słynną sztuczną wyspę w kształcie palmy, Palma Dżumajra. Aby ją stworzyć, musiano nawieźć 94 mln m³ piasku i 7 mln ton kamieni. Oddano eleganckie apartamentowce mieszkańcom, otworzono sklepy i hotele. A wyspa powoli zapada się w morze. Wprawdzie tylko 5 mm na rok, ale badania geologiczne wykazują, że ten proces może w każdej chwili dramatycznie przyspieszyć. Z perspektywy samochodu wyspa palma nie robi większego wrażenia. Owszem, jest ładnie. Zadbane budynki i trawa tak zielona, jakby ją ktoś pomalował ździebełko po ździebełku. Ale aby docenić oryginalny wygląd wyspy i jej konstrukcję, trzeba patrzeć z góry – z samolotu, albo dla śmiałków – podczas skoku spadochronowego (niektóre biura podróży oferują w Dubaju taką atrakcję).


Na kolację wybieram się do jednej z wyśmienitych hinduskich restauracji w mieście – Aryaas. Kuchnia jest wyłącznie wegetariańska, a smakowicie przyprawione dania rozpływają się w ustach. Jedna czwarta mieszkańców Dubaju to robotnicy budowlani, głównie z Indii i Pakistanu, którzy za marne pensje budują bogactwa Emiratów. To stąd tyle w tym mieście niedrogich knajpek specjalizujących się w hinduskiej kuchni – i które zdecydowanie warto odwiedzić. Mój ostatni dzień – lenistwo. Wybieram się na plażę. Można albo za darmo – rozłożyć kocyk na jednej z czyściutkich publicznych plaż Dubaju, np. Dżumajra Beach, albo popławić się w luksusie i wykupić sobie wejściówkę do jednego z tutejszych ekskluzywnych resortów, np. Jebel Ali Golf Resort & Spa (155 zł od osoby), Le Méridien Mina Seyahi (150 zł) czy do One & Only Royal Mirage (230 zł). W tym ostatnim spędzam wieczór. W atmosferze Baśni z tysiąca i jednej nocy, wśród udrapowanych baldachimów, w miękkim świetle świec zaciągam się sziszą o smaku truskawki. Błogość. Sztuczną wyspę Dżumajra najlepiej podziwiać z lotu ptaka (Fot. Czarny Kot) Warto wiedzieć: Fadi Kikano, bankier, mieszka w Dubaju Prawdziwych mieszkańców Dubaju spotkasz w...  Ciężko powiedzieć, kto jest „prawdziwym” mieszkańcem Dubaju, ponieważ żyje tu mieszanka różnych kultur. Wszyscy są tak naprawdę prawdziwymi dubajczykami. Mówią o nas, mieszkańcach Dubaju... Że jesteśmy zepsuci, leniwi i musimy mieć nierówno pod sufitem, skoro decydujemy się mieszkać na rozpalonej pustyni! Ale wielu dubajczyków haruje długie godziny. I zieleń też mamy, np. Safa Park. Koniecznie spróbuj...  Wycieczki na pustynię w samochodzie z napędem 4x4, zwłaszcza o zachodzie słońca. Przejedź się też wieczorem abrą (wodną taksówką) w Madinat Jumeirah. Najbardziej rozrywkowy wieczór spędzisz w... Barasti Bar na plaży Dżumajra, Rockbottom Club w Bur Dubai czy Nasimi Beach w Atlantis on the Palm – wiele tego jest. Ale najlepiej bawiłem się w Harry Ghatto’s, japońskim barze karaoke w Emirates Towers. Na pamiątkę kup... Jakąś złotą biżuterię na suku złota. To niewątpliwie najpopularniejszy suwenir z Dubaju, nie tylko z powodu ogromnego wyboru tego typu produktów, ale przede wszystkim dlatego, że złoto jest tu tańsze niż niemal gdziekolwiek na świecie.


NO TO W DROGĘ: INFO ■ Powierzchnia: 83,6 tys. km².
■ Ludność: ok. 5,3 mln (cały kraj).
■ Języki: arabski (oficjalny), perski, angielski, hinduski.
■ Religie: islam.
■ Waluta: dirham (AED); 1 dirham = 0,85 zł. KIEDY ■ Zimą, najlepiej między grudniem a lutym. Latem jest zdecydowanie za gorąco. WIZA ■ Jest wymagana. Trzeba się o nią ubiegać przed wyjazdem, najlepiej przez biuro podróży w Polsce, np. Odkryj Dubaj (www.odkryjdubaj.pl). Całą procedurę da się załatwić przez internet. Jeżeli leci się liniami Emirates, można ubiegać się o wizę (ze zniżką) przez stronę tych linii po zakupie biletu. Nie ma wiz wielokrotnego wjazdu. DOJAZD ■ Samolotem. Od lutego linie Emirates latają bezpośrednio z Warszawy. Cena biletu w obie strony ok. 2600 zł. www.emirates.com KOMUNIKACJA ■ Taksówki są bardzo tanie i powszechnie dostępne – ale jazda nimi często mrozi krew w żyłach. Wiele hoteli zapewnia darmowe przejazdy busami do popularnych centr handlowych i na plaże. Warto kupować bilety dzienne na metro.
■ Samotnie podróżujące kobiety mogą zadzwonić po tzw. różową taksówkę ladies taxi (są wyposażone w foteliki dla dzieci) – niestety w Dubaju nie ma tych taksówek zbyt wiele. dtc.dubai.ae BEZPIECZEŃSTWO ■ Dubaj jest bardzo bezpieczny, jeśli chodzi o przestępczość. Gorzej na drogach – kierowcy jeżdżą bardzo szybko i nieostrożnie, stąd wiele wypadków. Najlepiej poruszać się metrem. ZDROWIE ■ Opieka medyczna jest na bardzo wysokim poziomie. Nie ma zagrożenia malarią. Nie są wymagane żadne specjalne szczepienia. Można bezpiecznie pić wodę z kranu. Uwaga latem na ryzyko udaru słonecznego. NIEPEŁNOSPRAWNI ■ Dubaj jest przyjazny dla osób na wózkach – wszystkie stacje metra mają windy, a niektóre wagony specjalne miejsca dla wózków. W muzeach znajdują się podjazdy dla wózków, a chodniki są generalnie w bardzo dobrym stanie. WARTO WIEDZIEĆ: ■ Wszędzie z łatwością można porozumieć się w języku angielskim. Wielu mieszkających tu ekspatów nie zna arabskiego.
■ Lepiej ubierać się konserwatywnie (zwłaszcza kobiety), choć na ulicach widuje się panie w krótkich spódniczkach.
■ Skok ze spadochronu (w tandemie) nad wyspą palmą: www.xtremedesert.com/skydive.
■ Spektakl fontann odbywa się co pół godziny od zmierzchu do 22 (w dni powszednie) lub 23 (w weekendy, czyli od czwartku do soboty). POCZUJ KLIMAT ■ Film: City of Life (2009) – przedstawiający Dubaj jako miasto wielu krzyżujących się kultur.
■ Książki: Jeffery Deaver Carte Blanche – nowa książka o Jamesie Bondzie, w której agent mierzy się ze złem właśnie w Dubaju; Becky Wicks Opowieści dubajskie – arabska kultura w oczach rozrywkowej singielki; Jim Krane City of Gold: Dubai and the Dream of Capitalism – reportaż o nierównościach ekonomicznych w Dubaju. ADRESY ■ Ambasada RP w ZEA, Abu Dhabi, PO BOX 2334, tel. +971 2 446 52 00, tel. dyżurny: +971 508 113 249, abudhabi.amb.sekretariat@msz.gov.pl, www.abuzabi.msz.gov.pl WWW ■ dubaimetro.eu – metro w Dubaju
■ www.Timeoutdubai.com – najlepsze restauracje, bary, wydarzenia, koncerty i inne atrakcje
■ www.zomato/Dubai – świetny serwis o restauracjach w Dubaju Dubaj - czas: 5 dni, koszt: 5,3 tys. zł (w tym bilet lotniczy i wiza)

3 sposoby na Dubaj

DUBAJ

(Zjednoczone Emiraty Arabskie)

 Nocleg  Jedzenie  Rozrywka
Tanio Suha City Hotel (Garhoud Road, Deira), ok. 380 zł za dwójkę ze śniadaniem – nowocześnie, świetny serwis. www.mondohospitality.com/suhacityhotel Aryaas Restaurant
(Bank Street, naprzeciw BurJuman, Bur Dubai)
– wyśmienita kuchnia indyjska; ok. 30 zł/os. za duży obiad z napojami.
Przejażdżka tradycyjną wodną taksówką abrą po Dubai Creek – 85 gr od osoby za przejazd.
Przystępnie Ramada Jumeirach Hotel (Al Mina Road, Burj Khalifa) – ok. 700 zł za luksusową dwójkę ze śniadaniem. www.ramadajumeirah.ae Baker & Spice (Souk
Al Bahar) – świetne miejsce do obserwowania tańczącej fontanny;
ok. 85 zł za obiad od osoby. bakerandspiceme.com
Warto się wybrać na ekskluzywne baseny
i plażę resortu One & Only – 230 zł (należy rezerwować przynajmniej dzień wcześniej).
Luksusowo One & Only Royal Mirage (JAl Sufouh Road, Jumeirah Beach), w stylu Baśni 1001 nocy – od ok. 2 tys. zł za dwójkę. royalmirage.oneandonlyresorts.com Zuma (Gate Village 6, Dubai International Finan-
cial Centre) – jedna z najlep-
szych na świecie; obiad od ok. 850 zł za dwie osoby. www.zumarestaurant.com
Nurkowanie z rekinami
w akwarium centrum handlowego Dubai Mall (500 zł).