Reklama

W Japonii trwają intensywne prace nad konstrukcją najszybszego pociągu świata, opartego na technologii lewitacji magnetycznej. Zakłada się, że skład będzie mógł rozpędzać się do 603,5 km/h, znacząco przekraczając możliwości jedynego komercyjnego pociągu na poduszce magnetycznej kursującego obecnie na świecie – chińskiego Shanghai Maglev, osiągającego około 460 km/h. Dla porównania, najszybsze pociągi dużych prędkości w Europie, takie jak francuskie TGV czy włoskie Italo, w regularnej eksploatacji poruszają się z prędkościami rzędu 300-350 km/h. Pojawia się więc pytanie, czy technologia rozwijana w Azji ma szansę w przyszłości trafić także na europejskie tory?

Jak działają pociągi maglev serii L0?

Rozwijany w Japonii pociąg serii L0 opiera się na technologii lewitacji magnetycznej, która całkowicie zmienia klasyczne rozumienie ruchu kolejowego. Zamiast poruszać się po szynach, skład unosi się kilka centymetrów nad prowadnicą dzięki silnym elektromagnesom. Eliminuje to tarcie między kołami a torem, które w tradycyjnych pociągach stanowi jedną z głównych barier prędkości. Ruch do przodu zapewnia liniowy silnik elektryczny wbudowany w infrastrukturę torową – pole magnetyczne niejako „ciągnie” i „odpycha” pociąg, umożliwiając płynne rozpędzanie do prędkości przekraczających 600 km/h.

W praktyce oznacza to nie tylko rekordowe osiągi, lecz także inny profil jazdy: mniej wibracji, niższy poziom hałasu mechanicznego i większą stabilność przy dużych prędkościach. Docelowo technologia ta ma skrócić przejazd między Tokio a Osaką do około godziny, podczas gdy obecnie najszybsze połączenia zajmują ponad dwie godziny. Projekt wiąże się jednak z ogromnymi nakładami finansowymi (koszty budowy infrastruktury liczono już w dziesiątkach miliardów euro), a harmonogram uległ przesunięciu. Zamiast pierwotnie przyjmowanego terminu końca dekady bardziej realny scenariusz zakłada uruchomienie komercyjnych kursów dopiero w połowie lat 30. XXI wieku.

Czy superszybki maglev mógłby jeździć w Europie?

Docelowe parametry japońskiej linii Chuo Shinkansen z pociągami serii L0 pokazują skalę technologicznego skoku. Odcinek Tokio-Nagoja, który dziś, w zależności od połączenia, zajmuje od około 90 minut do ponad dwóch godzin, ma zostać skrócony do mniej więcej 40 minut. W dalszym etapie planowane jest przedłużenie trasy do Osaki, co połączy trzy największe ośrodki gospodarcze kraju w jeden ultrazintegrowany obszar komunikacyjny. Prędkości przekraczające 600 km/h całkowicie zmienią logikę podróży: dystanse, które dotąd konkurowały z lotnictwem, staną się osiągalne w czasie typowym dla przejazdu między dzielnicami wielkiej metropolii.

Nic dziwnego, że pojawia się pytanie, czy podobna technologia mogłaby znaleźć zastosowanie w Europie. Teoretycznie różnice byłyby spektakularne: podróż z Londynu do Edynburga mogłaby skrócić się do około godziny, zamiast obecnych czterech/sześciu godzin. W praktyce jednak wdrożenie magleva na Starym Kontynencie napotyka poważne bariery.

Europejska kolej opiera się na gęstej historycznej sieci tras, której nie da się łatwo dostosować do technologii wymagającej całkowicie odrębnej infrastruktury. Pociągi serii L0 nie mogą poruszać się po istniejących liniach – konieczne byłyby nowe korytarze transportowe, w dużej mierze poprowadzone w tunelach, co oznaczałoby gigantyczne koszty i wieloletnie prace inżynieryjne.

Dodatkowym wyzwaniem są kwestie energetyczne i ekonomiczne. Maglev zużywa więcej energii niż klasyczne pociągi dużych prędkości i ma mniejszą pojemność, co utrudniałoby osiągnięcie rentowności na rynkach, gdzie liczy się masowość transportu.

Wreszcie pozostaje czynnik kulturowy: w Europie kolej to nie tylko szybkość, lecz także komfort, dostępność i sama podróż jako doświadczenie – często cenione są widoki, rytm jazdy i możliwość obsługi wielu mniejszych miast po drodze. W efekcie ultraszybki pociąg mógłby sprawdzić się jedynie na wybranych, czysto funkcjonalnych trasach biznesowych. Na razie wszystko wskazuje na to, że pozostanie przede wszystkim japońskim symbolem technologicznych ambicji, a nie europejskim standardem transportu.

Źródła: Euronews

Nasza ekspertka

Sabina Zięba

Podróżniczka i dziennikarka, wcześniej związana z takimi redakcjami, jak m.in. „Wprost”, „Dzień Dobry TVN” i „Viva”. W „National Geographic” pisze przede wszystkim o ciekawych kierunkach i turystyce. Miłośniczka dobrej lektury i wypraw na koniec świata. Uważa, że Mark Twain miał słuszność, mówiąc: „Za 20 lat bardziej będziesz żałował tego, czego nie zrobiłeś, niż tego, co zrobiłeś. Więc odwiąż liny, opuść bezpieczną przystań. Złap w żagle pomyślne wiatry. Podróżuj, śnij, odkrywaj”.

Sabina Zięba
Sabina Zięba
Reklama
Reklama
Reklama