Oto obiektywny sposób na wykrywanie zaburzeń depresyjnych. Pomogła sztuczna inteligencja
Według danych Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), liczba osób cierpiących na depresję sięga już nawet 300 milionów na całym świecie. Prognozy wskazują, że do 2030 roku depresja może być jedną z najczęściej diagnozowanych chorób. Nie istnieją jednak żadne biomarkery, mogące jednoznacznie potwierdzić wystąpienie epizodu depresyjnego. Może się to zmienić dzięki sztucznej inteligencji i pozostawianym przez nas cyfrowym śladom.

Spis treści:
Diagnoza depresji opiera się na możliwie szczegółowym wywiadzie prowadzonym przez psychiatrę. Seria pytań powinna pozwolić ocenić występowanie objawów choroby, określić ich nasilenie i znaleźć możliwie dobre rozwiązanie farmakologiczne.
Diagnoza bardzo nieprecyzyjna
Kłopot w tym, że objawy przypisywane poszczególnym zaburzeniom są często frustrująco nieprecyzyjne. Przykładowo bezsenność, jak i nadmierna senność mogą być jednym z objawów depresji. Początek epizodu depresji może wskazywać na stosunkowo prostą chorobę afektywną jednobiegunową, ale może rozwinąć się do skomplikowanego zaburzenia dwubiegunowego. Psychiatria od dawna próbuje naśladować precyzję diagnostyczną innych gałęzi medycyny, ale zawsze ponosiła porażkę.
Już od połowy ubiegłego wieku naukowcy próbują odnaleźć bardziej obiektywną, „laboratoryjną” metodę diagnozowania depresji i innych zaburzeń psychicznych. Badano m.in. zmiany poziomu neuroprzekaźników takich jak serotonina i dopamina, które mogą wpływać na regulację nastroju. Biomarkery te próbowano identyfikować poprzez obrazowanie mózgu, badania płynu mózgowo-rdzeniowego lub zwykłe badania krwi. Mimo zaangażowania w te badania ogromnych środków nie udało się odnaleźć niczego, co by jednoznacznie wskazywało na wystąpienie lub brak zaburzenia afektywnego.
Cyfrowe ślady depresji
Okazało się jednak, że to, co jest niediagnozowalne poprzez badania medyczne, może zostać zdiagnozowane dzięki naszej aktywności rejestrowanej cyfrowo. W 2019 roku na łamach „Clinical Psychological Science” ukazał się artykuł wskazujący, że osoby cierpiące na depresję używają języka w sposób odmienny od osób zdrowych. W dodatku skomputeryzowane metody analizy tekstu pozwalają na przetwarzanie ogromnych zbiorów danych w ciągu minut. Może to pomóc dostrzec cechy językowe, które umknęłyby ludziom – obliczyć procentowe występowanie słów i klas słów, zróżnicowanie leksykalne, średnią długość zdania, wzorce gramatyczne i wiele innych parametrów. Czyli pojawił się specyficzny, cyfrowy marker zaburzeń depresyjnych.
Ale tych śladów jest znacznie więcej. Należą do nich też: kadencja głosu, mikrozmiany mimiki, zmiany ruchów ciała oraz zmiany tętna podczas snu. Duża część potrzebnych danych jest już dostępna w urządzeniach, które nosimy przy sobie codziennie. A to daje psychiatrii niespotykany wgląd w życie człowieka.
– Urządzenia rejestrujące aktywność zbierają ogromną ilość informacji w czasie rzeczywistym, gdy ludzie żyją swoim normalnym życiem. Daje to nieograniczone możliwości, tylko musimy wiedzieć, jak poradzić sobie z całą tą masą danych – mówi dr Anissa Abi-Dargham, psychiatra i badaczka ze Stony Brook University w stanie Nowy Jork.
Osobisty, cyfrowy psychiatra
Bazując na cyfrowych bazach danych, naukowcy zidentyfikowali już szereg potencjalnych markerów depresji, lęku uogólnionego, lęku społecznego, skłonności samobójczych i zespołu stresu pourazowego. To jedne z najczęstszych zaburzeń dotykających milionów ludzi. Jeśli cyfrowe markery zostaną skutecznie wdrożone, mogą umożliwić znacznie dokładniejsze monitorowanie leczenia.
Ze względu na powszechność depresji, dotykającej około 1 na 6 osób w ciągu życia, to właśnie ona przyciąga najwięcej badań. Już w 2009 roku zespół Jeffreya Cohna z Uniwersytetu Pittsburskiego zauważył, że osoby z depresją mówią „płaskim” głosem, bez większej modulacji tonacji. Na podstawie samej analizy głosu badacze potrafili przewidzieć nasilenie depresji według skali Hamiltona z dokładnością 79%. Podobne wyniki uzyskano w analizie mimiki twarzy. Późniejsze badania sugerowały, że analiza głosu może pomagać odróżnić fazy depresyjne i maniakalne w zaburzeniu dwubiegunowym.
To wszystko może poskutkować prostymi w obsłudze systemami SI zdolnymi szybko wykrywać zmiany stanów psychicznych. Mogą one funkcjonować na przykład jako chat lub rozmowa video. Wyspecjalizowany program mógłby na bieżąco oceniać mimikę, język, ton głosu i rejestrować zmiany. Diagnozę można byłoby wesprzeć danymi z opasek rejestrujących aktywność i np. jakość snu. A chociaż taki system nie zastąpi psychiatry, to może pełnić rolę zaworu bezpieczeństwa. Szczególnie dla osób doświadczających nawracających epizodów depresyjnych. System mógłby też pomóc monitorować mikro-zmiany zachodzące w trakcie procesu leczenia. Jeśli cyfrowe biomarkery zaczną być powszechnie wykorzystywane, może to oznaczać jedną z największych zmian w historii psychiatrii.
Źródło: New Scientist
Nasza autorka
Ewelina Zambrzycka-Kościelnicka
Dziennikarka i redaktorka zajmująca się tematyką popularnonaukową. Pisze przede wszystkim o eksploracji kosmosu, astronomii i historii. Związana z Centrum Badań Kosmicznych PAN oraz magazynami portali Gazeta.pl i Wp.pl. Ambasadorka Śląskiego Festiwalu Nauki. Współautorka książek „Człowiek istota kosmiczna”, „Kosmiczne wyzwania” i „Odważ się robić wielkie rzeczy”.

