- Agata, ja muszę skoczyć – w głosie Stavrosa, zawsze uśmiechniętego właściciela rodzinnej restauracji, w której jak co wieczór jemy kolację, słychać pewne zniecierpliwienie.

- Wiesz, że nie możesz, nie mamy na to pozwolenia – odpowiadam to, co zawsze. Siedzimy z Tomkiem w Ammos Taverna w stolicy greckiej wyspy Zakintos.

Delektujemy się tradycyjną sałatką i ciepłym wieczorem. Szumi morze, ubrane na czarno babcie plotkują na kamiennych ławeczkach, turyści leniwie przechadzają się po promenadzie. Przychodzimy tu, żeby odpocząć po ciężkim dniu pracy. Wybraliśmy Zakintos i jej plażę Navagio na miejsce  trzeciej edycji naszego projektu „Dream Walker – w 80 skoków dookoła świata”. Jego nazwa nawiązuje do romantycznej podróży Fileasa Fogga z powieści Juliusza Verne’a W 80 dni dookoła świata.

 

Czym jest Dream Walker?

To skoki nad największymi przepaściami na naszym globie. Jego główne idee to: otwarcie dla wszystkich hermetycznego do tej pory środowiska sportów ekstremalnych oraz doskonalenie umiejętności profesjonalnych skoczków i osiąganie sportowych wyników. Połączyliśmy podróże w najpiękniejsze miejsca z bardzo wymagającym sportem – skokami linowymi w technice Dream Jump.

Właścicielem patentu na takie skoki jest siedzący właśnie obok mnie w Ammos Tomasz Zieliński – pomysłodawca, kierownik techniczny, główny projektant i budowniczy układów linowych w jednym. Zaczynaliśmy kilka lat temu w Polsce od treningów ze skromnej wysokości 7 m. Potem ruszyliśmy w świat. Na pierwszy cel wybraliśmy Norwegię i ponadkilometrowej wysokości górę Kjerag – europejską mekkę skoczków base.

W maju 2013 r. ustanowiliśmy tam nowy rekord świata w długości swobodnego lotu z asekuracją linową: 310 m! Poprzedni wynosił 280 m i należał do Ukraińców. Wspólnie z zawodowcami skoczyło z Kjerag także 16 amatorów na specjalnie dla nich dostosowanym układzie linowym. Kilka miesięcy później skakaliśmy z wysokości 250 m w kanionie rzeki Verdon we Francji, pośród pachnących lawendą pól Prowansji.

 

Smak ekstremum

Zawsze, kiedy pojawiamy się w Ammos Taverna, nasza rozmowa z sympatycznym Grekiem wygląda tak samo. Stavros nalega, a ja nie mogę się na to zgodzić. Nasza umowa z władzami wyspy wyraźnie zaznacza, że mogą to robić tylko i wyłącznie członkowie ekipy Dream Walker. Absolutnie nikt z miejscowych. Szanujemy tę decyzję, choć chętnych do skoków jest naprawdę dużo.

8 czerwca 2014 r. władze wyspy zorganizowały imprezę, podczas której oficjalnie zainaugurowaliśmy skoki. Akrobacje w powietrzu w wykonaniu Tomka, Łukasza, Marty, Guillermo i Carlosa oraz spektakularne skoki synchroniczne zdetronizowały wrak – do tej pory największą atrakcję Zakintos. Wszystko to odbywało się przy głośnym aplauzie zebranych na plaży turystów i wyspiarzy.

Satysfakcja skoczków i moja, organizatora projektu, była ogromna. A to był dopiero początek. Pod okiem profesjonalistów mieli skakać amatorzy, którzy zgłosili się do nas jeszcze w Polsce. W końcu to jedno z założeń Dream Walkera – udostępnić wszystkim smak ekstremum.

 
Winda do nieba

Co nas odróżnia od base jumperów? Zamiast na spadochronach, skaczemy na linach. Skoczkowie base w locie muszą utrzymać określoną pozycję ciała. Jeśli tego nie zrobią, dalsza część opisu już ich nie dotyczy. W odpowiednim momencie otwierają czaszę i lądują kilka sekund później. W skokach linowych nikt nie zaprząta sobie tym głowy. Trzeba za to zamontować nad przepaścią platformy i układ lin.

Całość musi być tak skonstruowana, by zapewniła skok bezpieczny, komfortowy – z łagodnym lądowaniem, i maksymalnie długi. To oznacza, że hamowanie skoczka powinno się rozpocząć jak najbliżej ziemi, dzięki czemu zyskamy cenne kilka chwil swobodnego lotu. Bo w sumie trwa on kilka sekund.

Instalowanie sprzętu jest najtrudniejszym etapem każdej edycji projektu. Dlatego Tomek Zieliński z ekipą: Łukaszem Miłuchem, Filipem Domańskim i Przemkiem Sinieckim, pojawili się na Zakintos długo przed planowanym rozpoczęciem skoków. Dwa tygodnie – tyle trwała ciężka praca: przenoszenie nad urwisko dwóch ton sprzętu, 6 km lin, ważących ponad sto kilo agregatu i wyciągarki.

Tych ostatnich nie da się zarzucić na plecy, wnosiły je cztery osoby, potykając się co krok o kamienie na wąskiej ścieżce. Nie można z tych urządzeń zrezygnować. Agregat zasila wyciągarkę, która pełni funkcję windy. Po każdym skoku trzeba wrócić na górę, co w wersji tradycyjnej zajmuje nawet pięć godzin, bo na plażę można się dostać tylko łódką (nie ma drogi lądowej). Winda skraca tę podróż do… ośmiu minut. W maju na Zakintos żar lał się z nieba, a pot z czoła.

Cel był jednak jasny: zamontowanie dwóch platform i dwóch systemów linowych pozwalających na skoki synchroniczne – tak by w tym samym czasie mogły rzucić się w przepaść dwie osoby. Jeszcze nikt nigdy nie odważył się na podobny wyczyn. Chcemy być pierwsi! Gdy wszystko jest gotowe i przetestowane, z Hiszpanii nadciąga wsparcie: Guillermo Piris – założyciel stowarzyszenia ekstremalnych skoczków linowych w Madrycie, Marta Jimenez – jedyna kobieta w technicznej ekipie projektu, profesjonalistka od skoków linowych, oraz Carlos Torija, który jest także wspinaczem. Bo umiejętności wspinaczkowe są często niezbędne podczas montażu lin w trudno dostępnych miejscach klifów.

 

Dreszcze na klifie

Nie mamy sumienia odmówić Stavrosowi. Przeprowadzamy poważną rozmowę z Denią – przedstawicielką lokalnych władz. Po długich negocjacjach się zgadza. Stavros zapewnia, że jest najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Dumny staje na platformie i rzuca się prosto w biało-błękitną przestrzeń plaży. Jest jedynym Grekiem na świecie, który skacze na linach nad Zatoką Wraku. Szczęśliwców amatorów jest więcej.

– Stajesz nad przepaścią, ogromna przestrzeń przeraża. Widzisz te wszystkie liny i zastanawiasz się: jak to, do cholery, jest zamontowane? Wygląda na czary-mary. Za chwilę podpinasz się do lin, ustawiasz na platformie i skaczesz. W ułamku sekundy zapominasz o wszystkim. Odkrywasz nowe emocje, które będą ci towarzyszyć już zawsze. Lądujesz i chcesz jeszcze. I wiesz, że już nigdy nie przestaniesz

– Olga „Cicha”, jedna z uczestniczek amatorek projektu, wspomina swój pierwszy raz.

Skoki linowe pozwalają takim osobom jak Olga doświadczyć najpiękniejszych i najbardziej ekstremalnych sportowych przeżyć przy zachowaniu maksimum bezpieczeństwa. „Skoki base bez spadochronu” – tak określił je jeden z dubajskich dziennikarzy. Zafascynowany był tym, że odczuwając te same emocje, co skoczkowie base, podejmujesz dużo mniejsze ryzyko.

 

– Skoki na Zakintos były niesamowitym metafizycznym doświadczeniem. Już sam widok z klifu na plażę przyprawił mnie o dreszcze. Procesów, jakie zachodzą w mózgu, gdy na przekór zdrowemu rozsądkowi przekraczamy krawędź rampy i zaczynamy spadać w 300-metrową przepaść, nie da się opisać. To jedno z najczystszych, najbardziej wyrazistych i najpiękniejszych doświadczeń, których każdy powinien spróbować – podsumowuje Piotrek „de la Cosma”, również skoczek amator.

 

Czas jest względny

W połowie czerwca do naszej ekipy „linowej” dołączają skoczkowie base z Australii i USA. Dwa ekstremalne światy spotykają się, żeby wykonać wspólne skoki. Ready, set, go! Z pierwszej platformy rzuca się Brett Kistler, skoczek base z USA, oraz Tomek Zieliński na linach. Z drugiej platformy skaczą ze spadochronem Amerykanka Amanda i Australijczyk Cam Tracey oraz na linach Hiszpan Carlos Torija. Lecą obok siebie na odległość ręki, pozdrawiając się w powietrzu. Pod nimi i dookoła dziesiątki odcieni niebieskiego morza i nieba zlewają się w błękitną plamę. Poziom adrenaliny staje się niemierzalny. Po 7 sekundach układy linowe Tomka i Carlosa zaczynają ich wyhamowywać. Spadochrony pozostałych osób otworzyły się już po trzech sekundach lotu. Wszyscy lądują na plaży Navagio i wpadają sobie w ramiona. Czas jest bardzo względny

. – Te 7 sekund to była dla nas wieczność – opowiada Tomek. Połączenie lin i spadochronów w synchronicznych skokach wymaga perfekcyjnych przygotowań. – Musieliśmy wyeliminować jakiekolwiek ryzyko zderzenia się skoczków base z linami, „wypuścić” wszystkich z platform w odpowiednim momencie, tak aby na siebie nie wpadli, przewidzieć zmianę toru lotu base jumperów po otwarciu się ich spadochronów i upewnić się, że czasze nie zaplączą się w liny, bo to oznaczałoby koniec – wyjaśnia Tomek Zieliński.

– Na Navagio Beach miałem okazję trenować opanowanie oraz samokontrolę przed skokiem i w jego trakcie. Tego wszystkiego nauczyłem się dzięki Tomkowi – mówi Carlos z Hiszpanii. Zaś Tracey, skoczek base z Australii, dodaje: – Marzę, żebyśmy wspólnie odkrywali nowe możliwości w naszych sportach. Nie mogę się doczekać następnego wyzwania!

A rzeczywiście jest na co czekać. Po pobycie na Zakintos ekipa polskich skoczków została zaproszona na pierwsze na Bliskim Wschodzie targi sportów ekstremalnych w Dubaju. W październiku 2014 r. wykonywali tam pokazowe skoki z wysokości 60 m. Tam też zaczęły się przygotowania do jednej z kolejnych edycji Dream Walkera – skoków linowych z drapacza chmur Burdż Chalifa, najwyższego budynku na świecie (828 m). I to dopiero będzie odlot!



Autor: AGATA MAJERCZAK
– pomysłodawca, organizator i koordynator projektu
„Dream Walker – w 80 skoków dookoła świata”.
Nikt na świecie nie widział więcej skoków na linach od niej.
Z wykształcenia filolog – specjalność: język hiszpański.