Aleksander Wielki większość swoich podbojów dokonał, dosiadając oddanego mu Bucefała. Opisany przez Pierre’a Corneille’a Cyd siał postrach pośród Maurów na grzbiecie sławnego Babieka. Piłsudski dosiadał przez lata swojej wiernej Kasztanki.

Konie od 6 000 lat służą nam nie tylko jako wygodny sposób przemieszczania się, do pracy i rekreacji. Są też wiernymi przyjaciółmi...

Już pierwszy kontakt z koniem to niesamowite przeżycie. Niektórzy z nas czują przed nim respekt, a czasem nawet paniczny lęk. Inni zachowują się tak, jakby z koniem byli za pan brat od urodzenia. Tym przestraszonym, jeżeli trener wykaże sporo cierpliwości i podejdzie do nich z sercem, obawy szybko mijają. Pierwszy kłus czy galop, nawet jeżeli odbywa się na lonży, daje poczucie pewności i przekonanie, że najgorsze już za nami. Po pewnym czasie następuje ta najbardziej oczekiwana przez wszystkich chwila – skok przez pierwszą przeszkodę, nieważne, że bardzo niską. Kolejnym dużym przeżyciem jest pierwsza eskapada w terenie, a jeżeli dojdziemy do takich umiejętności, że będziemy po lesie lub łące galopować ze sporą szybkością, to wówczas stwierdzimy, że stare powiedzenie „Raj na świecie na końskim leży grzbiecie” okazuje się prawdziwe.

Trudne początki


Jak przygotować się do pierwszej jazdy? Przede wszystkim należy zadbać o odpowiedni strój. Najważniejszą rzeczą jest mieć dobrze dopasowany kask lub toczek, który jest niezbędny aby zapewnić nam bezpieczeństwo. Można również kupić kamizelkę zabezpieczającą kręgosłup. Te oba elementy stroju chronią nas podczas upadku. Komfort jazdy zapewnią nam wygodne bryczesy, dobrze dopasowane sztylpy (ochraniacze na łydki), oraz buty jeździeckie tzw. sztyblety. Sztylpy oraz sztyblety można zastąpić wysokimi butami jeździeckimi. Jednak dla osób, które zaczynają jeździecką przygodę, sztylpy i sztyblety w zupełności wystarczą. Oczywiście strój ten możemy kupić w sklepie jeździeckim, ale  na początku lepiej po prostu wypożyczyć go w ośrodku, gdzie wybierzemy się na pierwszą lekcję. W tym wypadku profesjonalne bryczesy muszą nam zastąpić wygodne spodnie – byle jednak nie były to dżinsy, których szorstki, sztywny materiał może obetrzeć nam uda nawet do krwi!

Jazda konna nie polega na tym, że siedzimy biernie na grzbiecie, a zwierzę przemieszcza się we wskazanym przez nas kierunku. To sport wymagający sporego wysiłku fizycznego, do którego trzeba się przygotować. Przede wszystkim należy wzmocnić mięśnie nóg, co pomoże nam lepiej utrzymać się w siodle. Warto zatem pojeździć na rowerze, na nartach, ale też potrenować przysiady. Istotne są też ćwiczenia rozciągające, które dobrze wpływają na rozluźnienie mięśni i stawów kończyn oraz kręgosłupa – doskonałe są tu joga i stretching.

Ważne jest też od początku ustalenie przywództwa: to my musimy nad koniem dominować, a nie on nad nami. Inaczej ryzykujemy, że będzie ignorował nasze komendy, albo, jeszcze gorzej, zachowywał się zgodnie z własnym „widzimisię”, co może okazać się nawet niebezpieczne. Oczywiście koń starać się będzie zawsze zyskać nad nami przewagę, dlatego tak ważne jest zrozumienie mowy jego ciała.



Koń potrafi nam przekazać swoim zachowaniem pewne stany emocjonalne. Jeżeli kładzie uszy ostrzega, że może nas zaatakować zębami, odwracanie się do jeźdźca zadem grozi kopnięciem tylnymi nogami. Gdy napina wszystkie mięśnie, podnosi ogon do góry, gwałtownie przy tym wydmuchując powietrze z płuc, możemy przypuszczać, że czegoś się bardzo przestraszył. Natomiast, kiedy wyciąga w naszym kierunku głowę i cichutko rży, to znaczy, że się cieszy ze spotkania. Poza wydawaniem poleceń z koniem trzeba rozmawiać – podczas jego czyszczenia i podczas jazdy. Karcić, gdy nie wykona naszego polecenia, ale i chwalić, gdy dobrze się spisuje. Bardzo pożądane jest nagradzanie zwierzęcia smakołykiem. Nałogi i narowy

Koń jest przeważnie stworzeniem przyjaznym człowiekowi, lecz czasem z jego winy staje się zwierzęciem mającym liczne narowy. Bywają one niebezpieczne. Narowisty koń może gryźć, kopać przednimi lub tylnymi nogami, stawać dęba, a nawet próbować przycisnąć nas do ściany boksu, gdy na przykład chcemy go oczyścić. Z kolei na otwartej przestrzeni potrafi ponieść w szybkim galopie i nie reaguje na komendę stój. Czasem koń wręcz odmawia z nami wszelkiej współpracy.

Okazuje się, że podobnie jak ludzie, konie też mają swoje nałogi. I choć nie stanowią one zagrożenia, utrudniają pracę ze zwierzęciem. Najpopularniejsza jest łykawość – czyli połykanie powietrza oraz tkanie – koń przez wiele godzin potrafi kiwać głową w lewo i prawo, przestępując przy tym z nogi na nogę. Niekiedy ten nałóg określa się jako chorobę sierocą. Wiele koni uparcie spaceruje po boksie w kółko. Najczęściej takie objawy mają te znudzone długotrwałą bezczynnością w stajni. Początki uprawiania każdego sportu, niezależnie od tego, czy zamierzamy go traktować rekreacyjnie, czy też wyczynowo lub nawet zawodowo, nie są łatwe. Gdy podchodzimy do jazdy konnej jako rozrywki, możemy odwiedzać stajnię od czasu do czasu. Marząc zaś o karierze wyczynowej, musimy regularnie uczestniczyć w treningach (obowiązkowo 5–6 razy w tygodniu).

Jeżeli zamierzamy uprawiać jeździectwo dla własnej przyjemności, to nie musimy od razu kupować sobie konia, chociaż jazda na własnym wierzchowcu daje nam więcej przyjemności. Natomiast gdy chcemy uprawiać jeździectwo na serio i mieć dobre wyniki, to jego posiadanie jest pomocne. Daje większy komfort niż wtedy, kiedy na każdą jazdę dostajemy innego, często takiego konia, do którego nie czujemy sympatii, a czasem wręcz się go boimy. Ale własny wierzchowiec to też poważne obowiązki. Co miesiąc musimy wykładać poważne kwoty na tzw. pensjonat, czyli boks w stajni. W zależności od jej jakości i położenia trzeba na to przeznaczyć od 400 zł na prowincji do ponad 2 000 zł w mieście. Do tego dochodzą koszty usług kowalskich i okresowych szczepień, a czasem rehabilitacji.


Kupując konia powinno się obejrzeć przynajmniej kilka, aby sprawdzić ich charakter. Jedną z metod jest próba podnoszenia po kolei wszystkich czterech nóg. Jeżeli koń ich nie podaje, lepiej go wykluczyć z dalszych rozważań. Natomiast, gdy jest już ujeżdżony, trzeba odbyć na nim przynajmniej jedną jazdę. Wstępne oględziny dobrze jest przeprowadzić w obecności fachowca. Gdy natomiast postanowiliśmy nabyć konkretnego wierzchowca, ostateczna decyzja powinna być podjęta po pozytywnej ocenie zdrowia konia wydanej przez lekarza weterynarii specjalizującego się w leczeniu tych zwierząt.

Sztuka jazdy

Jazda na lonży, czyli na linie, na której trener prowadzi konia podczas lekcji, służy nam w początkowej fazie nauki. Dzięki niej łatwiej nam poznać podstawowe zasady jeździectwa. Poza tym czujemy się bezpieczni, gdyż instruktor ma w ten sposób konia pod kontrolą, bo to on, a nie my prowadzi zwierzę. Jednak nawet wtedy gdy jeździmy już nieźle, trener zaprasza na jazdę na lonży, aby poprawić nasz dosiad lub technikę pokonywania przeszkód. Do jazdy w terenie jesteśmy gotowi wtedy, kiedy na ujeżdżalni potrafimy dobrze prowadzić konia w stępie, kłusie i galopie, a lekkie bryknięcie zwierzęcia nie powoduje, że lądujemy na piachu.

Technika jazdy w terenie różni się nieco od tej na ujeżdżalni. W tym ostatnim miejscu kłusujemy i galopujemy w zależności od poleceń. Możemy w kłusie anglezować (unosić się w siodle i delikatnie potem siadać) lub nie, a w galopie poruszać się w pełnym siadzie lub półsiadzie. Natomiast w terenie kłus jest na ogół anglezowany, a galopujemy w półsiadzie. Istotne jest, w jaki sposób zachowujemy się podczas zjeżdżania ze stromych stoków. Zawsze, niezależnie od tego, czy następuje to w stępie, kłusie, czy galopie robimy to w półsiadzie. Tak samo postępujemy w czasie pokonywania wszelkich podjazdów. Na parkurze z przeszkodami poruszamy się w półsiadzie, używając stosunkowo krótkich strzemion. Aby w czasie skoków przez przeszkody jeździec nie miał kłopotu, z utrzymaniem równowagi, jego siodło powinno być wyposażone w solidne poduszki kolanowe. W czasie rajdów pokonujemy wiele kilometrów. Trasy najdłuższych dochodzą do 160 kilometrów, czyli trwają nawet kilkanaście godzin. Siodła muszą być więc tak zbudowane, by zapewnić komfort nie  tylko uczestnikom, lecz także ich koniom. Mogłoby się wydawać, że poruszanie się w terenie nie wymaga dużych umiejętności, ale to nie jest prawda. Dobry jeździec rajdowy, oprócz znakomitej kondycji, lekkiego, elastycznego dosiadu, powinien umieć oceniać, na ile zmęczony jest jego wierzchowiec. Musi wiedzieć, kiedy może przyśpieszyć, zaś kiedy, mimo że zwycięstwo wymyka się z ręki, zwolnić. Jazda w stylu western nawiązuje do pracy kowbojów na dzikich preriach. Na ich wzór prowadzimy konia jedną ręką, gdyż druga jest potrzebna do posługiwania się lassem. Siodła są bardzo solidne – muszą bowiem utrzymać złapane na lasso bydło, które przywiązuje się do umieszczonego w przedniej części siodła uchwytu. Do jazdy w stylu western używamy bardzo długich strzemion. Natomiast niezwykle krótkich strzemion potrzebują jeźdźcy startujący w wyścigach konnych. Oglądając ich, ma się wrażenie, że kolana mają pod brodą. Siodła używane do wyścigów są natomiast maleńkie. Te najmniejsze nie ważą nawet kilograma (siodła do skoków czy ujeżdżenia mają 5–6 kg a do jazdy westernowej kilkanaście kg).


Posiadając dobrze przygotowane konie i będąc pod opieką doświadczonego szkoleniowca, uczestnicząc przy tym regularnie w treningach, można wystartować w konkursach niższych klas już w drugim roku nauki. Dobrym sprawdzianem naszych postępów jest próba zdobywania odznak jeździeckich Polskiego Związku Jeździeckiego – brązowej, srebrnej i złotej. Uzyskanie brązowej odznaki wymaga opanowania podstawowych umiejętności jeździeckich, takich jak prawidłowe prowadzenie konia w stępie, kłusie i galopie, przeskoczenie kilku przeszkód wysokości do 70 cm, oraz wykazanie się podstawową wiedzą o koniu i jeździectwie.

Jeżeli ktoś marzy o mistrzostwie, musi wiedzieć, że uzyskuje się go po wielu latach ciężkiej pracy. Ta jednak się opłaca, gdyż jeździectwo można uprawiać nawet w późnym wieku. Bardzo dobry jeździec, startujący w najtrudniejszych konkursach, może liczyć na sponsorów, którzy zapewnią mu konie wysokiej klasy oraz będą pokrywać koszty treningów i startów. Na razie jednak w Polsce grono sponsorów i zawodowców jest, niestety, niewielkie.

Rajdy - wczasy

W Polsce usługi jeździeckie proponuje kilkaset ośrodków. Dysponują one kilkunastoma tysiącami koni. Wiele z nich posiada miejsca noclegowe i oprócz jazd indywidualnych na ujeżdżalni i w terenie organizuje kursy jeździeckie. Dużą popularnością cieszą się także wczasy w siodle w okresie ferii zimowych lub wakacji letnich. Uczymy się na nich nie tylko jeździć, ale opiekować się przydzielonym wierzchowcem. Niekiedy na zakończenie turnusu urządzane są konkursy zdobywania odznak jeździeckich. Część ośrodków oferuje też wielodniowe rajdy, gdyż w Polsce jest wyznaczonych kilka szlaków turystyki konnej, które mają około 2 000 km. Najdłuższy z nich to Transbeskidzki Szlak Konny, wytyczony przez PTTK. Zaczyna się w Brennej w Beskidzie Śląskim, a kończy we wsi Wołosate w Bieszczadach i liczy 600 km. Wart poznania jest Transjurajski Szlak Konny, wiodący przez Jurę Krakowsko-Częstochowską. Ma 250 km. Można go przebyć w sześć dni, zatrzymując się po drodze w kilku ośrodkach jeździeckich. Ciekawe są też również różne imprezy konne, jak: Dni Huculskie w Stadninie Koni Gładyszów, Dni Ułana w Poznaniu, Turniej Orki (pługiem) w Ocicach koło Bolesławca. Jeździć na koniu może w zasadzie każdy. Wiek nie stanowi żadnej przeszkody. W wielu ośrodkach, na spokojnych kucykach są oprowadzane już 2–3 letnie dzieci. Koni mogą dosiadać także osoby po siedemdziesiątce. Nie najlepszy stan zdrowia czy też mała sprawność fizyczna nie wykluczają przygody w strzemionach. Oczywiście w takich przypadkach jazdy muszą być bardzo spokojne, prowadzone w stępie i kłusie. Sporo osób po pewnym czasie osiąga większą sprawność, lepiej się czuje i w rezultacie zaczyna jeździć intensywniej. Wiedza o korzystnym wpływie jazdy konnej na zdrowie ludzkie wykorzystywana jest w ośrodkach, które zajmują się hipoterapią, gdzie leczone są również osoby niepełnosprawne. Jedną z nich była Dunka Liz Hartel, która w jako dziecko miała ciężkie powikłania po przebytej chorobie polio. Poddawana przez wiele lat hipoterapii osiągnęła świetną formę i ponadprzeciętne umiejętności jeździeckie. W rezultacie na Olimpiadzie w Helsinkach w 1952 r. zdobyła srebrny medal w konkurencji ujeżdżenia. W zawodach tych pokonała wielu zdrowych konkurentów.


Nie zawsze jednak panaceum na problemy zdrowotne jest hipoterapia. Osoby z ciężkimi schorzeniami układu kostnego, krążeniowego czy oddechowego lub uczulone na sierść końską mogą dosiąść konia tylko wówczas, gdy zezwoli im na to lekarz, często pod opieką fizjoterapeuty.

O koniach krąży też sporo anegdot. Jedna z nich opowiada na przykład, jak generał Tadeusz Kościuszko przebywając pod koniec swego życia w Szwajcarii, miał konia, na którym odbywał codzienne przejażdżki i obdarowywał napotykanych żebraków. Rezolutne zwierzę  tak się do tego przyzwyczaiło, że każdy proszący o jałmużnę był sygnałem do zatrzymania i ruszało do przodu dopiero wtedy, kiedy żebrzący coś otrzymywał. Kiedyś Kościuszko pożyczył tego konia przyjacielowi, który tych przyzwyczajeń nie znał, więc na spacer nie wziął z sobą drobnych monet. Żebracy i owszem, byli. Wierzchowiec zatrzymywał się więc, jak zwykł to dotąd czynić, przy każdym i nie chciał ruszyć z miejsca...

Edukacja konna


Na początku pierwszej lekcji instruktor powinien nam się przedstawić i opowiedzieć, jakie ma kwalifikacje (jak długo pracuje w zawodzie i ilu wychował jeźdźców). Następnie instruktor pokazuje nam wierzchowca, na którym będziemy jeździć i opowiada o nim jak najwięcej: jak się nazywa, ile ma lat, jakiej jest maści i rasy oraz jak jest zbudowany.Ponieważ w następnych zajęciach będziemy musieli sami oczyścić i osiodłać konia, instruktor daje wskazówki, jak się to robi. Mimo lęku staramy się konia pogłaskać i próbować pomagać trenerowi.

Po osiodłaniu konia instruktor prezentuje, jak się na niego wsiada i zsiada. Uwaga  – gdy już znajdziemy się na jego grzbiecie, dochodzimy często do wniosku, że koń jest dużo wyższy, niż nam się wydawało! Teraz kolej na pierwszą jazdę. Najpierw musimy ruszyć z miejsca, co się okazuje (zwłaszcza za pierwszym razem) niełatwym zadaniem. Musimy usiąść głęboko w siodle, napiąć mięśnie kręgosłupa, a następnie nacisnąć łydkami boki zwierzęcia. Tyle teoria, bo zazwyczaj na początku pomaga w tym instruktor. Ruszamy stępem, czyli najwolniejszym chodem.Trzymanie wodzy przez początkującego jeźdźca nie jest wskazane, ale dla poczucia bezpieczeństwa z przodu siodła powinien być zamocowany specjalny pasek, który pomoże nam w utrzymaniu równowagi.Gdy dobrze sobie radzimy, przechodzimy do pracy w stępie na lonży, czyli nasz opiekun znajduje się od nas w pewnej odległości, trzymając konia na „smyczy”. Po kilku minutach, gdy usłyszymy „raz” – unosimy się nad siodłem, na „dwa” powracamy do poprzedniej pozycji. Te ćwiczenia powtarzamy kilkanaście razy.Kolejny etap to kłus, czyli nieco szybsza jazda. Z początku gubimy rytm i nie jest nam zbyt wygodnie, lecz po kilku nieudanych próbach zaczyna nam wychodzić i dochodzimy do wniosku, że kłusowanie jest wspaniałą rzeczą i nie jesteśmy zbyt zadowoleni, gdy oznajmiają nam, że na tym kończymy pierwszą lekcję.Powinna ona trwać około pół godziny. W tym czasie nawet przez moment nie możemy czuć się zagrożeni. Nasze dobre samopoczucie uzależnione jest od zachowania trenera. Jeśli jest spokojny, kontroluje przebieg lekcji, możemy dalej się u niego uczyć. Gdy jednak reaguje krzykiem, lepiej wybrać innego nauczyciela. Lecz na tym nie koniec, wspólnie z instruktorem odprowadzamy konia do stajni i staramy się pomagać przy rozsiodłaniu. Po tym rozcieramy słomą naszego wierzchowca i na pożegnanie częstujemy go smakołykiem.



Stajenny savoir – vivre

Koń jest bardzo płochliwym zwierzęciem. Do tego, z którym styczność będziemy mieli po raz pierwszy, lepiej nie podchodzić samemu. Nawet do konia dobrze nam znanego i bardzo spokojnego zbliżamy się wtedy, kiedy on nas widzi, gdyż niespodziewane pojawienie się w boksie może zakończyć się dla nas nieprzyjemnie. Przestraszone zwierzę może nas kopnąć lub przygnieść do ściany. Czerwona kokardka wpleciona w grzywę oznacza, że koń gryzie – natomiast umieszczona w ogonie ostrzega przed kopnięciem!

Fundamentalną zasadą w jeździectwie jest to, że siadamy na konia starannie wyczyszczonego. Do tego służą nam: zgrzebło, szczotka, gąbka, czysta, miękka szmatka, kopystka do czyszczenia kopyt oraz grzebień do grzywy i ogona. Czyszczenie rozpoczynamy od wyszczotkowania głowy, oczy i nozdrza przecieramy szmatką. Następnie czyścimy lewą stronę konia, zaczynając od szyi, a kończąc na tylnej nodze. Szczotkę trzymamy w lewej ręce, a zgrzebło (które służy do usuwania włosia ze szczotki, a nie pielęgnacji konia) w prawej. Gdy rozpoczynamy czyszczenie strony prawej, odpowiednio przekładamy szczotkę i zgrzebło. Następnie kopystką oczyszczamy podeszwy wszystkich czterech kopyt. Na koniec starannie czeszemy grzywę i ogon. Takie przygotowanie konia trwa co najmniej 15 minut.

Latem, po jeździe, możemy zwierzę umyć . Woda nie powinna być bardzo zimna (unikajmy też gorącej!). Konie uwielbiają kąpiele w rzece lub jeziorze, dlatego jeżeli jest ładna pogoda, możemy taką przyjemność naszemu wierzchowcowi sprawić.

Za bojowy chrzest w postaci upadku z konia dzieci fundują trenerowi słodycze, dorośli butelkę jakiegoś szlachetnego trunku. Warto przy okazji pamiętać, że po takim upadku dobrze jest od razu ponownie dosiąść konia, aby stłumić lęk spowodowany tym zdarzeniem, ale też pokazać mu, kto tu rządzi
Ośrodki jeździeckie
    *      Ośrodek Jeździecki „Rancho pod Olszyną” w Nowym Ciechocinku (województwo kujawsko-pomorskie). Tam amatorzy jeździectwa mogą korzystać z około 40 koni, w tym kilkunastu kucyków. W okresie ferii i wakacji ośrodek organizuje turnusy jeździeckie, przede wszystkim dla dzieci. Zajęcia prowadzą doświadczeni instruktorzy, każdy uczestnik ma zagwarantowane dwie jazdy dziennie. Ponadto w cenie kursu uwzględnione są też zajęcia na basenie w Ciechocinku. Gdy dopisuje pogoda, jeździ się na nie dyliżansem. Dużą atrakcją tego ośrodka jest bardzo ciekawy zwierzyniec, w którym można podziwiać mini-kucyki i kózki, a także liczną grupę egzotycznych ptaków. Trzeba dodać, że dzieci przez cały czas są pod opieką wychowawców. Cena dwutygodniowego turnusu w Nowym Ciechocinku wynosi ok. 1 500 zł, cena godzinnej jazdy w grupie 30 zł.
    *      Zakład Doświadczalny Instytutu Zootechniki w Odrzechowej koło Rymanowej (województwo podkarpackie) ma ciekawą propozycję dla jeźdźców chcących naśladować amerykańskich kowbojów. Ośrodek ten organizuje kilkudniowe przepędy bydła, wiosną na pastwiska, a jesienią do domu. Ta przygoda jest przewidziana dla osób ze sporym doświadczeniem jeździeckim oraz niezważających na niewygody. Koszt to 170 zł za dobę.
    *      Centrum hipiki w Jaszkowie położone nad Wartą (województwo wielkopolskie). Jest tam blisko 200 koni, w większości kucyków. W razie niepogody zajęcia odbywają się w kilku krytych ujeżdżalniach. W czasie ferii zimowych oraz wakacji letnich centrum zaprasza na obozy. Lekcje prowadzone są w niewielkich grupach odpowiednio dostosowanych do umiejętności uczestników. Każdy ma dwie jazdy dziennie, na ujeżdżalni lub w terenie, do tego dodatkowe zajęcia z woltyżerki (gimnastyki na koniach) oraz wykłady na temat jeździectwa. Obóz kończą zawody dostosowane do aktualnych umiejętności poszczególnych osób. Właścicielem Centrum Hipiki jest bardzo dobry trener Antoni Chłapowski, potomek słynnego Dezyderego Chłapowskiego (bohatera serialu TV Najdłuższa wojna nowoczesnej Europy). Cena 2–tyg. turnusu wynosi ok. 2 700 zł. Godzina jazdy w zastępie 40 zł. Lekcja indywidualna od 70 do ponad 100 zł.
    *      Klub Jeździecki w Gałkowie (województwo warmińsko-mazurskie). Oprócz bardzo dobrze przygotowanych kilkudziesięciu koni ośrodek dysponuje wspaniałymi terenami leśnymi położonymi wśród jezior. Jedną z atrakcji pobytu w Gałkowie są przejażdżki zaprzęgami konnymi. Istnieje możliwość zorganizowania kilkudniowych rajdów z noclegami w zaprzyjaźnionych okolicznych ośrodkach. Zajęcia jeździeckie prowadzą Krzysztof Ferenstein (były mistrz Polski w skokach przez przeszkody), jego córka Karolina, jedna z czołowych polskich amazonek, a także kilku innych doświadczonych instruktorów. Uczestnicy obozów mają zajęcia teoretyczne, a na zakończenie turnusu organizuje się zawody. Sezon jeździecki w Gałkowie tradycyjnie wieńczy bieg myśliwski, który nawiązuje do dawnych polowań konnych na lisa. Ceny podobne jak w Jaszkowie.