Ostre granie gór nad zasypaną białym śniegiem doliną, którą przeszywa iskrzący się w słońcu strumień, przy nim kościół ze strzelistą wieżą i zegarem, obok drewniane domy z malowanymi w kwiaty okiennicami i para ustrojonych w dzwonki i czerwone pompony koni zaprzężona do sań.

Lech dla wielbicieli luksusu

Ostre granie gór nad zasypaną nieskazitelnie białym śniegiem doliną, którą przeszywa iskrzący się w słońcu strumień, przy nim kościół ze strzelistą wieżą i zegarem, obok drewniane domy z malowanymi w kwiaty okiennicami i para ustrojonych w dzwonki i czerwone pompony koni zaprzężona do sań. To nie jest scenografia do bożonarodzeniowej reklamy, ale widok, jaki wita nas przy wjeździe do Lech. Potem zaczynamy zauważać detale – pieska w brylantowej obroży, nie-zwykłą jak na miasteczko zagubione w alpejskiej dolinie ilość fu- ter, jaguary pod wymuskanymi domostwami.
Tutaj nigdy nie ma tłumów. Ilość sprzedawanych karnetów narciarskich jest limitowana, a łóżek hotelowych nie przybywa. Jednodniowi turyści nie mają szans zaparkowania samochodu, a jeśli już im się to uda, żałują, gdy przychodzi do uiszczenia opłaty. Lech i oddalone o 10 minut drogi, mniejsze i jeszcze bardziej ekskluzywne Zürs, połączone są wyciągami z Sankt Anton, ale już turyści z Sankt Anton,by pojeździć na nartach w Lech, muszą uprzednio spędzić godzinę w autobusie.
Władze Lech stawiają na skromną ilość i wysoką jakość. Lech i Zürs są najdroższymi miejscami w austriackich Alpach. Tu płaci się za krajobraz, którego nie psują ogromne hotele ani szare zadymione parkingi, za czyste powietrze. Zimą ruch kołowy w górnej dzielnicy Lech – Oberlech – jest zabroniony, bagaże wjeżdżają na główny plac tunelem, skąd rozwożą je melexy, a gości hotelowych wwozi kolejka. W Lech samochody stoją przy hotelach, a po miasteczku jeździ się ski-busem albo saniami, bo ani ulice, ani chodniki nie są odśnieżane. Tu wszystko musi być najwyższej klasy – jeśli sklep sportowy, to Strolza, w którym można zamówić m.in. szyte na miarę buty narciarskie, jeśli śnieg, to nieskazitelny nawet na ulicy, nie mówiąc już o luksusowym klimacie. Nie wiadomo, jak to możliwe, ale Lech cieszy się wielką ilością dni słonecznych, a jednocześnie nieprawdopodobnie obfitymi opadami śniegu. Do tego trasy narciarskie przygotowane są tak idealnie, że naprawdę można podbudować na nich własne ego.
Tym, którzy oczekują prawdziwych wyzwań, pozostaje jazda poza trasami, po nieprzygotowanych szlakach. To najtrudniejsze trasy w Lech i jeśli góry trak- tuje się serio, warto pokusić się o przewodnika, który nie tylko poprowadzi po nich za rękę, ale przede wszystkim pokaże niezaznaczone na mapie szlaki. Należą one zarówno do najlepszych i, o ile można mierzyć urodę, także najpiękniejszych w całych Alpach. Malkontentom pozostaje rozwiązanie ostateczne – heliskiing. Lech jest jedną z niewielu miejscowości w Alpach, gdzie na narty fruwa się helikopterem. W bardziej niedostępne, dzikie, nieskażone tereny narciarskie już się nie dostaniecie.   NO TO W DROGĘ - NA NARTY: Świetne warunki do jazdy poza trasami; heliskiing – od 280 euro/4 osoby. - NOCLEGI: Pensjonaty od 50 euro, kilkuosobowe apartamenty – od 30 euro bez wyżywienia; www.nocowanie.pl - INTERNET:  , www.alpincenter-lech.at