Reklama

Jej celem jest pokazanie związku pomiędzy codziennymi działaniami podejmowanymi na lądzie a stanem jednego z najcenniejszych ekosystemów w Polsce. Kampania będzie realizowana od czerwca do końca września w przestrzeni miejskiej, mediach cyfrowych oraz za pośrednictwem dedykowanej platformy edukacyjnej.

Problem, który zaczyna się daleko od morza

Choć skutki eutrofizacji obserwujemy nad Bałtykiem, jej źródła najczęściej znajdują się w głębi kraju. Eutrofizacja to proces nadmiernego użyźniania wód związkami azotu i fosforu. Trafiają one do rzek m.in. ze ścieków komunalnych, nieszczelnych szamb, przydomowych oczyszczalni ścieków czy niewłaściwie stosowanych i magazynowanych nawozów. Następnie wraz z wodą spływają do morza. W efekcie dochodzi do gwałtownego rozwoju glonów i sinic. Zakwity ograniczają dostęp światła do podwodnych ekosystemów, a ich rozkład prowadzi do zużywania tlenu w wodzie. W rezultacie powstają tzw. martwe strefy – obszary, w których życie morskie nie jest w stanie funkcjonować.

Bałtyk to jedno z najbardziej eutroficznych mórz na świecie. Według danych wykorzystywanych przez Race for the Baltic niemal cały akwen zmaga się z tym problemem – aż 94 proc. powierzchni Morza Bałtyckiego jest dotknięte eutrofizacją, a obszary pozbawione tlenu zajmują powierzchnię odpowiadającą dwukrotności Danii.

Wyjątkowo wrażliwe morze

Bałtyk jest jednym z najbardziej charakterystycznych mórz na świecie. Do jego zlewni należy obszar zamieszkiwany przez niemal 90 milionów ludzi. Zasilany jest przez około 250 rzek, w tym tak duże jak Wisła, Odra czy Newa. Jednocześnie jest morzem półzamkniętym, bardzo płytkim, bowiem jego średnia głębokość wynosi około 52 m., a pełna wymiana wód z Morzem Północnym trwa nawet około 30 lat. To sprawia, że każde zanieczyszczenie pozostaje w nim przez długi czas, a zdolność ekosystemu do samoczyszczenia jest ograniczona. Dlatego też działania podejmowane nawet setki kilometrów od wybrzeża mogą mieć realny wpływ na stan morza.

„Widzisz sinice?” – kampania, która łączy przyczynę ze skutkiem

Centralnym elementem kampanii jest pytanie „Widzisz sinice?”. To prosty komunikat, który zachęca do spojrzenia na problem szerzej i zrozumienia jego przyczyn. W ramach kampanii mieszkańcy największych polskich miast oraz miejscowości nadmorskich zobaczą kreacje pokazujące związki między codziennymi działaniami człowieka a kondycją Bałtyku. Kampanii towarzyszyć będzie również serwis edukacyjny wyjaśniający mechanizmy eutrofizacji, jej skutki oraz sposoby ograniczania zanieczyszczeń trafiających do morza.

- Kiedy słyszymy o sinicach, myślimy zwykle o zamkniętych kąpieliskach i nieudanych wakacjach. Tymczasem sinice są jedynie najbardziej widocznym objawem dużo poważniejszego problemu. Chcemy pokazać, że stan Bałtyku zależy od decyzji podejmowanych każdego dnia daleko od wybrzeża – od tego, jak gospodarujemy ściekami, jak prowadzimy działalność rolniczą czy jak dbamy o lokalne zasoby wodne. Jeśli chcemy chronić Bałtyk, musimy najpierw zrozumieć, skąd bierze się problem, bo to pozwoli nam skutecznie chronić morze dla przyszłych pokoleń – mówi Marcin Kotlarek, CEO Fundacji Race for the Baltic.

Materiały prasowe
Materiały prasowe

Ścieki – niewidoczne źródło problemu

Jednym z głównych źródeł eutrofizacji Morza Bałtyckiego są ścieki. Choć problem najczęściej pozostaje niewidoczny dla mieszkańców, to właśnie wraz z nimi do rzek i wód gruntowych trafiają związki fosforu i azotu, które następnie zasilają zakwity glonów i sinic. Skalę wyzwania pokazuje najnowszy raport „Ścieki a Bałtyk i wody w Polsce”, przygotowany przez Fundację Race for the Baltic we współpracy z Agencją Wspierania Ochrony Środowiska. Według jego autorów około 10 milionów Polaków nie jest podłączonych do sieci kanalizacyjnej, a znaczna część ścieków z systemów indywidualnych trafia do środowiska bez odpowiedniej kontroli. Ścieki odpowiadają za około 35 proc. ładunku fosforu trafiającego do Morza Bałtyckiego z Polski, co czyni je – obok rolnictwa – jednym z najważniejszych źródeł eutrofizacji.

Projekt „Bałtyk zaczyna się na lądzie” zwraca uwagę nie tylko na skutki widoczne nad morzem, ale również na działania podejmowane daleko od wybrzeża. Ograniczenie dopływu biogenów ze ścieków i rolnictwa może przynieść korzyści nie tylko dla Bałtyku, lecz także dla jakości rzek, jezior, wód gruntowych i bezpieczeństwa zdrowotnego mieszkańców.

Bałtyk można jeszcze uratować

Eksperci podkreślają, że mimo skali problemu sytuacja nie jest beznadziejna. W ciągu ostatnich dekad państwom regionu udało się znacząco ograniczyć dopływ fosforu do Morza Bałtyckiego. Aby ekosystem mógł rozpocząć proces samodzielnej regeneracji, konieczne jest jednak dalsze ograniczanie zanieczyszczeń pochodzących przede wszystkim z rolnictwa i gospodarki ściekowej.

- Bałtyk jest częścią naszej tożsamości. To miejsce wakacji milionów Polaków, ale także wyjątkowy ekosystem, który znalazł się dziś w krytycznym momencie. Dobra wiadomość jest taka, że znamy źródła problemu i wiemy, jak go rozwiązać. Potrzebujemy jednak większej świadomości społecznej i przekonania, że każdy z nas ma wpływ na stan morza – niezależnie od tego, czy mieszka nad samym Bałtykiem, czy kilkaset kilometrów od jego brzegu. Kampania „Widzisz sinice” ma pomóc ten związek zrozumieć – dodaje Marcin Kotlarek, CEO Fundacji Race for the Baltic.

Kampania „Bałtyk zaczyna się na lądzie” ma pomóc w budowaniu świadomości społecznej i pokazaniu, że przyszłość morza zależy nie tylko od działań podejmowanych nad samym wybrzeżem, lecz również od decyzji podejmowanych każdego dnia w całej Polsce.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...