Zaplanuj pobyt na Costa Barcelona:

 

Tekst: Zuzanna O’brien

Dopiero za czwartym pobytem w Barcelonie udało mi się wychylić nos poza utarty szlak turystyczny.

Zaczęłam od wynajęcia roweru. Stacje miejskich jednośladów są niemal na każdym kroku, ich mapę można ściągnąć z internetu, a infrastruktura ścieżek zachęca do zwiedzania miasta na dwóch kółkach. Ale tu czekało na mnie pierwsze zaskoczenie.

Okazało się, że z miejskich wypożyczalni mogą korzystać wyłącznie rezydenci Barcelony. To nie tyle dyskryminacja przyjezdnych, ile ukłon władz miasta w stronę prywatnych wypożyczalni, które masowo traciły klientów. Miejsc, w których możesz wypożyczyć pojazd na cały dzień za nieduże pieniądze, na szczęście nie brakuje. Na eksplorację ruszyłam sama, z mapą kilku tras i listą atrakcji, na które nigdy wcześniej nie miałam czasu. Na własnych mięśniach odczułam, że to naprawdę górzyste miasto. Niemal ciągle zjazdy i podjazdy.

 

Sucha Wieś

Nawet najłagodniejszy podjazd na Montjuïc w katalońskim słońcu był wyzwaniem. Na szczęście cel mojej podróży – spoglądający na morze i port, założony pod koniec XIX w. cmentarz – oferował dużo cienia. Wśród grożących mi surowych placów niemal czarnych cyprysów stały spektakularne dzieła sztuki nagrobnej: gigantyczne, secesyjne anioły, święci, nagrobki wielkości domów. Pochowany jest tu między innymi jeden z największych hiszpańskich artystów, Joan Miró. Spodziewałam się tłumów jak na paryskim Père-Lachaise, a byłam jedyną zwiedzającą.

W drodze powrotnej – nieporównanie przyjemniejszej, bo z góry – stanęłam na wczesną kolację w dzielnicy El Poble Sec. „Sucha Wieś” jeszcze dekadę temu chodziła za szemraną okolicę pełną spelunek i najtańszych barów. Ceny w knajpach wciąż są tu o prawie połowę niższe niż w pobliskim centrum, ale dzielnicę zaludnili przez ostatnie lata artyści, a za nimi podążyły modne kluby i restauracje. O ile kiedyś mało kto się tu zapuszczał, dziś na głównych ulicach dzielnicy, Blai i Blesa, spotkać można całkiem sporo turystów. Większość z nich przybywa tu, żeby odwiedzić jedno z najpiękniejszych muzeów świata – Fundació Joan Miró, zaprojektowane przez architekta Josepa Lluisa Serta. Oprócz obrazów i rzeźb słynnego artysty muzeum jest też domem dla najbardziej trującego dzieła sztuki – plującej rtęcią fontanny zbudowanej przez Alexandra Caldera. Zanim świat dowiedział się, że nawet opary rtęci są zagrożeniem dla zdrowia, fontanna zdobiła pawilon hiszpański na Światowej Wystawie w Paryżu w 1937 r. Nawet Pablo Picasso uwiecznił ją na swoim słynnym obrazie Guernica. Dziś podziwiających ją zwiedzających oddziela od niej szklana ściana.

El Poble Sec to raj dla smakosza. Jako że nie miałam kogo zapytać o rekomendację, dyskretnie dołączyłam się do grupy z przewodnikiem prowadzącym swoje turystyczne owieczki trasą „Barcelona dla miłośników dobrego jedzenia”. – A teraz proszę poluzować paski w spodniach, bo wyjdą stąd państwo ze znacznie szerszą talią – zachęcił głodne stado, prowadząc je do maleńkiego baru Quimet y Quimet. Mięsne kulki z kalmarami w gęstym sosie, plasterki morcilli z chorizo na plastrach słodkich ziemniaków, wybitne patatas bravas, montaditos – zakąski na kawałku bułki... Wycieczka dawno już sobie poszła, a ja wytoczyłam się zza baru dopiero o zmierzchu. Gdyby nie niechęć do pedałowania po ciemku, przerobiłabym całe menu.

 

Karuzela co niedziela

Następnego dnia było jasne, że zakwasy nie pozwolą mi dotrzeć do celu zwiedzania na rowerze. Góra Tibidabo ma bowiem ponad 500 m wysokości i jest najwyższym szczytem w otaczającym miasto paśmie Sierra de Collserola. Dotrzeć tu można jedną z najstarszych kolejek linowo-terenowych w Europie, więc zdradziłam dla niej mój jednoślad. Barcelończycy ściągają tu w weekendy, bo na Tibidabo stoi zbudowane na przełomie XIX i XX w. wesołe miasteczko. Wiele z antycznych karuzel działa do dziś, ale większość wyposażenia parku to typowe kolejki górskie, diabelskie młyny, wirujące filiżanki i inne atrakcje dostarczające rozrywki ludziom bez błędnika i lęku wysokości. W programie atrakcji nie ma już na szczęście oglądania afrykańskich plemion. Na początku ubiegłego wieku każdy, kto kupił bilet, mógł sobie obejrzeć najpierw wynajętą grupę przybyszy z Senegalu w tradycyjnych strojach, a później przedstawicieli plemienia Fulah z Afryki Równikowej.

– Na pewno chce pani bilet tylko do Muzeum Automatów? Bo właśnie otworzyliśmy po renowacji Hotel Krüger na ulicy Wiązów... Słusznie się nie ugięłam: zebrane w tutejszym muzeum mechaniczne lalki, maszyny do gry, ruchome dioramy i przedziwne wytwory na pograniczu robotyki i sztuki też mogą się przyśnić. To jedna z największych kolekcji takich maszyn na świecie. Naciskasz guzik, a figurki w zdobionych gablotach wykonują swoje zadania: akrobaci wskakują sobie na ramiona, żonglerzy podrzucają piłeczki, a tancerki wymachują nogami w rytm kankana. Orquesta Prodigiosa, złożona z czarnoskórych muzyków jazzowych, zagra skoczną melodię, a Cygańska Królowa spojrzy ci w oczy, rozłoży karty i przepowie ci przyszłość.

Nieco oszołomiona wyszłam z muzeum i zaczęłam wspinaczkę na szczyt góry. Przed zachodem słońca udało mi się też dotrzeć do chyba najmniej znanego punktu widokowego miasta – do bunkrów Carmel. Zbudowane na szczycie Turo de la Rovira fortyfikacje, przez lata popadające w ruinę, doczekały się wreszcie renowacji, a co za tym idzie – większej liczby odwiedzających. Tego wieczoru były tu jednak tylko trzy zakochane pary i racząca się winem grupka studentów.

Przy wieczornym koktajlu w hotelowym barze komponowałam już kolejną listę na następne trzy dni w Barcelonie. Oczywiście była za długa.

 

Barcelona - informacje praktyczne

DOJAZD
Do Barcelony latają z Polski linie Ryanair i LOT (ok. 300–600 zł).

Nocleg
Casa Gracia – butikowy hostel z dizajnerskim wystrojem. Dwójka od 55 euro za noc ze śniadaniem casagraciabcn.com. B Hotel – nowoczesny, luksusowy hotel w centrum, z tarasem i basenem na dachu; od 175 euro za dwójkę b-hotel.com.

Jedzenie
Wybitne tapas znajdziemy w La Tasqueta de Blai, grupotasqueta.com, i w La Platilleria na Carrer del Roser 82 – oba w dzielnicy El Poble Sec. Na śniadanie – churros w Comaxurros w Sant Gervasi. Tu serwuje się je nie tylko z gorącą czekoladą, ale z kilkunastoma różnymi sosami.