Chania – miasto kontrastów

Na ulicach Chalepy, dzielnicy Chanii, zaglądam w przeszłość. Patrzę w nią, chodząc po pomieszczeniach dawnej rezydencji Eleftheriosa Venizelosa, ośmiokrotnego premiera Grecji. Mieszkał tu przez ponad pół wieku, od 1880 do 1935 r. Od tego czasu jego dom nie zmienił się ani trochę. Na półkach wciąż stoją książki, na biurku leżą używane przez polityka przedmioty, w garażu czeka samochód.

W przeszłość patrzę też, zerkając na dawny pałac księcia Jerzego, okazały, pełen przepychu budynek w centrum dzielnicy. Ale dostrzegam ją także wchodząc do garbarni, w której Konstantinos Savakis pochyla się nad stołem i skrobie szerokim ostrzem po płachcie skóry. Jest jednym z ostatnich garbarzy w Chanii – drugim co do wielkości mieście Krety. Pracuje metodami sprawdzonymi przez dziesięciolecia, ufając sile własnych mięśni i rak.

– Garbowaniem zajmował się już mój ojciec. Przejąłem po nim fach – mówi Savakis. – W 1950 r. działało tu 80 garbarni. Dziś zostało sześć – dodaje. Obecność w Chalepie Konstantinosa świadczy o tym, ze ta dzielnica – wbrew powszechnej opinii – nie należy wyłącznie do bogatych, dyplomatów i arystokracji.

– W Chalepie zawsze żyło więcej ludzi biednych niż zamożnych – tłumaczy Savakis. – Te światy funkcjonowały obok siebie, czasem się przenikając. Charakter tego miejsca tworzyły jednak nie wille mieszczan, lecz garbarnie i skupieni wokół nich ludzie. Dzielnica zaczęła się rozbudowywać za tureckiej okupacji, gdy posiadający pieniądze mieszkańcy zaczęli uciekać z coraz bardziej przepełnionego miasta. Na przełomie XIX i XX w. odkupili od Turków na jego obrzeżach spory teren pod swoje rezydencje. Równocześnie jednak w te same okolice nadciągnęli biedniejsi mieszkańcy.

Oddalona o niemal 3 km od centrum Chalepa idealnie nadawała się bowiem na lokalizację zakładów rzemieślniczych, których działalność mogłaby przeszkadzać w gęsto zaludnionym centrum. W ten sposób powstała Tampakariá, wydzielony obszar garbarni. Jakimś dziwnym zrządzeniem losu światy biednych rzemieślników i zamożnych mieszczan splotły się w jedno.

Chalepa wciąż pozostaje miejscem kontrastów. Wzniosłości i upadku. Bogactwa i biedy. Pełne przepychu wille stoją obok chylących się ku upadkowi budynków rzemieślników. Eleganckim ogrodom towarzysza zarośnięte dzikimi krzakami zaułki. Marmurowe płyty chodników przechodzą w spękany beton nabrzeża. Ta dzielnica jest prawdopodobnie najlepszym miejscem, od którego można zacząć poznawać Chanię. To tu bowiem jak na dłoni widać, jak wiele obliczy ma to miasto i jak bardzo jest różnorodne.

Chania – historia i zabytki 

Dopiero następnym krokiem może być wizyta na starówce, której Chania zawdzięcza miano najpiękniejszego miasta Krety, a nawet – jak chcą niektórzy – Europy. Wąskie uliczki wiją się pomiędzy kilkupiętrowymi kamienicami. Budynki o pastelowych kolorach odbijają kroki przechodniów, nawoływania kelnerów kuszących klientów, gwar wielojęzycznych rozmów. Błądząc po tym labiryncie, docieram do weneckiego portu, który jest sercem tego miasta.

Wcinający się w morze falochron wieńczy latarnia morska przebudowana przez Turków na kształt minaretu. To jeden z bardziej rozpoznawalnych obrazów związanych z Chanią. Turcy zdobyli miasto w 1669 r., odbijając je z rąk Wenecjan, którzy wcześniej rezydowali tu z kolei przez czterysta lat. Pod grecką flagę wyspa zawinęła dopiero w 1913 r., borykając się jeszcze po drodze z wizytą nazistowskich Niemiec.

Na ślady historii w tym mieście trafia się nieustannie. Chania wciąż pamięta obecność weneckich dożów, nie wyzbywając się włoskiego stylu domów. Pamięta zamiłowanie Wenecjan do handlu i pieniędzy. Przepychu i piękna. Ruchu statków wypełnionych kandyzowanymi owocami, które zachwyceni Wenecjanie wywozili z Krety do swojej republiki. To był miejscowy skarb – wytwarzane zapewne od czasów minojskich plony unurzane w oceanie słodkości. Ich dzisiejsza nazwa odsyła wprost do weneckiej nazwy Krety – Kandii.

Prujące wodę kadłuby okrętów były wówczas jedyną nicią łączącą odległą śródziemnomorską wyspę z Wenecją, a więc i ze światem. O ich znaczeniu świadczy nie tylko rozmiar dawnego portu, ale też bryły kamiennych doków, do których wpływały niegdyś okręty nadszarpnięte morską wodą, wiatrem i upływem czasu. Do dziś pozostało ich dziewięć, w czasach świetności działało ich tu aż 23 (każdy dok przeznaczony był na jeden statek). Obecnie budynki te wiodą już inne życie – biznesowe, konferencyjne, wystawowe.

Tuż obok, w lekko drgającej wodzie portowego basenu, odbijają się kopuły meczetu Janczarów. Pozostałość po epoce, w którą Chania weszła po tym, jak Wenecjanie ulegli tureckiej armii i w popłochu porzucili swój ulubiony skrawek lądu. Meczet jest najstarszą osmańską budowlą, postawioną na miejscu chrześcijańskiej świątyni. Jego widok wciąż kłuje Kreteńczyków w oczy, przypominając o tureckiej dominacji. Za panowania zajętych handlem i uprzyjemnianiem sobie życia Wenecjan życie mieszkańców wyspy jeszcze się jakoś układało.

Po przybyciu Osmanów stało się chropowate, znojne, rodzące bunt. Gdy po dwustu latach mieszkańcy Chanii wyswobodzili się z tureckiego uścisku, skrupulatnie wymazali wszystkie miejsca, które były dla okupantów ważne. Z meczetu pozostała skorupa ogołocona z sacrum. W jej wnętrzu lokalni artyści rozwiesili obrazy. Oglądając je, można się tez przyjrzeć wnętrzu tureckiej budowli.

Chania jest drugim co do wielkości miastem na Krecie / fot. Getty Images

Chania – co robić w letnie wieczory? 

Wieczorami, pod kurtyną półmroku miasto łagodnieje. Znikają ostre cienie, krzykliwe barwy, dosadność. Nawet turyści rozpływają się po restauracyjnych stolikach, przestając szukać pamiątek i zabytków. Portowe nabrzeże kusi, by spędzić na nim czas. To niezły pomysł. Decyduję się jednak na inne miejsce – miejski ogród, w którym w sezonie działa Kipos – najstarsze plenerowe kino w mieście.

Przy rozstawionych na żwirze krzesłach zebrał się już tłumek widzów, na stolikach błyskają szkłem kieliszki z białym winem. W wieczorne powietrze ulatują smugi papierosowego dymu, choć palenie w publicznych miejscach dawno jest już w Grecji zabronione. Pierwszy film trafił na tutejszy ekran w 1905 r. Od tego czasu ruchome obrazy i sączącą się z głośników muzyka nieprzerwanie gromadzą ludzi połączonych chęcią spędzenia wspólnie czasu. Spragnionych dobrych historii, swobodnej atmosfery, bliskości innych. Czyż może być lepszy przepis na udany wieczór? 

Na starówce znajdziecie dziesiątki sklepików z pamiątkami i miejsca, w których napijecie się świetnej kawy / fot. Getty Images

Chania – dojazd, nocleg, jedzenie 

Dojazd:

Z lotniska Warszawa-Modlin linią Ryanair bezpośrednio do Chanii, cena biletu ok. 380 zł w dwie strony.

Nocleg:

  • Irene Maisonettes to pensjonat położony w centrum miasta, ze skromnymi pokojami i dostępem do kuchni. Kilkaset metrów od plaży. Od ok. 145 zł za dwójkę.
  • Akrotiri Hotel, 2 km od centrum, w modnej dzielnicy Chalepa. Pokoje są z balkonami i widokiem na całą Chanię i morze. Od ok. 240 zł – śniadanie w cenie.

Jedzenie: 

W Chanii lepiej unikać restauracji na nabrzeżu. Jakość i ceny posiłków pozostawiają wiele do życzenia. Szukaj małych lokali w głębi miasta. Latem połowy ryb podlegają w Grecji ograniczeniom. Większość dań przyrządzana jest więc z mrożonek lub ryb sprowadzanych z innych krajów. Dobrym wyborem będzie ośmiornica lub kalmary, które rybacy mogą łowić przez cały rok.

Tekst ukazał się na łamach magazynu „National Geographic Traveler. Przewodnik po najpiękniejszych wyspach – Morze Śródziemne. 25 pomysłów na wakacje” (nr 01/2019).