Reklama

Spis treści:

  1. Katastrofa Challengera
  2. Badanie wypadku
  3. Nikt nie słuchał inżynierów

W fotelu wahadłowca Challenger, który miał właśnie odbyć swoją 10. misję, zasiadła pierwsza „nauczycielka w kosmosie” – 37-letnia Christa McAuliffe z Concord w stanie New Hampshire, zwyciężczyni ogólnokrajowego konkursu zainicjowanego w 1984 roku. McAuliffe miała przeprowadzić co najmniej dwie lekcje z orbity, a potem przez kolejne dziewięć miesięcy prowadzić wykłady dla uczniów w całych Stanach Zjednoczonych. Wśród osób oglądających tego dnia start z Cape Canaveral byli jej mali uczniowie. Na filmach widać, jak machają do swojej nauczycielki siedzącej w zainstalowanym na potężnej rakiecie wahadłowcu, oddalonym od trybun o sześć kilometrów.

Pozostałymi członkami załogi byli:

  • dowódca Francis (Dick) Scobee,
  • pilot Michael Smith,
  • specjaliści misji Ellison Onizuka, Judith Resnik i Ronald McNair,
  • inżynier firmy Hughes Aircraft – Gregory Jarvis.

Katastrofa Challengera

Misja od początku napotykała trudności. Start przekładano przez kilka dni, częściowo z powodu opóźnień w sprowadzeniu na Ziemię poprzedniej misji wahadłowca, 61-C (Columbia). W noc przed startem środkową Florydę nawiedziła silna fala zimna, która pozostawiła grube warstwy lodu na wyrzutni. W komentarzach medialnych regularnie padały informacje o konieczności odlodzenia wyrzutni.

Wahadłowce kosmiczne
Wahadłowce kosmiczne. Latały jak rakiety, wracały na Ziemię jak samoloty. Dlaczego z nich zrezygnowano? (fot. HUM Images/Universal Images Group via Getty Images)

M.in. to spowodowało, że 28 stycznia start opóźniono do godziny 11:38 czasu lokalnego. Gdy wreszcie silniki zapłonęły, zebrani na trybunach ludzie wiwatowali. Ich radość trwała około półtorej minuty. Oto przebieg wydarzeń:

  • T+0.678, czyli 0,678 sekundy po starcie na filmie ze startu widać pierwsze oznaki nieprawidłowego czarnego dymu pojawiającego się nieco powyżej podejrzanego złącza w prawym rakietowym silniku pomocniczym na paliwo stałe, czyli w boosterze SRB.
  • T+5.674: ciśnienie wewnętrzne w prawym boosterze jest o 11,8 psi wyższe niż normalnie.
  • T+40.000: Michael Smith mówi przez interkom: „Jest Mach 1.”
  • T+45.217: pojawia się błysk za prawym skrzydłem.
  • T+48.118: widać drugi rozbłysk, ciągnący się za prawym skrzydłem.
  • T+48.418: widać trzeci niewyjaśniony błysk za prawym skrzydłem. Zbliżenie kamery śledzącej 70 mm: spod prawego skrzydła wydobywa się jaskrawopomarańczowa kula ognia, która szybko łączy się z pióropuszem SRB.
  • T+59.262: kamery śledzące widzą stały, „dobrze zdefiniowany intensywny pióropusz” spalin z boku podejrzanego boostera.
  • T+66.764: ciśnienie w zewnętrznym zbiorniku ciekłego wodoru zaczyna spadać, wskazując na ogromny wyciek.
  • T+73.000: Smith przez interkom: „O-o…” – to ostatni komentarz zarejestrowany przez interkom kabiny.
  • T+73.191: nagły, oślepiający błysk pojawia się między wahadłowcem a zbiornikiem zewnętrznym. Kamera TV rejestrują kule ognia łączące się w jasną żółto-czerwoną masę płomieni, która pochłania Challengera.
  • T+74.587: widać jasny błysk w pobliżu nosa wahadłowca. Zbliżenie z kamery TV pokazuje, że nos wahadłowca i przedział załogi nagle ogarnia intensywny pomarańczowy płomień, prawdopodobnie wskutek zapłonu/spalania paliwa w przednim module silniczków systemu sterowania reakcyjnego (RCS).

Badanie wypadku

– W tym punkcie trajektorii, lecąc z prędkością Mach 1,92 (prawie dwukrotność prędkości dźwięku) na wysokości 14 km, Challenger został całkowicie pochłonięty przez wybuchowe spalanie. Orbiter, pod ogromnymi obciążeniami aerodynamicznymi, rozpadł się na kilka dużych części, które wydostały się z kuli ognia. Na filmie można rozpoznać m.in. sekcję ogonową z silnikami wciąż pracującymi, jedno skrzydło oraz przednią część kadłuba ciągnącą wiązkę przewodów i przewodów łączących wyrwanych z ładowni – można przeczytać w tzw. raporcie Komisji Rogersa.

W skład komisji wchodzili m.in. William P. Rogers – przewodniczący i były sekretarz stanu USA, pierwszy człowiek na Księżycu Neil A. Armstrong, Sally K. Ride – inżynierka lotnicza, astronautka NASA i pierwsza Amerykanka w kosmosie oraz noblista i jeden z najwybitniejszych fizyków w historii Richard Feynman.

To właśnie on wykazał, że do katastrofy doszło ze względu na sparciałą uszczelkę. Wyjaśnił to na konferencji prasowej wrzucając gumową uszczelkę do wody z lodem i pokazując publiczności jak zmieniły się jej właściwości. Powiedział też wówczas zdanie, które powinno wisieć w gabinetach wszystkich ludzi podejmujących kluczowe decyzje: „Aby technologia mogła odnieść sukces, rzeczywistość musi mieć pierwszeństwo przed public relations, ponieważ natury nie da się oszukać.”

Nikt nie słuchał inżynierów

W firmie Morton Thiokol z siedzibą w Ogden – podwykonawcy NASA odpowiedzialnym za silniki pomocnicze – inżynierowie, którzy zaprojektowali uszczelki błagali kierownictwo o opóźnienie startu. Wielokrotne testy przeprowadzane na przestrzeni lat wykazały wadę uszczelek, a niskie temperatury znacząco zwiększały ryzyko ich awarii – ostrzegali inżynierowie.

Działający pod presją administrator NASA miał wyrazić swoje oburzenie rekomendacją przełożenia startu. – Walczyłem jak lew, żeby zatrzymać ten start – powiedział inżynier Thiokola, Roger Boisjoly w rozmowie z NPR niespełna miesiąc po eksplozji. – Jestem tak wewnętrznie rozbity, że do dziś ledwo potrafię o tym mówić.

Tej katastrofy można było uniknąć, gdyby ktoś zechciał wysłuchać i wziąć pod uwagę opinię inżynierów oceniających podzespoły rakiety przed startem. Gdyby procedury były ważniejsze niż PR. Przy odpowiedniej analizie i jasnym przedstawieniu danych, którymi NASA już wtedy dysponowała, historia mogła potoczyć się inaczej. Siedem istnień ludzkich mogło zostać ocalonych.

Wiele wskazuje na to, że astronauci do samego końca nie mieli pojęcia o zbliżającej się śmierci. Może to i dobrze, bo nawet gdyby piloci podejrzewali problem z SRB, nie mogli nic zrobić. Wahadłowiec odłącza się od zbiornika zewnętrznego tuż przed wejściem na orbitę, ale dzieje się to bez pracy silników i w łagodnych warunkach aerodynamicznych. Odłączenie zbiornika przy pracujących SRB wcisnęłoby wahadłowiec w spód zbiornika i w strumienie spalin SRB. Po prostu nie mieli szans na ocalenie.

Nasza autorka

Ewelina Zambrzycka-Kościelnicka

Dziennikarka i redaktorka zajmująca się tematyką popularnonaukową. Pisze przede wszystkim o eksploracji kosmosu, astronomii i historii. Związana z Centrum Badań Kosmicznych PAN oraz magazynami portali Gazeta.pl i Wp.pl. Ambasadorka Śląskiego Festiwalu Nauki. Współautorka książek „Człowiek istota kosmiczna”, „Kosmiczne wyzwania” i „Odważ się robić wielkie rzeczy”.
Reklama
Reklama
Reklama