Życie w Australii nie jest łatwe. Zwłaszcza na terenach rolniczych, gdzie Twój najbliższy sąsiad może być oddalony o setki kilometrów, a od jednych opadów deszczu do drugich mogą upłynąć lata. Rolnikom w południowo-wschodniej części kraju w ciągu ostatnich kilku lat było szczególnie ciężko z powodu wyniszczających susz. Zmusiły one wielu z nich do sprzedania swoich zwierząt, aby przetrwać lub nawet do opuszczenia swoich gospodarstw rolnych na dobre.

Murale na silosach – skąd zrodził się pomysł? 

W południowo-zachodniej części Queensland znajduje się Thallon, które zamieszkuje społeczność hodowców bawełny i owiec (populacja miejscowości wynosi 257 osób). Thallon, tak jak inne miasta Australii znajdujące się na uboczu, może niebawem zniknąć z map z powodu zmian klimatycznych i demograficznych. Pasażerskie połączenia kolejowe do i z miasta położonego około 570 km na południowy zachód od Brisbane zostały wstrzymane w latach 90. To przyspieszyło jego upadek.

„Do 2015 roku Thallon stanęło na krawędzi upadku, więc zebraliśmy społeczność, aby zobaczyć, co możemy zrobić, aby ożywić miasto” – mówi Leanne Brosnan, sekretarz Stowarzyszenia Thallon Progress. Pomysły, które pomogła zrealizować grupa, to między innymi stojący w parku pomnik dwumetrowego włochatego wombata oraz stworzony w 2017 roku potężny mural obejmujący cztery silosy na ziarno o wysokości 30 metrów, znajdujące się naprzeciwko miejskiego kempingu.

Mural o nazwie „The Watering Hole” (pol. wodopój) został wykonany przez artystów sztuki ulicznej z Brisbane, Joela Fergie i Travisa Vinsona. Przedstawia on płomienny zachód słońca nad krajobrazem usianym owcami i tęczowymi papugami oraz nad drzewem z blizną. To ukłon w stronę rdzennej społeczności regionu, która odrywa korę z drzew, potrzebną im do zrobienia broni. Artyści, którzy tworzą pod pseudonimami The Zookeeper (Fergie) i Drap (Vinson) malowali swoje dzieło z kosza żurawia przez 21 dni i zużyli do tego celu 500 puszek farby w sprayu.

Artyści z Brisbane, Joel Fergie i Travis Vinson, pokryli silos zbożowy w Thallon w stanie Queensland obrazem lokalnych zwierząt gospodarskich i ptaków przy zachodzie słońca. (Photograph by Annette Green)

Ich wysiłki na dużych wysokościach były tego warte. „The Watering Hole” został uznany za najlepsze dzieło sztuki publicznej na inauguracyjnym rozdaniu nagród Australian Street Art Awards w 2019 roku.

„Thallon w ogóle nie było wcześniej celem podróży turystycznych" – mówi Brosnan. „Teraz mural zachęca turystów, żeby tu przyjechać i może wydać kilka dolców w miejscowym pubie. Dało to mieszkańcom trochę nadziei na przyszłość”.

Mural w Thallon jest jednym z 30 niezwykłych dzieł, które zostały namalowane na silosach w całej Australii w ciągu ostatnich lat. Niektóre z nich znajdują się na terenach rolniczych, które wciąż funkcjonują, inne ozdabiają opuszczone magazyny. Znajdujące się w pięciu stanach, wzdłuż sześciu szlaków komunikacyjnych ogromne obrazy tworzą rodzaj plenerowych galerii. Gdyby wszystkie silosy były połączone razem, a ktoś miałby dużo gazu w baku samochodowym, pokonałby w sumie ok. 7560 km. Jeśli więc marzy ci się Australia, atrakcje turystyczne taka jak ta, powinny znaleźć się na twojej liście.

Murale na silosach przyciągają do Australii coraz więcej turystów

Ciekawostki o Australii to temat rzeka, ale malunki na silosach to dość świeża sprawa. Idea ozdabiania ogromnych budynków gospodarczych sztuką dużego formatu powstała w Australii Zachodniej w 2015 roku, kiedy to organizacja non-profit o nazwie FORM zatrudniła znanych artystów ulicznych o pseudonimach Phlegm i HENSE do pomalowania grupy połączonych ze sobą silosów w mieście Northam, ok. 100 km na północny wschód od Perth w regionie Wheatbelt. Phlegm pokrył jeden koniec 36-metrowego bloku falistymi, czarno-białymi portretami wczesnych lotników i baloniarzy. HENSE natomiast nakleił kolorowe, abstrakcyjne formy na drugim końcu.

Stworzona jako projekt pilotażowy akcja, której celem było udostępnienie sztuki na obszarach wiejskich, okazała się strzałem w dziesiątkę. Projekt zapoczątkował ruch, który rozprzestrzenił się na inne miasta w regionie Wheatbelt w zachodniej części Australii. A ich celem, poza upiększonymi silosami, było również przyciągnięcie turystów i rewitalizacja miast. 

Dotacje na kulturę i prywatne zamówienia sprawiły, że obszary wiejskie wypełniły się tą wyjątkowo żywą, pozytywną sztuką, którą zwykle można znaleźć w zaułkach śródmiejskich i dzielnicach z magazynami. Dodatkowy atut? Z szeroko otwartych bocznych dróg w Australii silosy można dostrzec z odległości wielu kilometrów.

„Nie mieliśmy zamiaru tworzyć szlaku, ale zainteresowanie było tak duże, że szybko zdaliśmy sobie sprawę z potrzeby skoordynowanego podejścia do projektu" – mówi Rhianna Pezzaniti, kierownik projektu, który stał się znany jako Public Silo Trail. Jest to szlak łączący ze sobą sześć pomalowanych silosów w południowo-zachodniej części Australii Zachodniej.

Guido van Helten namalował cztery pokolenia lokalnej rodziny rolniczej na silosie w Brim w stanie Victoria. (Photograph by Greg and Jen Read)

Łącząc siły ze spółdzielnią rolników zbożowych oraz z Grupą CBH, która przekazała swoje wciąż używane silosy jako płótna, organizacja FORM współpracowała ze społecznościami wiejskimi w celu wytyczenia trasy przejazdu. Chodziło to, by miała ona sens pod względem logistycznym dla osób podróżujących po drogach. Jednocześnie miała pobudzać turystykę w podupadających miastach.

Nie jest to jednak Picasso, który zawędrował na słabo zaludnione tereny Australii. Prace te mają zazwyczaj bardzo lokalną tematykę i często, choć nie zawsze, są tworzone przez Australijczyków. Artyści konsultują się z mieszkańcami miast, aby stworzyć obraz pasujący do miejscowego krajobrazu. Tak powstał portret rolniczej pary na silosie w Lascelles, w stanie Victoria. Stworzył go artysta o pseudonimie Rone, który pochodzi z Melbourne. A także namalowany przez nowojorskich artystów Yok i Sheryo, gigantyczny rubinowy pławikonik australijski zdobiący silos w nadmorskiej Albany w Zachodniej Australii.

„Ludzie w tym kraju nie mają zwykle czasu na odwiedzanie fantazyjnych galerii sztuki, więc chcieliśmy stworzyć dzieła, które by je odzwierciedlały” – mówi Shaun Hossack, założyciel i dyrektor kreatywny agencji artystycznej Juddy Roller z Melbourne. Pomogła ona umieścić 17 murali na silosach w całym kraju. W tym młodą dziewczynę bawiącą się na polu pszenicy stworzoną przez Cam Scale w Kimba w Południowej Australii oraz wielopokoleniowy kwartet rolników noszących kapelusze i czapki z daszkiem autorstwa Guido van Heltena w położonym w stanie Victoria mieście Brim.

Van Helton, znany z fotorealistycznych portretów, jest kimś w rodzaju międzynarodowej gwiazdy jeśli chodzi o malowanie na silosach. M.in. dzięki swoim pracom wykonanym na wysokich budowlach w Fort Dodge, w stanie Iowa i w Jacksonville na Florydzie

O ile malowanie silosów nie jest wielkim wysiłkiem dla ulicznych artystów przyzwyczajonych do dużych projektów, stają oni jednak przed pewnymi wyzwaniami. To między innymi wysokie rusztowania niczym z Cirque du Soleil, farby, które schną powoli z powodu wilgoci lub wiatru czy niesprzyjająca pogoda.

„Guido malował silos w Brim w czasie Bożego Narodzenia, kiedy jest strasznie gorąco” – mówi Hossack. „Musiał wstawać przed świtem, pracować do około 11 przed południem i wracać dopiero wieczorem”. Dla osób, które interesuje mniej znana Australia – ciekawostki, takie jak ta są na wagę złota.

Murale na silosach – gdzie są? 

Wycieczka do Australii szlakiem silosów nie powinna być skomplikowana. Choć szlaki silosowe są położone daleko od siebie pod względem geograficznym, łatwo jest uzyskać obraz tego, jak wyglądają i gdzie można je znaleźć. A to dzięki dwóm „szarym nomadom” z Zachodniej Australii.

Wybierając się na wyprawę wędkarską swoją Toyotą Coaster (rocznik 1992) pod koniec 2018 roku, emeryci Annette i Eric Green zboczyli z kursu, aby zobaczyć pomalowany silos w Tumby Bay w Południowej Australii. Obraz argentyńskiego artysty Martina Rona, przedstawiający dwóch chłopców skaczących do oceanu, tak bardzo im się spodobał, że para wyruszyła w drogę, aby zobaczyć więcej sztuki.

Heesco Khosnaran namalował wiejską scenę na silosie w Grenfell w Nowej Południowej Walii. (Photograph by Annette Green)

„Po tym jak skończyliśmy naszą wędkarską wyprawę i zastanawialiśmy się, gdzie jeszcze pojechać, pomyślałam, że w Victorii są jakieś silosy i warto je zobaczyć” – opowiada Annette. Sfrustrowana brakiem informacji na temat silosów w sieci, Annette stworzyła stronę na Facebooku, która ma być przewodnikiem dla innych wędrowców, a w 2019 roku uruchomiła stronę internetową Australian Silo Art Trail, aby udokumentować szlaki na poziomie krajowym.

„Zaprowadziło nas to do tak wielu miejsc, o których nigdy byśmy nie pomyśleli” – mówi, dodając, że wpływy sztuki na gospodarkę są odczuwalne także poza miastami z silosami. „Często między każdym silosem znajduje się kilka miast. Oznacza to, że więcej osób zatrzymuje się po paliwo lub przekąski, co pomaga utrzymać przy życiu małe przedsiębiorstwa".

Podczas gdy większość regionów, w których powstały silosy nie ucierpiała z powodu niedawnych pożarów buszu, wiele społeczności rolniczych z muralami pozostaje w zasięgu suszy. Oznacza to, że w takich miejscach jak malutki Grenfell, 360 km na zachód od Sydney, mural silosowy zamówiony przez lokalnego właściciela firmy zbożowej nie tylko upiększył miasto, ale także był dobry dla handlu. 

„Ożywiło to regionalną gospodarkę, co było bardzo potrzebne” – mówi Auburn Carr, urzędnik ds. turystyki w tym regionie. Liczba turystów odwiedzających miasto wzrosła o 54 procent od powstania silosu w 2019 roku.

Murale na silosach zmieniają oblicze australijskiej prowincji

Sytuacja w Australii, zwłaszcza w przypadku prowincji, bywa niekorzystna. Jednak pokryte muralami silosy pomogły również pobudzić inne rodzaje sztuki publicznej na terenach rolniczych i ożywić rozwój w całym kraju. W Katanning, rolniczym miasteczku w Zachodniej Australii, organizacja FORM zleciła artystom ozdobienie skrzynek z transformatorami i zbudowanie ścian pokrytych kolorowymi ptakami, psami i arabskimi napisami w 2017 roku. Rok później, w przerobionym młynie z 1891 roku został otwarty stylowy Premier Mill Hotel.

Podobne historie powtarzają się w innych miastach z silosami w całym kraju, a rozwój turystyki pomaga doświadczającym trudności biznesom utrzymać się na powierzchni. Daje on także niektórym mieszkańcom pewność siebie potrzebną do tego, by rozpoczynać nowe przedsięwzięcia. Weźmy na przykład Store Cafe w Pingrup w Zachodniej Australii, który został założony przez grupę miejscowych kobiet wiosną 2018 roku. Mniej więcej w tym samym czasie, kiedy malowano silos w mieście.

„Zanim otwarto kawiarnię, w Pingrup nie było nic. Trzeba było przejechać 50 kilometrów, aby kupić mleko i chleb” – opowiada Pezzaniti. Teraz jest to miejsce, w którym podróżni mogą zatrzymać się na domowy posiłek”.

Na stronie internetowej Annette Green znajduje się również ponad 60 pomalowanych wież wodnych, które przedstawiają takie projekty, jak wyłaniające się z wody wieloryby (Slade Point, Queensland) oraz dzieła aborygeńskie odzwierciedlające istotną duchowo dziką przyrodę (Larrakia, Terytorium Północne). „Niektóre z tych dzieł sztuki są tak samo duże i imponujące, jak prace na silosach” – mówi. „Wiele z nich znajduje się w pobliżu silosów, więc szukanie ich może być kolejną atrakcją podczas podróży”.

Wszystko to inspiruje do powrotów zarówno turystów, jak i artystów. Fergie i Vinson tak dobrze poznali mieszkańców Thallon podczas malowania „The Watering Hole”, że wrócili, by zrobić dodatkowe murale. W tym portret jednego z mieszkańców na filarze pod mostem kolejowym. W prawdziwie uliczno-artystyczny sposób, ukradkiem stworzyli go w ciągu kilku godzin, jako niespodziankę dla miasta.

„Jeden z mieszkańców przyłapał nas w środku nocy, ale kiedy zdał sobie sprawę z tego, co robimy, powiedział: «O, fajnie, kontynuujcie»” – mówi Fergie, który tak bardzo zakochał się w tym spokojnym mieście, że planuje poślubić swoją dziewczynę w lokalnym pubie. „Pod tym mostem jest około 20 filarów, więc na pewno wrócimy” – dodaje.

Australia – obostrzenia, koronawirus

Australia w czasie najwyżej zachorowalności pandemii koronawirusa pozostawała jednym z najbardziej zamkniętych państw świata. Dopiero na początku lutego premier Scott Morisson zapowiedział, że po dwóch latach kraj otworzy się na przyjezdnych z zagranicy. Od 18 kwietnia 2022 zniesiony został wymóg posiadania negatywnego wyniku testu w kierunku COVID-19 wobec osób przyjeżdżających na Antypody. Jak czytamy na rządowej stronie gov.pl, na odwiedzających Kraj Kangurów spoczywa jedynie obowiązek spełnienia ewentualnych wymogów związanych z testowaniem wprowadzonych przez poszczególne linie lotnicze. 

Wszystkie obostrzenia dla podróżnych związane z wirusem SARS-CoV-2 znajdziecie tutaj