Najlepiej przyjechać tu właśnie jesienią. Wtedy zwiedzanie Sewilli czy Kordoby
(z zachwycającymi pałacami i meczetami zbudowanymi w średniowieczu przez Maurów) jest znacznie przyjemniejsze niż latem, kiedy żar leje się z nieba. Morze wciąż jest wystarczająco ciepłe (nie dotyczy to wybrzeża chłodniejszego Atlantyku, do którego Andaluzja też ma dostęp), a plaże prawie puste. Poza tym we wrześniu i październiku można się wybrać na mecze Primera Division do Malagi czy Sewilli!

Nie zdążycie na jesień? Bukujcie już bilety na wiosnę. W kwietniu odbywa się słynna Feria de Abril w Sewilli, zaś przed Wielkanocą obchodzony jest (i to jak!) Wielki Tydzień. Barwne procesje, religijne uniesienia i przyziemne uciechy.

Jeśli nie boicie się temperatur w okolicach 10°C (a skoro mieszkacie w Polsce, to pewnie się nie boicie), przyjedźcie tu zimą, na przykład na karnawał do Kadyksu. I bawcie się na ulicach do rana! Niezależnie od pory roku warto w mrocznych knajpach posłuchać flamenco i spróbować najlepszych w kraju tapas, czyli malutkich przekąsek do wina.

 Choć w wyniku kryzysu Hiszpania znów jest względnie tania, my wiemy, jak zapłacić jeszcze mniej. Oto nasze sposoby.

7 sposobów na tanią Andaluzję

1. Poluj na promocje

Z Polski do Andaluzji lata tylko Ryanair (trasa Wrocław lub Kraków – Malaga). Warto zapolować na promocje linii Swiss, Lufthansa czy Air France. Można też spróbować kupić tanie bilety na WizzAir do Madrytu (ok. 400 zł w obie strony) i dalej AVE, czyli szybką koleją (od ok. 30 euro w jedną stronę). Na miejscu dobrze wynająć samochód – tak będzie łatwiej zaplanować zwiedzanie czy dojazd na plażę. Internet to kopalnia dobrych ofert, np. na www.andaluciacar.com można wynająć mały samochód od 90 euro za tydzień.

2. Trop pestki

Tapas, czyli przekąski (od 2 euro) i menu del dia, czyli danie dnia (od 8 euro), to najlepsze sposoby, by nie przepłacić, a jednocześnie spróbować lokalnej kuchni. Menu del dia to tak naprawdę cały obiad: przystawka, główne danie i deser plus wino, chleb, woda. Natomiast tapas zwykle podawane jest gratis do wina czy piwa (zwłaszcza w Grenadzie). Zobaczcie, gdzie jest dużo ludzi, gdzie na podłodze leży dużo serwetek, pestek od oliwek i wykałaczek – tam na pewno dobrze karmią. W Tarifie zajrzyjcie do baru Los Melli (Guzmán el Bueno 16) i do La Tribu (c/de la Luz 7).

3. Wypij za byka

Tanie wina hiszpańskie (takie od 2 euro) w Polsce kosztują często powyżej 25 zł. Za 8–10 euro mamy dostęp do trunków już naprawdę z wyższej półki (droższych w Polsce o blisko 50 proc.), a wybór ogromny, także w supermarketach. Ciekawi was, skąd pochodzi popularny symbol Hiszpanii, czyli czarny byk? To marka jednego z najdłużej działających producentów wina typu jerez (inaczej sherry) w Andaluzji – firmy Osborne. Reklamy z wielkim toro bravo stały w wielu miejscach przy hiszpańskich drogach. Prawo się zmieniało, reklama alkoholu przy jezdniach w końcu została zabroniona, ale Hiszpanie tak przyzwyczaili się do byka, że stoi, jak stał, tyle że bez nazwy. Zwiedzanie bodeg Osborne jest płatne (np. Bodega de Mora w Puerto de Santa Maria za 7,5 euro), ale warto tam zajrzeć, a może rozejrzeć się i znaleźć w okolicy mniej znaną, a równie ciekawą? Więcej: www.vinoybrandydelpuerto.com, www.rutasdevino.com.

 4. Śpij przy/na plaży

Polecam prywatne kwatery; mały domek w pobliżu morza już od 30 euro za dobę. Więcej: www.niumba.com. Ale można też spać na plaży! Pod gołym niebem z widokiem na Afrykę... Pięknie, prawda? Noc na świeżym andaluzyjskim powietrzu nie będzie dla nas, ludzi Północy, szczególnym wyzwaniem nawet w październiku. Warto tylko zapytać miejscowych, czy guardia civil, czyli straż, nie przegania.